Ślub? A czemu nie!

Dzisiejszy świat mnie zadziwia. Robimy wszystko zupełnie odwrotnie niż robili nasi rodzice. To normalne, bo tak już się dzieje od pokoleń, ale niezmiernie mnie śmieszy, że przy tym nie zastanawiamy się w ogóle nad sensem tego, co robimy, a raczej tego, czego robić nie chcemy.

Kwestia ślubu jest bardzo kontrowersyjna. Po pierwsze w naszym kraju ślub kojarzy się z obrzędem katolickim. Przed Bogiem, na zawsze i przeklęci, gdy się rozmyślą. Po drugie nasi rodzice brali śluby zawsze, a potem się rozwodzili. My nie chcemy się rozwodzić, więc ślubu nie weźmiemy. Rozstanie to przecież nie rozwód, prawda?

Moi znajomi bardzo się dziwili, że wzięłam ślub mając ledwo 23 lata. Wszyscy czekali aż urośnie mi brzuch, a tu nic takiego nie miało miejsca. Wzięłam ślub, bo chciałam. Nikt mnie do tego nie zmusił (ja też nikogo do ołtarza na siłę nie zaciągałam) i nie była to jakaś bardzo ważna decyzja. Byliśmy razem już jakiś czas. Zamierzaliśmy być ze sobą znacznie dłużej (żeby nie polecieć tutaj górnolotnym “na zawsze”), więc nie widzieliśmy przeszkód w podpisaniu w końcu papierka.

Bo przestanie się starać? Bo nie będę potem mogła od niego odejść? Bo zacznie mnie bić i zdradzać? Nic z tego. Nadal mogłabym odejść w każdej chwili i byłoby to tak samo trudne, jak w przypadku gdybyśmy ślubu nie mieli. M po ślubie się nie zmienił, bo niby czemu miałby się zmieniać? Nadzieja lub strach, że kogoś odmieni zwykły ślub jest całkowicie bezpodstawna.

To w ogóle po co ten ślub brać?

To proste! Dla dzieci. Dla uproszczenia procedur spadkowych. Dla uproszczenia wszystkich administracyjnych spraw. Pewnie, że da się to wszystko też zrobić bez ślubu, ale wymaga to więcej zachodu niż podpisanie aktu małżeństwa (nawet jeśli jest ono zawierane z obcokrajowcem i trzeba przy okazji załatwić sporo tłumaczeń i pozwoleń).

Teraz wiem, że w razie wypadku M nikt nie będzie kwestionował mojego prawa do poznania jego stanu zdrowia. Nikt nie będzie mi kazał udowadniać, że jesteśmy razem. Dostanie jakiegokolwiek spadku nie będzie problemem. Zwyczajnie życie pod jednym nazwiskiem jest prostsze. A przy okazji, gdyby mi jednak kiedyś odbiło i postanowiłabym zakończyć nasz związek, M będzie miał niepodważalne prawo do opieki nad dzieckiem.

Na prawdę śmieszy mnie postawa ludzi, którzy uważają, że “papierek” im nie potrzebny, że to nie zmienia ich miłości i dlatego ślubu brać nie będą. To zwyczajnie z kwestią ślubu ma niewiele wspólnego. Bo przecież można żyć bez ślubu. Można, ale po co sobie życie komplikować? Nikt nie zmusza do zawierania związku małżeńskiego w kościele. Nikt nie każe wyprawiać ogromnego wesela na przynajmniej 300 osób i za kredyt na co najmniej 15 lat. To też ze ślubem nie ma wiele wspólnego.

Śmieszą mnie ludzie, którzy uważają, że życie bez ślubu jest takie postępowe a zawieranie związku małżeńskiego jest przestarzałe. Bo to przecież takie niemodne nazywać siebie żoną lub mężem, prawda? I do tego dodaje co najmniej 10 lat :-).

 

 

 

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

10 myśli na temat “Ślub? A czemu nie!

  • Czerwiec 29, 2015 o 10:28 pm
    Permalink

    W każdym normalnie działającym państwie powinna obowiązywać ustawa o związkach partnerskich, która dawałaby te wszystkie prawa bez konieczności zawierania związu małżeńskiego, bo jeśli ktoś naprawdę nie chce, to po co go zmuszać? Mój mąż i ja pobraliśmy się, bo bez tego nie moglibyśmy korzystać z przywielejów, jakie gwarantuje jego pracodawca w przypadku wyjazdów i przeniesień. Czy wzięłabym ślub gdybym nie musiała? Pewnie tak, bo nie jestem jego przeciwniczką, ale uważam, że nie powinno się nikogo do tego zmuszać. Swoją drogą zgodzę się z Tobą, że nasze pokolenie próbuje robić wszystko odwrotnie niż pokolenie naszych dziadków, czy rodziców 😉

    Odpowiedz
    • Czerwiec 30, 2015 o 6:57 pm
      Permalink

      Ale czy w takim wypadku związek partnerski nie byłby ślubem tylko inaczej nazwanym? Po co, więc, zmieniać nazewnictwo?

      Odpowiedz
      • Lipiec 20, 2015 o 11:44 pm
        Permalink

        ja jestem w “związku partnerskim”, ale nie w PL 😉
        odpowiedź jest prosta: taki papier podpisuje się w pięć minut, a potem życie toczy się dalej

        Odpowiedz
  • Czerwiec 30, 2015 o 12:03 am
    Permalink

    Nie no aż nie wierzę w to co czytam. Ktoś jeszcze myśli tak jak ja. Jestem w szoku. Też mnie dziwi ta awersja do ślubu. Ci co go nie chcą pewnie by mnie za to zagryźli, ale uważam , że ta niechęć do ślubu jest zwyczajną obawą przed zobowiązaniami. Jak się nie ma ‘papierka’ to łatwiej jest się rozstać, nawet jak ma się dzieci. A jak słyszę o takich pomysłach jak takie same prawa dla konkubinatów jak dla małżeństw to nie powiem co mi się robi. Ale ja stara jestem to pewnie nie nadążam za modą 🙂

    Odpowiedz
    • Czerwiec 30, 2015 o 6:56 pm
      Permalink

      I ludzie po ślubie, czują się starzy :-D. Młodziej wygląda 35 latek bez ślubu niż 25 latek po ślubie 😀

      Odpowiedz
  • Czerwiec 30, 2015 o 8:58 am
    Permalink

    Wreszcie ktoś mądrze mówi na ten temat! Brawa dla Ciebie !!
    Zgadzam się w 100% i wiem jak to jest kiedy wszyscy myślą, że jesteś w ciąży bo bierzesz ślub. Też miałam 23 lata jak wyszłam za mąż. Wzięliśmy ślub bo tego chcieliśmy, nie bo tak trzeba. A to prawda, że wiele procedur ślub ułatwia, więc jest to kolejny powód, żeby zalegalizować związek.
    Rozstanie zawsze będzie trudne, czy z papierkiem czy bez. Jednak będąc z kimś chyba nie zakłada się z góry, że się za jakiś czas rozstanie, prawda?

    Odpowiedz
    • Czerwiec 30, 2015 o 6:55 pm
      Permalink

      Właśnie o to mi chodzi, że jak się już ma wspólne dzieci, majątek, znajomych to rozstanie i tak będzie trudne bez względu na to, czy się ma ślub, czy nie,

      Odpowiedz
  • Lipiec 21, 2015 o 1:01 pm
    Permalink

    Może nie we wszystkich sprawach się z Tobą zgadzam, ale na pewno popieram śluby. 🙂 Też mnie bawi, jak ludzie myślą, że są tacy nowocześni, bo się nie pobierają. Poza tym ja bardzo lubię nazywać się żoną! 🙂 Dla mnie to jest super. Tez mieliśmy 23 lata i znajomi wypatrywali u mnie rosnącego brzucha, a tu nic takiego nie miało miejsca. 🙂

    Odpowiedz
    • Lipiec 21, 2015 o 9:35 pm
      Permalink

      Też uwielbiam nazywać siebie żoną i wcale nie brzmi to dla mnie staro 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *