Ciąża i poród

Czego najbardziej boję się w drugim porodzie

Pamiętam, jak dziś, tę beztroskę przed narodzinami Smoka. Nad niczym się nie zastanawiałam. Wszystko miało być dobrze. Niczym się nie martwiłam. Oczywiście, że bałam się samego porodu i bólu, ale jakoś starałam się o tym nie myśleć. „Jakoś to będzie” mówiłam sobie. Z maluszkiem też sobie poradzę. Damy radę i już. Teraz nie mam już takiego optymizmu.

Przede wszystkim boję się, czy przeżyję poród. Bardzo głupi rodzaj strachu, zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach raczej przy porodzie się nie umiera. Teraz boje się, że osierocę nie tylko tego jeszcze nienarodzonego, ale przede wszystkim Smoka. Noworodek szybko by się przyzwyczaił do innych ramion i opieki innej osoby niż ja. Ze Smokiem już tak łatwo nie będzie, a że jest jeszcze dość mały, ciężko by mu było wszystko wytłumaczyć. Boję się, że nie dadzą sobie rady beze mnie. Boję się, że byłoby to wszystko dla nich zbyt trudne.

Boję się także mimo wszystko samego porodu. Zimny pot mnie oblewa na samą myśl o tym. Niby za pierwszym razem nie było źle, ale wszystko było nie tak, jak powinno być. Niepotrzebna oksytocyna, brak informowania mnie, co się ze mną dzieje, nakaz ciągłego leżenia pod KTG (mimo, że wszystko przebiegało sprawnie i bez problemów), a na końcu znieczulenie, które znieczuliło mnie tak dokładnie, że nie wiedziałam kiedy przeć. Mało brakowało, a wszystko skończyłoby się cesarką. Dlatego teraz wolę nie brać znieczulenia. Dlatego teraz chcę aktywnie brać udział we własnym porodzie. Dlatego teraz chcę wiedzieć, co się ze mną dzieje.

Z rzeczy związanych z porodem, boję się także, że poród nie będzie łatwy i że szybko do siebie po nim nie dojdę. Nie mam teraz tego komfortu, jak przy pierwszym razie, że będę mogła leżeć przez te kilka lub kilkanaście dni i spokojnie dochodzić do siebie (tak, nawet z noworodkiem nie jest to takie trudne). Teraz mam przy sobie także trzylatka, który nadal potrzebuje dużo opieki i uwagi. Nie chcę przy tym, aby zaczął myśleć, że nie chcę z nim już przebywać. A wiadomo, że od razu po porodzie nie pójdę z nim na spacer i nie zacznę grać w piłkę. Tłumacze Młodemu teraz to wszystko, ale nie jestem pewna, czy moje tłumaczenie przyniesie zadowalający wszystkich efekt.

Boję się także, że przy porodzie coś złego stanie się z Młodszym. I znowu ten sam problem, co wcześniej. Chore dziecko będzie wymagało znacznie więcej opieki i uwagi niż zdrowe, a ja nie chcę aby na tym ucierpiał Smok. Z resztą na własnej skórze doświadczyłam codziennych wizyt na rehabilitacji z niemowlęciem, a to był tylko zwykły kręcz szyi. Strach pomyśleć, co by było, gdyby przytrafiło się coś gorszego.

A chyba najbardziej boję się karmienia piersią. Jak tylko sobie przypomnę nasze próby ze Smokiem, to aż mnie ciarki przechodzą. Wzdrygam się na samą myśl o laktatorze i butelkach. Przypominają mi się te wszystkie próby, ten ból i ta moja niemoc, gdy nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. Co z tego, że miałam wiedzę teoretyczną, jak stosowanie jej w praktyce nie przynosiło sukcesu. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Młodszy będzie mniej opornym uczniem.

A czego Wy się bałyście przed porodem?

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon