Słomiana wdowa w ciąży – dzień z życia

Od niedawna żyjemy z M trochę bardziej osobno. Tak się złożyło, że podjęliśmy kilka decyzji, które skutkowały przeniesieniem się M do innego kraju. Na szczęście ten kraj jest bardzo blisko, więc i tak możemy się dość często widywać. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie ciąża, która wyjątkowo mi ciąży i przez nią miałabym raczej siedzieć w domu, a nie jeździć za mężem. Termin “słomiana wdowa” przykleiło się do mnie na dobre.

Nie pierwszy raz zostaję bez męża. Gdy zdecydowaliśmy się na wyjazd do Budapesztu, sytuacja była podobna. M pojechał tam wcześniej przygotować dla nas mieszkanie, a ja musiałam pozamykać swoje sprawy w Krakowie. To samo było przy przeprowadzce z powrotem do Polski. Teraz sama mogłabym pomagać M w przygotowaniu nowego mieszkania, gdyby nie fakt, że nie mogę robić żadnych wygibasów, nie mogę się męczyć i ogólnie powinnam spędzać czas w pobliżu łóżka lub kanapy.

Na szczęście nie zostałam całkiem sama ze Smokiem, bo nadal przychodzi do nas opiekunka (ależ ja mam komfort!). Tak sobie trwam, tęskniąc za mężem i czekam, aż znowu będziemy razem.

Godzina 6:30

Przybiega do mnie Smok i ładuje mi się pod kołdrę. Zazwyczaj towarzyszy temu okrzyk “mamo! wstawaj, już dziesiąta/dziewiąta/jedenasta”. Chwilę się przytulamy, mówimy sobie “dzień dobry”, po czym idziemy do ubikacji. Nie mogę wyjść z zachwytu, że kolejny raz pieluszka po nocy jest sucha (Smoka pieluszka oczywiście). Chwilę się bawimy w pokoju, ubieramy się i jemy wspólne śniadanie. Czasami przy robieniu śniadania Smok stwierdza, że mu gorąco i zrzuca wszystkie ubranka z siebie. Potem staje na środku pokoju i woła “mamo! Popatrz jaki jestem duży. Już się umiem sam rozebrać”. Żeby jeszcze tak samo chętnie się ubierał…

W międzyczasie co chwilę się kładę, bo robi mi się słabo. Smok za każdym razem próbuje pomóc mi wstać i pyta się, gdzie jest tata i czy przywiezie mu książeczkę o morskich stworach.

Godzina 8:00

Przychodzi opiekunka. W lepsze dni Smok idzie się z nią bawić. W gorsze ryczy, że on nie chce cioci, że chce tatę i ogólnie tragedia.

Sprzątam po śniadaniu. Ogarniam kuchnię. Staram się ogarnąć mieszkanie. Co chwilę się kładę, bo mi słabo. Zastanawiam się, co zrobimy na obiad (jakoś planowanie obiadów z wyprzedzeniem nigdy nie było moją mocną stroną). Włączam komputer, przeglądam pocztę, piszę tekst, ogarniam Facebooka itd. Wszystkie blogowe sprawy staram się pozałatwiać do południa. Po obiedzie zazwyczaj już nie mam na nic siły.

Co 2-3 dni jadę na zakupy. Męża nie ma, więc sama muszę wszystko ogarnąć. Przy okazji zastanawiam się nad nowym mieszkaniem, dlatego często odwiedzam salony meblowe (np wizyta u lekarza kończy się w Ikei, bo właśnie Ikeę mam po drodze).

Godzina 12:00

Robię obiad (lub przygrzewam z dnia wcześniejszego). Smok zjada z nianią. Ja zjadam leżąc, bo już mnie plecy zaczynają ostro boleć. Po obiedzie zawsze muszę odpocząć. 1-2 godziny leżę, śpię i oglądam seriale. Inaczej nie dotrwam do wieczora.

Godzina 15:00

Znowu staram się ogarnąć mieszkanie, zrobić jakieś ciasto, czy napisać nowy post. Zazwyczaj po pół godzinie ląduje znowu w łóżku.

Godzina 17:00

Niania wychodzi. Smok zaprasza mnie do zabawy. Przypominam sobie, jak cudownie było, gdy M był z nami. Wtedy zazwyczaj zmieniałam łóżko na materac lub łóżeczko Smoka i dalej leżałam rozmawiając z moimi chłopcami. M wtedy bawił się ze Smokiem (to znaczy siedział obok, bo tak ma wyglądać wspólna zabawa według młodego). Tak nam czas mijał do wieczora. Teraz muszę sama siedzieć i przyglądać się zabawie. Normalnie byłoby to całkiem przyjemne, ale teraz mam problemy z kręgosłupem, więc zwyczajnie źle mi się siedzi. Czasami mój wspaniałomyślny syn pozwoli mi się położyć. Czasami też mam trochę więcej siły, więc idziemy na krótki spacer, rysujemy czy tańczymy.

Godzina 19:00

Dzień powoli się kończy. Jemy wspólną kolację. Potem próbuję przekonać syna, że trzeba się umyć. Od jakiegoś czasu Smok  nie przepada za wieczorną kąpielą. Nie pomagają zabawki, tłumaczenia, wygłupy. Czasem uda się bez krzyków, a czasem młody wpada w histerię. Nie mogę dźwigać? A jak inaczej mam wsadzić trzylatka do wanny? Sam nie wejdzie, zwłaszcza że nie chce.

Gdy uda już mi się go wykąpać, ubrać i wytrzeć zasmarkany od płaczu nosek, młody idzie do łóżka a ja przygotowuję mu mleko (tak, zła matka daje przed snem dziecku mleko).

Godzina 20:00

Młody wypija mleko i razem usypiamy. To znaczy Smok usypia, a ja walczę, aby nie usnąć. Jeżeli mi się ta sztuka uda, wstaję po chwili, idę się umyć i kierują się do łóżka. Przed snem włączam jeszcze jakiś serial, ewentualnie odpisują na maile. Potem już tylko odpoczywam i śpię. Gdy jednak zasnę przy Smoku, zwlekam się po pewnym czasie do łazienki, myję się i idę spać.

Najgorzej jest, gdy mi wypadnie podróż do lekarza, albo do urzędu po kolejne papiery. Niby powinnam siedzieć w domu i odpoczywać, bo w ciąży jestem? Niestety przed porodem muszę pozałatwiać kilka spraw. Nikt inny za mnie tego nie zrobi. Gdy muszę gdzieś pojechać, zazwyczaj cały dzień mi się rozwala, bo potem już jestem wykończona.

Zastanawiam się, jak inne kobiety radzą sobie same z ciążą i na przykład dwulatkiem. Mam wiele koleżanek, które były w takiej sytuacji (bo mąż pracował).

Czy czegoś mi brakuje? Tak, męża. Brakuje mi z nim rozmów i spacerów. Brakuje mi widoku M bawiącego się ze Smokiem. Brakuje mi tego wszystkiego. Tylko dni odliczam, bo niedługo znowu będziemy razem.

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.