Szpital ze snów

Nikt nie lubi szpitali. Sama nie lubię szpitali, a jako dziecko wyleżałam się w nich za wszystkie czasy. Przerażało mnie, że musiałam iść rodzić do szpitala (poważnie rozważałam możliwość porodu domowego). Przerażało mnie, że musiałam do tegoż szpitala wrócić niecały tydzień od wyjścia. Niestety mimo wszystko szpitali nie da się uniknąć.

Szpitale mojego dzieciństwa

Pamiętam dokładnie szpitale, w których leżałam między 10 a 15 rokiem życia. były to chyba wszystkie dziecięce oddziały w Krakowie (a przynajmniej większość). Pamiętam karaluchy w łazienkach i niewygodne skrzypiące łóżka. Nie pamiętam rodziców na oddziałach. Ja byłam już duża, ale przecież były tam też maluchy. Ale może moja dziecięca pamięć nie rejestrowała takich szczegółów.

Pamiętam miłe pielęgniarki, które się często uśmiechały i pamiętam też te, przed którymi się uciekało. Był też często brak informacji. Nie zawsze wiedziałam co się ze mną dzieje. Były też niesmaczne obiady i okropna kawa zbożowa z kożuchem (fuj!). Nie pamiętam zabawek. Jak na sali był stary telewizor, to był to już luksus.

Wstrząsnęła mną także opowieść mojej cioci, jak to musiała zostawić w szpitalu malutką wtedy moją kuzynkę, która uległa wypadkowi. Uważano wtedy, że rodzice na oddziałach dziecięcych są zbędni i zabraniano im przebywać z dziećmi.

Szpital ze snów

A gdyby tak w szpitalu matka dziecka dostawała swoje łóżko? A gdyby tak pokoje były czteroosobowe: dwoje maluchów i dwie matki. I każda matka ma swoje łóżko i swoją szafkę. W pokoju są kolorowe obrazki i duży kran z wodą. Na korytarzu jest miejsce do zabaw z dywanem, zabawkami, książkami i wielkim domkiem. W łazienkach jest czysto i ładnie, a w pokoiku dla rodziców jest czajnik, lodówka i mikrofala.

Nikt nie kwestionuje możliwości przebywania rodzica z dzieckiem. Nikt nie odbiera rodzicowi możliwości wygodnego odpoczynku. Rodzic jest przyjęty na oddział. Dostaje specjalną bransoletkę z nazwiskiem, piżamę (jeśli chce), pościel, łóżko i szpitalne jedzenie. To ostatnie jest smaczne i w dużych ilościach. Smaczna i syta zupa podawana jest razem z drugim daniem (całkiem niezłym) i deserem (budyń, kisiel, owoc, drożdżówka). Dziecko dostaje obiad osobno. Wszystko w ramach normalnej procedury. Do tego szpitalna herbata dostępna jest cały czas. Lekarze i pielęgniarki są mili i można poprosić o stołeczek do karmienia dla malucha.

Fikcja?

Nie!

Byłam w takim szpitalu w zeszłym roku. Smok zaczął w nocy wymiotować, a że ma kamień w woreczku żółciowym, matkę panikarę i dwa dni wcześniej przeszedł szczepienie, zabrałam go na wszelki wypadek do szpitala. Spędziliśmy tam dwie noce i młody wcale nie chciał wracać.

A to tylko kilka kilometrów od polskiej granicy – w Republice Czeskiej. I uprzedzę Wasze “no bo to już jest zachód Europy”: w Republice Czeskiej korupcja jest na wyższym poziomie niż u nas. I w ogóle nie jest w polityce za wesoło. Ale nie o tym jest ten tekst.

Rodzic przy małym dziecku w szpitalu jest niezbędny. To on ogarnia dziecko, podaje mu leki, karmi je i robi wszystko to, na co pielęgniarki nie miałyby czasu. Dlaczego więc skazuje się tego rodzica na odpoczynek na krześle i spożywanie kanapek przyniesionych przez kogoś z rodziny? Wszyscy płacimy ogromne pieniądze na służbę zdrowia a tego nigdzie nie widać. Ale może się mylę. Napiszcie, że się mylę i że w Polsce są przyjazne szpitale, w których są dobre warunki dla rodzica z dzieckiem.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij 🙂

*Zdjęcie pochodzi z Pixabay

facebook-iconinstagram-icontwitter-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

2 myśli na temat “Szpital ze snów

  • Wrzesień 28, 2015 o 6:45 pm
    Permalink

    Brrr, aż ciarki przeszły mi po plecach. Również nienawidzę szpitali – nawet kiedy bardzo często chorowałam jako dziecko i wysyłali mnie do szpitali, to byłam przeciwna i nie zgadzałam się. Teraz nie będę miała wyjścia, bo jednak nie wyobrażam sobie rodzić w domu – wolę jednak, aby w razie czego byli przy mnie ludzie z odpowiednim sprzętem, którzy znają się na rzeczy.

    Odpowiedz
    • Wrzesień 28, 2015 o 8:39 pm
      Permalink

      Ostatecznie też trafiłam do szpitala, bo nawet nie wiem gdzie bym miała znaleźć położną, która zgodziłaby się przyjąć poród w domu. Na Węgrzech niedawno była głośna sprawa, że próbowali oskarżyć i wsadzić do więzienia jedną kobietę, która specjalizowała się w porodach domowych.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *