Jak ojciec z synem, czyli męskie sprawy

Gdy Smok był jeszcze małym niemowlakiem, czekałam kiedy nastąpi moment, że zauważę między nim a M taką specyficzną więź ojca z synem. Ich wspólne tematy, na których ja się nie znam. Ich wspólne spacery, na których mnie nie potrzebują i ich wspólne zabawy, których nie ogarniam.

Coś w tym stylu zaczęło kiełkować, gdy Smok zbliżał się do pierwszego roku. Teraz nie mogę się już napatrzeć na ich wspólne wygłupy.

M uwielbia las. Przy każdej okazji często tam zagląda. Chodzi, zbiera grzyby, odpoczywa i obserwuje ślady bytności zwierząt. Tego wszystkiego uczy teraz Smoka. Razem chodzą doglądać kijanek (oczywiście latem). Razem chodzą zbierać grzyby (wiadomo, że jesienią). Czasami nawet zabiorą mnie ze sobą, ale lubią też chodzić sami. M ciągle opowiada o dzikach w lesie, o rykowisku, o lisach i o różnicach między grzybami jadalnymi i trującymi. Smok słucha, zapamiętuje i później używa zdobytej wiedzy. Nie ma nic piękniejszego od prawie dwu i pół latka opowiadającego o cyklu rozrodczym żab.

Kiedy M był młodszy, sklejał modele. Teraz już niestety brakuje mu na to czasu (lub się zestarzał 😉 ). Niedawno oddał Smokowi do zabawy kilka swoich nieudanych modeli i teraz obydwoje rozstawiają swoją dywizję pancerną po całym mieszkaniu. Wykonują manewry. Ćwiczą zagrania taktyczne. Armia pełną parą! Dobrze, że nie mają prawdziwego czołgu, bo bym chyba musiała się wynieść do dziadków :-).

Zadaniem M jest także czytanie książek w języku czeskim. Ja też potrafię czytać w tym języku, ale niestety mój akcent zdradza, że jestem Polką (chociaż M powtarza, że po czesku mówię, jakbym z Rosji była). Gdy M czyta, Smok słucha z uwagą. Dopytuje o różne szczegóły. A ja w tym czasie mogę w spokoju zrobić kolację.

Prace w ogródku także wykonują najczęściej razem. M szybciej wraca z pracy niż ja i dlatego jeszcze latem zabierał Smoka do ogrodu. Doglądali warzyw. Podlewali. Usuwali chwasty. Sadzili i zbierali plony. Smok zawsze czynnie uczestniczył w tych zajęciach i tylko czasem wpadał na pomysł, aby nasypać sobie ziemię na głowę.

Do męskich zadań należy także robienie bunkrów. Dobry bunkier jest przykryty kocami i przez to jest niewidzialny. Dobry bunkier sprawia, że nikt nie wie, gdzie podziała się osoba ukryta w bunkrze (czyli Smok). Dobry bunkier jest wyłożony poduszkami i ma przynajmniej dwa wejścia (na wypadek konieczności wycofania się na lepszą pozycję). To zadanie zostawiam doświadczonym mężczyzną. Przecież kobieta nie zna się na bunkrach ;-).

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij 🙂

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

4 myśli na temat “Jak ojciec z synem, czyli męskie sprawy

  • Grudzień 13, 2015 o 7:03 pm
    Permalink

    Mój syn znowu z córeczką ma bardzo dobry kontakt. Razem się świetnie bawią 🙂

    Odpowiedz
  • Styczeń 6, 2016 o 9:33 pm
    Permalink

    Fajnie 😀 A będzie tylko lepiej kiedy Smok podrośnie 😀 Dobry tekst!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *