Pierwszy miesiąc we czwórkę

Uwielbiam moje dzieci. Naprawdę. I teraz gdy Młodszy jest na świecie, kocham je chyba jeszcze bardziej, a właśnie upłynął nam pierwszy miesiąc bycia we czwórkę. Zanim Młodszy przyszedł na świat miałam wiele obaw. Przede wszystkim bałam się reakcji Smoka. Bałam się nieustannych infekcji w domu (w końcu mam w domu przedszkolaka). Bałam się też, że ciężko będzie mi poradzić sobie z maluchem i w ogóle z dwoma maluchami na raz. Nie wiedziałam, co mnie czeka, bo przecież każde dziecko jest inne, więc nie nastawiałam się na to samo, co miałam z malutkim Smokiem.

Oczywiście bardzo pozytywnie się zdziwiłam.

Przede wszystkim Smok na brata zareagował bardzo pozytywnie. Jeszcze w szpitalu mnie odwiedził razem z tatą i babcią (ku mojemu zaskoczeniu, bo nic mi wcześniej nie powiedzieli). Smok nie wygląda na zazdrosnego o brata. Przychodzi, głaszcze go, mówi do niego a i mnie potrafi popędzać, żebym go nakarmiła bo płacze i na pewno jest głodny.

Nie spełniły się także moje obawy, że sobie nie poradzę z dwójką w domu. Smok oczywiście złapał infekcję i przez kilka dni był w domu (w sumie to już nie jedną). Jak to dziecko z infekcją nie był prosty w obyciu, ale jednak daliśmy sobie radę we trójkę. Mimo że Młodszy lubi sobie nie spać i na mnie wisieć cały czas.

Obawy o nie radzenie sobie z noworodkiem też jakoś się nie spełniły. Młodszy jest bardziej wymagającym maluchem niż był Smok w tym wieku (ten faktycznie ciągle spał i tylko co 3 godziny jak w zegarku się budził na posiłek). Młodszy czasami je ciągle. Czasami nie chce spać i nie chce też leżeć wtedy grzecznie w łóżeczku, czy gdziekolwiek. Woli wtedy być noszonym. Taki królewicz mały mi się trafił. Nie przejmuję się tym i włączam sobie jakiś film lub biorę książkę do ręki i tak się tuląc spędzamy sobie czas. Mimo to mieszkanie jest w miarę ogarnięte, blog nie świeci aż tak pustkami, a i znajduję trochę czasu na zrobienie sobie jedzenia (niestety, bo nadal trochę nadprogramowych kilogramów mam).

A najważniejsze w tym wszystkim jest chyba dla mnie to, że udaje mi się karmić piersią. Po nieudanym kp ze Smokiem jest to dla mnie bardzo ważna sprawa. Ale pewnie nie byłoby tak różowo gdyby nie wspaniała pielęgniarka noworodkowa ze szpitala, w którym rodziłam. To ona pomogła mi nauczyć się przystawiać malucha. To ona przychodziła do mnie przez całą noc, gdy przy nawale zrobił mi się zastój. Taka osoba to skarb. Szkoda, że ktoś taki nie był ze mną te trzy lata wcześniej.

Pierwszy miesiąc niestety także upłynął nam z nieustającymi infekcjami o czym już wcześniej wspomniałam. Smok niestety co chwilę z przedszkola przychodzi chory. Tydzień pochodzi i potem kolejny tydzień musi spędzić w domu. Niestety nie jest jedynym poszkodowanym, bo od razu wszelkie wirusy przejmuję ja. Odporność musiała mi bardzo spaść w ostatnim czasie i tak teraz już 1,5 tygodnia leczę się z infekcji, która najpierw rozgościła się w zatokach a potem w gardle wywołując okropną gorączkę.

Niestety samo dochodzenie do siebie po porodzie nie było dla mnie łatwe. Poród do prostych nie należał i generalnie pierwszy tydzień po nim spędziłam w pozycji leżącej. Niestety także odezwała się niewyleczona w czasie ciąży infekcja pęcherza, która już wymagała wzięcia antybiotyku. Na szczęście wszystko teraz powoli wraca do normy.

Już się nie musimy siebie uczyć. Mniej więcej wiem o co chodzi, gdy Młodszy zaczyna płakać. Gorzej, że mam ważenie, że szybko sama z domu nie wyjdę, bo Młodszy bardzo jest do mnie przywiązany a smoczka za nic ssać nie chce. Mimo wszystko jakoś mnie to nie martwi specjalnie, bo przecież taki mały będzie tylko teraz. Później jeszcze zatęsknię za wspólnym przytulaniem się 😉

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło ?

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

13 myśli na temat “Pierwszy miesiąc we czwórkę

  • Listopad 1, 2016 o 8:14 am
    Permalink

    Swietnie, ze wam sie wszystko uklada!
    Moja Leoska tez nie chce smoczka ale juz coraz czesciej wychodze sama. Moze nie na dlugo ale udaje sie. Wiec mysle, ze u ciebie to tez jeszcze kwestia paru tygodni.

    Odpowiedz
    • Listopad 1, 2016 o 2:40 pm
      Permalink

      Wiesz, jakoś nie mam teraz ciśnienia, że muszę gdzieś sama wyjść. Zupełnie inaczej się czuję niż wtedy, gdy po raz pierwszy zostałam mamą 🙂

      Odpowiedz
      • Listopad 1, 2016 o 3:15 pm
        Permalink

        No fakt, inaczej jest 🙂 my na pierwsza randke we dwojke poszlismy jak mala miala 11 tygodni

        Odpowiedz
        • Listopad 1, 2016 o 3:18 pm
          Permalink

          Ja nie wiem, czy w naszym wypadku szybko dojdzie do pierwszej randki, bo M ostatnio tak zapracowany, że ciężko mu wygospodarować czas na wspólny film w domu 😉

          Odpowiedz
  • Listopad 1, 2016 o 2:32 pm
    Permalink

    Gratuluję optymizmu! Miło się czyta takie pozytywne historie 🙂
    U mnie zostanie mamą po raz drugi było chyba najtrudniejsze. Mimo że Starszak przyjął Siostrę bardzo pozytywnie, to ona sama było bardzo wymagającym dzieckiem. Pierwsze miesiące były dość… głośne 😉 Za to trzeci Maluch wszedł w rodzinę, jakby był tu od zawsze 😀

    Powodzenia na dalsze miesiące! I jak najmniej chorób!

    Odpowiedz
    • Listopad 1, 2016 o 2:39 pm
      Permalink

      Właśnie nasz maluch też jest dość wymagający. Są dni, że z rąk nie schodzi. Ale jakoś i tak nie jest to aż tak trudne, jak przypuszczałam 😉

      Odpowiedz
  • Listopad 1, 2016 o 9:02 pm
    Permalink

    Z ciekawością przeczytałam Twój post, bo coraz częściej myślę o drugim maluszku i mam mnóstwo obaw, oczywiście wszystkie podobne do Twoich 🙂 Fajnie jest usłyszeć pozytywne słowa, to daje wiarę w to, że jednak może być dobrze. Mimo wszystkich obaw, może być dobrze 🙂

    Odpowiedz
    • Listopad 3, 2016 o 8:43 pm
      Permalink

      Pewnie, że może być dobrze. Im bliżej było porodu tym coraz bardziej się bałam życia we czwórkę. Na prawdę mile się zaskoczyłam, bo się teraz czuję jakbyśmy od zawsze byli w takim składzie 🙂

      Odpowiedz
  • Listopad 3, 2016 o 1:42 pm
    Permalink

    Trudne są niekiedy te pierwsze chwile, ale i cudowne! 🙂

    Odpowiedz
  • Listopad 3, 2016 o 1:47 pm
    Permalink

    Dobrze, że już dochodzisz do siebie 🙂 Ja właśnie najbardziej boję się tych ciągłych chorób – Filip od września przechodzi właśnie trzecią infekcję, a poród tuż tuż… Mam nadzieję, że i u nas się poukłada 🙂

    Odpowiedz
    • Listopad 3, 2016 o 8:42 pm
      Permalink

      U nas mały na razie się trzyma (odpukać!). Niestety ze mną już gorzej. Aktualnie już drugi tydzień leczę się z infekcji przedszkolnej… Trzymam kciuki, aby u Was infekcji było coraz mniej :-). No i życzę szybkiego i niezbyt bolesnego porodu.

      Odpowiedz
  • Listopad 3, 2016 o 2:00 pm
    Permalink

    Zwykle nie zdajemy sobie sprawy z tego, do czego jesteśmy zdolne. Ja miałam tak ze sobą, a jednak dałam radę. W życiu bym siebie nie podejrzewała o tak niesłychaną wytrzymałość i fizyczną, i emocjonalną zanim zostałam mamą. A jednak. Ale musiałam pokonać wiele przeszkód, głównie tych drugich, emocjonalnych. I od razu wszystko stało się proste. Cudowna rodzinka z Was, pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *