Strefa kobiety

Trzy marzenia matki #highneedbaby

Młodszy jest specyficznym dzieckiem. Już na porodówce dał popisowy koncert swoich możliwości. „Krzyczy, aż miło” – mówiły pielęgniarki. „To dobrze. Ma zdrowe płuca” – dodawały inne. A ja wiedziałam swoje. Mam przekichane. Miałam rację. Trafiło mi się #highneedbaby.

Co to w ogóle znaczy High Need Baby?

To określenie wprowadzili Martha i William Sears, znani bardziej ze swoich książek na temat Rodzicielstwa Bliskości. Oczywiście, że gdy narodził się Młodszy nie znałam tego określenia. To przyszło z czasem, mimo że książki Searsów czytałam już wcześniej. Po prostu nie zwracałam większej uwagi na temat związany ze „szczególnymi” dziećmi. Smok był przecież bardzo ugodowo nastawionym do życia niemowlęciem.

High Need Baby to szczególne dziecko, które wymaga szczególnej opieki. To dziecko nieodkładalne. Sama się śmieje, że takie dziecko (a więc i Młodszy) wcale nie chciało się urodzić i nadal chce znaleźć się w brzuchu u mamy, gdzie było mu ciepło, bezpiecznie i nie czuł głodu. W brzuchu u mamy nie było także żadnych innych niepokojących go bodźców. Każdy, kto miał przyjemność trafić na dziecko tego typu, wie co mam na myśli.

Jako matka #highneedbaby, a teraz już bardziej #highneedtoodler, która to stanowisko piastuje od ponad roku, czuję pewne totalne zmęczenie materiału. Pocieszę teraz tych, którzy właśnie są na etapie niemowlęcia tego typu:

Za starszym dzieckiem jest lepiej!

Jest lepiej, ponieważ daje radę się chwilę pobawić beze mnie. Nie wymaga już noszenia 24 godziny na dobę, a tylko jakąś połowę tego czasu (może trochę mniej). Udaje mi się w dzień uśpić go i nie muszę całą drzemkę przy nim leżeć, lub go nosić. Zostanie chwilę z kimś innym. I oczywiście pobawi się także z bratem, który na tym etapie jest nieocenioną pomocą (chociaż ma tylko 4,5 roku).

Jest lepiej, a wierzę w to, że będzie jeszcze lepiej.

Ale póki co zaczyna coraz bardziej mi się marzyć kilka rzeczy…

Przespana noc

Już nie pamiętam, jak to jest położyć się o 22 i obudzić się rano, nawet jeżeli to jest 6 rano. Nie przeszkadzałoby mi to, ponieważ 8 godzin ciągłego snu wydaje mi się aktualnie rajem.

Wycieczka bez Młodszego

Marzę także, aby się gdzieś przejechać. Mogę jechać sama lub nawet ze Smokiem. Wyjazd także łączyłby się z przespaną nocą (nawet jeśli byłby ze mną Smok). Marzę aby przez cały weekend nie musieć wycierać miejsce jedzenia po jedzeniu oraz kąpać po jedzeniu dziecka. Marzę, aby nikt nie napastował mnie chcąc napić się mleka. Marzę o ciszy, spokoju, dobrej zabawie czystym stole przy jedzeniu. Taki weekend wszystko to by mi zapewnił.

Z chęcią pojechałabym sobie na przykład do Pragi. Byłam tam ponad 10 lat temu i bardzo chciałabym jeszcze raz zobaczyć to piękne miasto. Czy wiecie, że możecie także z Warszawy niedrogo dojechać do Pragi?

Szpilki i niezaślinione ubranie

Z chęcią także założyłabym na siebie jakąś kobiecą sukienkę i wysokie szpilki. Poczułabym się taka kobieca! No, ale przecież na razie nie mam gdzie w takim stroju iść, a na spacer z Młodszym to zupełnie bez sensu. Aktualnie maluch ząbkuje (już pół roku) i ciągle mnie ślini… Jeszcze jak do tego doda się smarki, bo biedak ma katar to już zupełnie nie wygląda to kobieco. No i to mleko. Niby laktacja ustabilizowana, ale i tak czasami coś gdzieś pocieknie, albo Młodszy po dwóch łykach stwierdzi, że więcej nie chce… a mleko płynie dalej…

Na razie moje marzenia nie są do końca realne, ale coraz bardziej zbliżam się do momentu, gdzie Młodszy nie będzie pił mojego mleka i będzie mógł zostać z M na dłużej niż kilka godzin. To może chociaż zrobię sobie teraz makijaż i cyknę selfie tak żeby ubrania nie było widać. W końcu jaki sens pokazywać dres??? 😉

Olga

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon