Tata to też rodzic

Na początku kwietnia napisałam Wam, że mój mąż pojechał ze Smokiem na Sycylię na kilka dni, a ja zostałam wtedy u moich rodziców z Młodszym. Wydało mi się to czymś nie potrzebującym komentarza. Ot pojechali bez nas, bo ze zdrowiem Młodszego ostatnio nie jest najlepiej i nie chcieliśmy zaryzykować utraty biletów, bo akurat maluch by był chory (a prawdopodobieństwo tego było dość spore). W całej tej sytuacji nie widziałam nic nadzwyczajnego (w końcu tata to też rodzic!) do czasu aż nie zaczęłam dostawać od Was wiadomości.

Pytałyście mnie w nich (bo jednak wiadomości pisały tylko kobiety), czy nie bałam się puścić samego męża z synem. Pytałyście mnie, co zrobiłam, że M chciał z tym moim synem sam jechać (piszę z “moim”, bo z wiadomości wynikało, jakby Smok był tylko moim synem, a M to co najwyżej do zabawy służył). Naprawdę mnie to zdziwiło, ponieważ wydawało mi się, że w XXI wieku mężczyźni już nie są tylko od zarabiania pieniędzy, ale także tymi dziećmi się zajmują. Wygląda na to, że się myliłam.

W tym wpisie, więc odpowiem na te wszystkie pytania :-).

M zajmuje się Smokiem od samego początku. To on był pierwszym, który wziął małego na ręce po jego urodzeniu. No dobra, pierwsza była położna, ale zaraz potem miał go na rękach M. Ja się jakoś bałam. Z resztą i tak musiałam leżeć, bo przecież nie wolno wstawać od razu po porodzie. Mniejsza z tym. Grunt, że M czynnie uczestniczył w opiece nad dzieckiem od jego pierwszych chwil. Zmieniał mu pieluszkę, ubierał, karmił (bo Smok karmiony był moim mlekiem, ale z butelki), wykonywał z nim ćwiczenia (zgodnie z zaleceniem rehabilitantki), bawił się i układał do snu. Bez problemu mogłam z nim zostawić Smoka i wyjść na zakupy, kawę czy ploty z koleżankami. Z Młodszym już jest trochę inaczej, bo jednak on potrzebuje sprzętu karmiącego, który tylko przy mnie jest.

Wyobraźcie sobie, że M nawet ze Smokiem kilka razy był u lekarza i na szczepieniu, gdy ja sama nie mogłam z nim pójść.

Kilka miesięcy temu Smok oglądając kolejny raz książkę o morskich stworzeniach stwierdził, że bardzo by chciał zobaczyć morze. Niestety mieszkamy dość daleko i od tego morza na północy i od tego na południu. Cóż zrobić? Młodszy akurat był w fazie nieustannego chorowania i nie bardzo chciałam go w podróż zabierać, chociaż morze by mu pewnie dobrze zrobiło. Jednak wizja lotu samolotem z zakatarzonym i duszącym się maluchem zbyt mnie przeraziła. Tak M wyszukał bilety lotnicze dla siebie i Smoka,  zakupił, znalazł nocleg i polecieli razem na Sycylię.

Czy się nie bałam?

Nie.

Trochę było mi żal, że nie jedziemy wszyscy razem, ale absolutnie nie z tego powodu, żebym się miała bać o Smoka. W końcu był pod dobrą opieką swojego taty.

Jak przekonałam M do tego wyjazdu? 

Nie przekonywałam. Cała inicjatywa wyszła właśnie od M. Ja nie brałam w tym udziału. No dobra, spakowałam małego na wyjazd.

Czy przeżyli?

Oczywiście, że przeżyli. Mają się całkiem nieźle i już zastanawiają się nad kolejną taką wycieczką.

Jak sobie dawali tam radę beze mnie?

Zwyczajnie. Tak samo, jakby w domu byli. Tyle, że spali razem, bo tak było wygodniej i cieplej (tam w domach o tej porze roku jest 16 stopni!). Jedli ryby i smażone kalmary. Grzebali się w piasku na plaży (raczej Smok się grzebał a M obserwował). Zwiedzali ruiny i różne ciekawe miejsca. Jedli lody i czasem tylko tęsknili za mamą ;-).

Ja nie miałam żadnych obaw, aby puścić męża ze Smokiem na te 5 dni. Dla mnie M to taki sam rodzic jak ja. M tak samo dobrze radzi sobie z dziećmi, chociaż czasami kręci głową na kolejne moje pomysły w stylu chustonoszenia, czy BLW ;-). Tata to też rodzic. Tata to tak samo dobry rodzic jak mama. Trzeba mu tylko na to pozwolić ;-).

A w tym tygodniu zapraszam Was na nasz Instagram, gdzie pokażę zdjęcia zrobione przez M z cudownego miejsca na Sycylii. Wpadnijcie zobaczyć, jak sobie chłopcy radzili beze mnie ;-).

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

24 myśli na temat “Tata to też rodzic

  • Kwiecień 26, 2017 o 1:01 pm
    Permalink

    Fajny tata! Oby było takich więcej! ??

    Odpowiedz
  • Kwiecień 27, 2017 o 10:11 am
    Permalink

    otóż to, tata to też rodzic, tylko wokół to niestety tak nie wygląda… mój Luby również z bobasem zostaje i jest to naturalne, ale już wśród sąsiadów czy znajomych nadal panuje przekonanie że to matka jest od zajmowania się dzieckiem, a ojciec może czasem pomóc :

    Odpowiedz
    • Kwiecień 27, 2017 o 11:48 am
      Permalink

      Otóż to. Czasem moi znajomi traktują mnie jakbym ze stołka spadła, bo uważam, że tata powinien się także dziećmi zajmować. Bo przecież on cały dzień w pracy siedzi! A ja niby na wakacjach jestem… Że już nie wspominając o tym, że mężczyźni powinni nie tyle się tymi dziećmi z obowiązku zajmować, ale z chęci. W końcu to też ich dzieci.

      Odpowiedz
    • Kwiecień 27, 2017 o 1:00 pm
      Permalink

      Przypomniało mi się, jak M po urodzeniu Smoka, gdy mały został dopiero przyprowadzony do domu, spanikował, że on nie wie, jak pieluszkę zmienić, że mały jest taki malutki. A ja mu na to, że to też moje pierwsze dziecko i moja pierwsza pielucha ;-). Przyznał mi rację. Ale fajne były te początki 😀

      Odpowiedz
  • Kwiecień 29, 2017 o 8:57 pm
    Permalink

    A dla mnie to świet a sprawa. Takie wyjazdy czy to nad morze czy pod namiot zbliżają ojca z synem. To takie “męskie”wypady. U mnie również mąż od samego początku zajmowal się synkiem.Nie boję się go zostawić z mlodym i wyjść na zakupy.Nie mam wyrzutów sumienia jak pytały mnie koleżanki.Przecież zostaje ze swoim tatą! Tylko się cieszyć że tata chce uczestniczyć w wychowaniu dziecka i spędzać z nim czas.

    Odpowiedz
    • Maj 3, 2017 o 10:31 pm
      Permalink

      Nie wiem, dlaczego to zawsze jest traktowane na zasadzie “tata chce albo nie chce”. A mama to musi i już. Dla mnie i tata i mama mieliby się tak samo angażować w wychowanie dzieci.

      Odpowiedz
  • Kwiecień 29, 2017 o 9:31 pm
    Permalink

    Mój Narzeczony też angażuje się w opiekę nad Dzieckiem mimo że nie jest biologicznym ojcem i nie od początku jest z nami. Czasem wspólne spacery mają, zakupy, do lekarza też bezemnie pójdą. A taki dłuższy wyjazd… Raczej by nie wyszedł ale nie dlatego, że On by sobie nie poradził tylko bardziej Córcia by nie chciała bo mimo wszystko to jednak córunia mamuni. 😉

    Odpowiedz
  • Kwiecień 29, 2017 o 9:32 pm
    Permalink

    Ja też się nie bałam! 🙂 ( i właśnie szykuję podobny wpis, bo mnie dyskusja w świąteczny weekend normalnie na łopatki rozłożyła)
    pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • Kwiecień 30, 2017 o 6:53 am
    Permalink

    No tak, tata też człowiek:)

    Odpowiedz
  • Kwiecień 30, 2017 o 10:17 pm
    Permalink

    Szczerze to… Podziwiam… Mój mąż by się nie odważył(pewnie wynika to z faktu, że przez pracę rzadko ma okazję uczestniczyć w podstawowych “obowiązkach), a ja bym chyba oszalała ze strachu;)

    Odpowiedz
  • Maj 2, 2017 o 7:44 am
    Permalink

    A ja się boję, jak moi faceci jeżdżą gdzieś sami (co się rzadko zdarza), ale nie o to, że sobie nie poradzą, tylko, że moje dwa największe skarby są z dala ode mnie 🙂

    Odpowiedz
  • Maj 2, 2017 o 8:44 am
    Permalink

    No w sumie nie rozumiem pytań. Tak jak piszesz Tata to tez rodzic i nie ma się co dziwić że dziecko chcialo z nim jechać. Jeśli ktoś się dziwi to cos tu jest na halo!

    Odpowiedz
  • Maj 2, 2017 o 8:56 am
    Permalink

    Cóż…pozostaje mi jedynie pozazdrościć 😉 Gratuluję, że Mąż zechciał wyjechać bez Ciebie i że miałaś okazję odpocząć 😉

    Odpowiedz
    • Maj 3, 2017 o 10:30 pm
      Permalink

      Jaki to odpoczynek, gdy w domu niemowlę, które z rąk nie schodzi? 😉

      Odpowiedz
  • Maj 2, 2017 o 9:02 am
    Permalink

    Że też ludzie nie mają o kogo się martwić i czym zajmować tylko prawidłowo funkcjonującą rodziną skłania ich do refleksji i podważania autorytetu ojca. Kim musi być ten ojciec skoro jego partnerka boi się mu wręczyć pod opiekę wspólne dziecko. Super postąpiliście, brawo Wy!

    Odpowiedz
    • Maj 3, 2017 o 10:29 pm
      Permalink

      Dziękuję :-). Ja się bardzo cieszę, że moi chłopcy razem spędzają czas. Jeszcze tylko trochę odchowam Młodszego, poślę ich gdzieś we trójkę a sama zrobię sobie wakacje 😀

      Odpowiedz
  • Maj 14, 2017 o 12:07 pm
    Permalink

    Uważam tak samo, tata to taki sam rodzic jak mama i ma takie same prawa i obowiązki już od chwili narodzin potomka 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *