Jak przetrwać remont, nie pozabijać się z partnerem i jak żyć bez kuchni…

We wpisie uchylę rąbka tajemnicy, jak wygląda teraz nasze mieszkanie po remoncie. Pokaże Wam również ciekawe dodatki do mieszkania. U mnie miejsce znalazły ręcznie malowane obrazy,
starocie i plakaty z Poster Store .

Gdyby ktoś mi powiedział w maju, że nasz remont pochłonie taką ilość energii, czasu i w ogóle wszystkiego, chyba bym wolała zamiast remontować, polecieć sobie na miesiąc na jakieś wyspy egzotyczne… Poważnie!

A zaczęło się od tego, że nasza kilkudziesięcioletnia podłoga zaczęła żyć własnym życiem. Uznaliśmy, że dla dzieci jest to niebezpieczne. Zaraz sobie któryś na tym złamie nogę, wybije zęby czy nabije guza. Chociaż z tymi zębami to by akurat pożyteczne było, bo teraz ze Smokiem muszę chodzić po dentystach i wyrywać mleczaki, bo same wypadać nie chcą. No, ale kwestie zębów zostawmy na inny raz.

Obrazy od Poster Store całkiem ładnie prezentują się na ścianach. Do tego muszę przyznać, że ramki są bardzo ładne i solidne.

M postanowił przy mojej entuzjastycznej aprobacie, że te wakacje spędzimy na remoncie. Spędziliśmy tak całe wakacje, całą jesień i coś mi się wydaje, że zimę też będę mogła do remontu zaliczyć. Ale przynajmniej już mogliśmy się wprowadzić i tak sobie teraz trochę wegetujemy bez kuchni, wieszaków w łazience i przedpokoju. Bez karniszy i jeszcze bez kilku przydatnych rzeczy. Ale znajdziemy na to czas później ;-).

4 miesiące trwał kapitalny remont naszego w zasadzie dość małego mieszkanka. Na szczęście nie mieliśmy problemów z dogadaniem się odnośnie tego, co chcemy, bo koncepcje mieliśmy podobne. Postawiliśmy na drewno, metal, biel i cegłę.

Salon a na ścianie obraz mojego dziadka iplakaty z Poster Store.

Podłoga była największym problemem, ponieważ postanowiliśmy zostawić ten nasz stary bukowy parkiet, ale odnowić wszystko od samego spodu. Szybko okazało się, że pod podłogą mamy odpad z kopalni (co innego mogłoby się znajdować pod podłogą na Śląsku?!). Niestety pod tym wypełnieniem zrobiły się szpary i musieliśmy wypełnienie przesypywać, uzupełniać szpary i znowu zasypywać. Zabawa była sympatyczna. M wyglądał jakby wyszedł z kopalni, a ja potem godzinę szorowałam łazienkę, bo cała czarna się zrobiła.

W końcu parkiet udało się zrobić i wyszedł piękniejszy niż myślałam! Do tego dobraliśmy kolorowe płytki. Z nimi też był problem, bo sprowadzać je trzeba było aż ze Szczecina, a do tego długo nie mogliśmy znaleźć kogoś, kto je położy.

Kuchnia jeszcze nie jest gotowa. Na razie wiszą same szafki (stąd nie mam gdzie gotować), ale za to już mąż powiesił nam naszą dumę: lampę, którą M wypatrzył na jakimś portalu aukcyjnym za grosze. Uwielbiam takie rzeczy!

Lampa z portalu aukcyjnego za grosze.

Cegła to w ogóle osobna historia. Koncepcję wymyślił M. Ja byłam sceptyczna. Jednak mamy niewielkie mieszkanie i obawiałam się, że ta cegła go jeszcze pomniejszy. Nie pomniejszyła. Jest cudna. Chociaż ręczne oczyszczanie jej z tynku była katorgą…

Cegła + bukowy parkiet + dębowa szafa = bajka 😀

Jaki cudem się nie rozwiedliśmy?

Wyobrażacie sobie sytuacje, że Wasz mąż wychodzi o 6 rano do pracy, po pracy idzie robić na mieszkanie i wraca do domu koło 23? I tak praktycznie dzień w dzień przez długie tygodnie… A ja sama z dwójką maluchów (wielki szacun dla wszystkich kobiet, co samotnie wychowują dzieci). M był skrajnie wymęczony. Ja czułam się zmęczona sytuacją. Końca remontu nie było widać a do tego wiecznie mieliśmy jakieś problemy z robotnikami!

MASAKRA!

Teraz tylko mówię, że nigdy więcej ;-).

Jakim cudem to przetrwaliśmy? Chyba tylko dzięki znajdowaniu chociaż odrobiny czasu na rozmowy. Ale pewna tego nie jestem. Może po prostu jesteśmy uparci ;-).

Jak żyć bez kuchni?

Tak sobie teraz mieszkam bez możliwości gotowania już trzeci tydzień, ale jest szansa, że w piątek zamontują nam blat i jak tylko uda się zorganizować elektryka, będę miała możliwość gotowania. Wiecie jak to ogarnęłam do tej pory? Dzieci jedzą w szkole/przedszkolu, mąż w pracy a ja daję radę z maszyną do gotowania na parze i gofrownicą. Czasem tylko wyskoczę gdzieś na miasto, aby zjeść coś bardziej treściwego ;-).

Plakat od Poster Store i zegar, który w mojej rodzinie jest chyba od zawsze.

Dodatki

Uwielbiam dodatki do mieszkania. Jednak nie lubię durnostojek. Wkurzają mnie, że muszę wiecznie je przestawiać, aby wycierać kurz. Dlatego moim ulubionym dodatkiem są obrazy. Wisi to na ścianie, pięknie wygląda, nadaje wnętrzu oryginalności i tylko od czasu do czasu trzeba przetrzeć z kurzu. U mnie w domu zawsze było pełno obrazów. Dom mojej mamy wygląda jak galeria. Dosłownie! Mój dziadek był malarzem i malował piękne obrazy. Jeden z nich już wisi w moim salonie, ale zamierzam przywieźć też sobie kolejne ;-).

Obraz dziadka uzupełniłam plakatami od Poster Store. Irlandzka krowa jest fantastyczna i stała się ulubienicą Młodszego. Plakaty z tego sklepu znalazły też miejsce w kuchni (chociaż, jak się doczekamy wreszcie blatu i szkła, plakat zmieni miejsce) i w pokoju chłopców. Ten ostatni jest chyba na razie najbardziej niedokończony, bo musimy chłopcom wymienić łóżka i część mebli. Jednak to już raczej po nowym roku się nam uda. W pokoju chłopców znalazło się też miejsce na moje rysunki. Na jednym jest tygodniowy Młodszy. Na drugim 1,5 roczny Smok.

Metalowa lampa współgra z białymi ścianami, cegłą i drewnem.
Pokój chłopców.
pokój chłopców.
Pokój chłopców i moje rysunki Młodszego i Smoka.

Niespodzianka!

Nie wiem, jak wy, ale ja koniecznie na ścianach muszę mieć powieszone obrazy, plakaty czy zdjęcia. Nie przepadam za pustymi ścianami. Przy okazji mam dla Was wielką niespodziankę! Dla czytelników mojego bloga przygotowana jest specjalna zniżka na plakaty Poster Store. Nie wahajcie się za długo, bo zniżka 30% będzie aktywna od dzisiaj do 12.12.2019 wpisując kod rabatowy turkusowakropka30. 

Teraz pokażę Wam kilka inspiracji od PosterStore:

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *