Zmasowany atak krwiożerczych komarów

 

Są na świecie stworzenia, których nie darzę miłością. Nie jestem szczególnie strachliwa. Węże, żaby i inne gadziny mnie zupełnie nie ruszają. W zasadzie to nawet lubię stworzenia tego typu. Za to owady i pajęczaki wywołują u mnie skrajne obrzydzenie oraz strach.

Rzecz jasna nie mam problemu ze wszystkimi owadami. Motylki, biedronki czy żuczki są ok. Za to ciarki mi po plecach przechodzą, jak widzę skorki, osy, szerszenie, i różne inne dziwne stworzenia latające, których nawet nazw nie znam. Nie lubię i już. Pajęczaków boję się wszystkich. Bez wyjątków. Mimo to jestem w stanie zrozumieć sens istnienia pająka, czy pszczoły, ale po cholerę na tym świecie są komary?!

Skurczybyk-krwiopijca

Właśnie minął bardzo męczący dzień. Synek dokazywał ile wlezie, do tego te wizyty w urzędach, upał i generalnie wszystko na raz się na mnie zwaliło. Czekam z utęsknieniem na noc. Na chwilę, kiedy położę się na poduszce i zasnę. Wcześniej jeszcze jakaś kolacja, posprzątanie kuchni, odpisywanie na maile i inne wieczorne obowiązki (oraz przyjemności).

Już skończył się dzień. Kładę się do łóżka, przykrywam trochę kołdrą i zasypiam od razu. Po chwili budzi mnie bzyczenie. Atakuje znienacka, podstępnie. Jak pocisk lecący z miejsca, z którego nikt się go nie spodziewa. Cóż zrobić? Synek śpi. Nie wstanę przecież i nie zapalę teraz światła?! Leżę wiec w nadziei, że ten skurczybyk-krwiopijca nasyci się i da mi wreszcie spokój. Czuję na swoim ciele coraz więcej ukąszeń. Wszystko zaczyna mnie swędzieć a bzyczenie słyszę prawie tak głośno jak włączoną wiertarkę udarową. Nie schowam się pod kołdrą. Musiałabym zostawić głowę na wierzchu a wtedy na bank ten drań ugryzie mnie w powiekę. Będę wyglądać jak zombi przez najbliższy tydzień. Próbuję drania zabić po omacku. Nic z tego. Przyświecam telefonem. Nadal słyszę to złowieszcze bzyczenie. Czemu ta cholera nie może już się najeść?! Ile krwi może wyssać taki mały owad?

Leżę dalej. Płakać mi się chce ze zmęczenia i z bezsilności. Tym razem się nie wyśpię, ale jak wstanę, dorwę skubańca! Nie odpuszczę! Po chwili zasypiam. Już nie wiem, czy to ze zmęczenia, czy to komar skończył już swoją ucztę. Rano budzę się obolała, zmęczona i cała w czerwonych kropkach. Na szczęście powieki nie zostały naruszone. Idę po fenistil. Po drodze do łazienki widzę drania na ścianie. Zabijam z satysfakcją.

Podła wampirzyca

Synek budzi się w nocy z płaczem. Daję mu mleko, przytulam. Po chwili wszystko już jest w porządku. Synek zasypia. Budzi się tak jeszcze trzy razy. Nie wiem czemu. Nie ma gorączki. Brzuszek miękki i zawsze po chwili zasypia. Nie przejmuję się zbytnio. To pewnie znowu zęby go męczą.

Rano wstaję do malucha. Sadzam go na nocnik i nagle widzę, że moje maleństwo pokryte jest całe w wielkich czerwonych plamach. Panikuję. Mąż mnie uspokaja. Na spokojnie już sprawdzam wszystko. Gorączki nie ma. Humor dobry. Je normalnie. Coś go ugryzło? Sprawdzam całe łóżeczko. Nic. Przed południem dzwonię do lekarki, czy może go oglądnąć. Wolę mieć pewność. Idziemy z młodym popołudniu do przychodni. Na szczęście to były tylko ugryzienia, ale dały taką reakcję alergiczną (ponoć dzieci tak często mają). Przepisała nam fenistil i wapno, jeśli plamy nie zaczną blednąć i będą swędzieć. M dzwoni do mnie z domu, że właśnie zabił na ścianie napitego krwią komara. Oddycham z ulgą. A niech zdycha mała poczwara!

Bezsilność w Krakowie

Nie radzę sobie z komarami. To chyba najgorsza z istniejących kreatur na świecie. Niszczą one wszystkie piękne wakacyjne chwile. Nic na nie nie da się poradzić. Wszelkie mazidła i psikatka sprawiały, że źle się czułam. Przy włączonych urządzeniach przeciw komarom do prądu nie mogłam spać. Teraz przy dziecku to już w ogóle boję się czegokolwiek używać. Pod moskitierę zawsze jakiś skurczybyk wlezie.

I jak tu żyć?

Tedi

 

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.