Naprotechnologia – totalna ściema, czy wiedza podstawowa?

Tak zwanymi naturalnymi metodami planowania rodziny interesowałam się od dawna. Nie, nie z powodu przekonań religijnych. Miałam zupełnie inne powody, o których pisałam już wcześniej. Za to słowo Naprotechnologia zainteresowało mnie stosunkowo niedawno. Ostatnio chyba ze względu na liczne artykuły o znanych już siostrach Boromeuszkach, które parają się tym przedziwnym procederem.

Czym jest naprotechnologia?

Naprotechnologia to (przytaczając Wikipiedię, która w tym temacie jest nawet obiektywna) metoda, mająca monitorować i utrzymywać zdrowie układu rozrodczego kobiet, stworzona przez Thomasa W. Hilgersa w 1991 roku.

Prostymi słowami mówiąc, to obserwowanie zmian zachodzących w organizmie kobiety w trakcie jej cyklu, czyli już znane nam naturalne metody planowania rodziny, które zostały ładnie nazwane. Naprotechnologia może nawet trochę bardziej jest zaawansowana, ponieważ zakłada przeprowadzenie różnych badań laboratoryjnych mających na celu rozpoznanie przyczyn niepłodności.

Wszystko pięknie, ale po co to komu?

Wbrew pozorom naturalne metody planowania rodziny, czy naprotechnologia bywają przydatne. Nawet na etapie, kiedy jeszcze nie chcemy zachodzić w ciążę, pomagają rozpoznać niektóre schorzenia układu rozrodczego, a przynajmniej zaalarmują, gdy coś jest nie tak.

Niestety biorąc pod uwagę jakość usług medycznych w naszym kraju ta wiedza może okazać się kluczowa. Nie liczmy, że lekarz rozpozna ewidentną chorobę. Lepiej sami ją rozpoznajmy (śmiech na sali…)

Podstawy są ważne

Praktycznie wszystkiego o działaniu układu rozrodczego dowiedziałam się już w dorosłym życiu i to tylko dlatego, że zaczęłam szukać alternatywy dla sztucznych środków zapobiegania ciąży. Wszystko wyczytałam w internecie, uważając przy tym, aby odwiedzane przeze mnie strony nie były związane z religią (te często nie przekazują rzetelnej wiedzy).

Szkoła o rozrodczości nauczyła mnie nazw kilku hormonów (lekcja biologii), wiedzy, że kobieta jest zmiennocieplna, a plemnik żyje pół godziny (lekcja religii) i że aborcja jest straszna (wychowanie do życia w rodzinie).

Gdzie w tym wszystkim podstawowe wiadomości o cyklu miesięcznym? Gdzie informacje o chorobach układu rozrodczego? Gdzie przekazywanie umiejętności obserwacji cyklu? Gdzie informacje, że aborcja nie jest jedynym wyjściem z trudnej sytuacji?

Mam wrażenie, że szkoła postanowiła ten kawałek wiedzy zostawić Kościołowi na lekcje przedmałżeńskie a ten, jak wszyscy wiemy, za dużo przydatnej wiedzy nie posiada.

Niezły interes

Siostry Boromeuszki postanowiły na tym braku wiedzy zbić niezły interes. Mówią, że naprotechnologia jest alternatywą dla in vitro, a wystarczy tylko podstawowa wiedza, aby zauważyć, że naprotechnologia nie ma szans pomóc tam, gdzie in vitro odnosi sukcesy. Siostry rewelacyjnie żerują na ludzkim nieszczęściu i biorą niezłe pieniądze za nauczanie wiedzy, którą każdy powinien przyswoić na etapie gimnazjalnym.

Aż strach pomyśleć co wymyślą następnym razem.

Zmiany

Nie od dzisiaj wiemy, że nasze szkolnictwo wymaga zmian. Nasza mentalność również. Nie ułatwiamy młodym ludziom dostępu do podstawowej wiedzy o płodności i układzie rozrodczym, a potem dziwimy się, że młode kobiety na potęgę biorą nie całkiem neutralne tabletki antykoncepcyjne, a następnie mają problemy z zajściem w chcianą już ciążę. Dziwimy się, że małolaty zachodzą w ciążę, bo wierzą, że stosunek przerywany jest wystarczającym zabezpieczeniem. Dziwimy się, że są ludzie, którzy wierzą, że wnikliwa obserwacja cyklu nagle pomoże zajść w ciążę w przypadku skomplikowanych problemów jak zespół policystycznych jajników, niedrożne jajowody czy problemy z żywotnością plemników.

Może przyszedł czas na zmiany? W szkołach, w rodzinach, w nas samych? Może warto nasze dzieci nauczyć czegoś więcej niż równań, teorii względności i czytania między wierszami “Dziadów”?

Tedi

*Zdjęcie pochodzi z Pixabay.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, nie zapomnij skomentować i podzielić się nim z innymi :-).

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.