Moje przygody z PKP czyli Podupadłe Koleje Polskie

Niestety muszę przyznać, że obok durnych przepisów (w tym też drogowych), beznadziejnej służby medycznej (a raczej niedostępnej), ogromnych podatków za to, że żyjesz polskie koleje to dla mnie kolejny powód aby do Polski nie wracać. 

Będąc jeszcze dzieckiem a potem podlotkiem z usług PKP korzystałam bardzo sporadycznie. Jak się gdzieś jechało to zazwyczaj autem, autobusem lub busem. Za czasów studenckich wszystko się zmieniło. Mieszkałam wtedy na wsi koło Krakowa i dojazd pociągiem wydawał mi się wygodniejszy, tańszy i teoretycznie szybszy. Poza tym dojeżdżałam do samego centrum i nie musiałam się potem jeszcze tłuc tramwajem. W teorii wygląda świetnie a jak było w praktyce?

PKP, czyli Powolne Koleje Polskie

Mój dom (ten w Polsce oczywiście) jest położony około 10 km od centrum Krakowa. Dokładnie może być trochę mniej lub więcej, ale kiedyś mój tata zmierzył to na liczniku samochodowym jadąc do domu z Nowego Kleparza (czyli praktycznie z centrum). Na początku moich studiów pociąg ze stacji Zabierzów do stacji Kraków Dworzec Główny jechał 13 minut (przynajmniej taki czas widniał na rozkładzie jazdy). Rewelacja! Zwłaszcza, że autobus do Bronowic jechał około 30 minut a z tych Bronowic trzeba było jeszcze do centrum dojechać innym środkiem transportu. Do tego w tych czasach remontowali Rondo Ofiar Katynia, przez co stało się w gigantycznych korkach. Pociąg był więc super rozwiązaniem. Niestety gdy byłam na czwartym roku studiów, czas przejazdu pociągu zwiększył się do 25 minut. Niby źle nie jest, ale to przecież prawie 2 razy dłużej!

Kolejnym wielkim absurdem jest dla mnie trasa Kraków-Katowice, którą pociąg pokonuje jadąc 2,5 godziny! Dla porównania bus jedzie do 1,5 godziny a teoretycznie pociąg powinien być szybszy. Teoretycznie! Akurat tak się składa, że dość często starałam się przemierzać trasę Kraków-Cieszyn tudzież Zabierzów-Zebrzydowice. Łatwiej było mi jechać pociągiem niż telepać się do Krakowa i łapać potem bus do Cieszyna przez Andrychów (PKS już nie kursuje na tej trasie). Ale od jakiegoś już czasu boję się jechać do Cieszyna pociągami. Po pierwsze trzeba się przesiadać minimum 2 razy a przy tym nie wiesz kiedy tak na prawdę pociąg przyjedzie i czy w ogóle on istnieje (polska rzeczywistość). Po drugie między Krakowem a Cieszynem są w ciągu dnia tylko 2 sensowne połączenia kolejowe. Trasa trwa 4 i 5 godzin a to jest odcinek 150 km (WTF?). Po trzecie jesziemy przez Oświęcim. Ci którzy nigdy nie jechali pociągiem przez Oświęcim nie wiedzą, że… lepiej omijać go z daleka! Trasa Kraków Zebrzydowice wygląda podobnie. Tutaj tylko możemy dodatkowo wybrać przejazd części trasy TLK lub EIC. Niby fajnie, ale za EIC się płaci niemało…

PKP, czyli Przestarzałe Koleje Polskie

Nasze kochane PKP może szczycić się bardzo zaniedbanymi, starymi i obskurnymi torowiskami i stacjami kolejowymi. Ja wiem, że pod Warszawą jest ok, ale ja korzystam najczęściej z kolei małopolskich i śląskich, więc o tym tutaj będzie.

Na trasie Czechowice Dziedzice – Katowice znajduje się miejscowość o nazwie Goczałkowice. Uwielbiam tam budynek dworca kolejowego. Wystarczy postawić tam paru zombi i ekipa z “Żywych trupów” mogłaby z powodzeniem nakręcić kolejne odcinki. Sami dobrze wiecie, że nie jest to odosobniony przypadek, bo takich stacji jest multum. Przy okazji wspomnę o biednym budynku dworca kolejowego w cieszynie. Teraz już opuszczony, zapomniany, brudny i śmierdzący. A kiedyś Cieszyn był bardzo ważnym punktem na mapie. Stare, dobre czasy!

Ale wróćmy do rzeczy.

Gdy jadę pociągiem właśnie na trasie Kraków – Zebrzydowice modlę się, aby pociąg dojechał do celu. Pal licho, że wagony przestarzałe. To mi nie przeszkadza. I tak są w znacznie lepszej formie niż topry po których jadą. Spróchniałe podkłady kolejowe, wyłażące lub  kompletnie nieobecne śruby to codzienność polskich torowisk. Zawsze mnie śmieszyło, że na trasie Kraków – Oświęcim puścili taki ładny i nowoczesny pociąg co rozwija duże prędkości. Po co? I tak jechał miejscami maksymalnie 15 km na godzinę, bo tory nie pozwalały na więcej.

PKP, czyli Pojedziemy Kolejką Później

Kto nigdy nie czekał na opóźniony pociąg niech pierwszy rzuci kamień! No właśnie…

Kiedyś jadąc znowu na trasie Zebrzydowice – Kraków ucieszyłam się ogromnie na stacji Czechowice Dziedzice, bo gdy tam dojechałam właśnie przyjechał opóźniony ponad godzinę pociąg do Katowic. Miałam jechać zupełnie innym, ale ten przyjechał później, więc dojechałam tam, gdzie planowałam.

Historii o opóźnionych i odwołanych pociągach można mnożyć bez końca.

Kiedyś pewna Czeszka postanowiłą pojechać z Bogumina (po czeskiej stronie) do Krakowa. Naiwna wybrała podróż pociągiem. Jechała prawie 10 godzin (trasa 150 km!). Drogę powrotną wybrała mądrzej. Pojechała busem.

Tym radosnym akcentem zakończę moje narzekanie na PKP. Do Polski i tak wrócę i PKP mnie od tego nie odwiedzie. Najwyżej kupię samochód :-).

Tedi

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.nettg.pl/news/116450/kolej-raport-nik-pomoze-poprawic-bezpieczenstwo

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.