Najtrudniejsze chwile w macierzyństwie z punktu widzenia mamy dwulatka

Każda młoda mama (i tata) ma w swoim macierzyństwie trudne chwile. Taki moment, kiedy mamy ochotę usiąść i zwyczajnie zacząć płakać. Dla mnie takich momentów było i jest kilka. Moje najtrudniejsze chwile pewnie nie są takie trudne dla kogoś innego, ale wielu z Was przechodzi przez to samo.

1. Muszę przyznać, że niewyspanie to mój największy problem. Jeszcze jako studentka musiałam się wysypiać, więc zarwane noce z powodu nauki do egzaminu mi się po prostu nie zdarzały. Wolałam się wyspać. Na imprezy oczywiście chodziłam, ale następnego dnia musiałam odespać. Teraz, gdy mam w domu małego szkraba kwestia snu jest dla mnie dużym problemem. Podczas początkowych 18 miesięcy życia Smoka rwałam włosy z głowy próbując wymyślić, jak żyć z permanentnym brakiem pełnego snu. Niestety Smok budził się dość długo i dość często. Dopiero potem okazało się, że dużą rolę odegrało w tym mleko, na które miał alergię (oczywiście o niej nie wiedziałam). Teraz nieprzespane noce też się zdarzają, chociaż znacznie rzadziej. Gdy się nie wyśpię, jestem rozdrażniona, zła i wszystko leci mi z rąk.

Niestety w naszym przypadku oddelegowanie M do wstawania do Smoka nie przynosiło zazwyczaj lepszych rezultatów. I tak się budziłam. I tak byłam niewyspana. Chociaż muszę przyznać, że gdy byłam chora, zamykałam się sama w sypialni i spałam do rana zupełnie nienaruszonym snem, chociaż Smok i tak się budził.

2. Jestem panikarą i początki chorób u małego są dla mnie straszne. M zawsze mnie musi uspokajać, bo ja od razu najchętniej pojechałabym na pogotowie. Smok ma stwierdzone kamienie żółciowe, więc dla mnie każdy ostry płacz, którego nie umiem opanować, jest perforacją woreczka. Głupie, prawda? Dlatego te pierwsze kilka, kilkanaście godzin podczas których nie jestem pewna, co dolega Smokowi jest koszmarem. Potem najczęściej już wiadomo, że to zwykły katar, infekcja wirusowa, zęby lub cokolwiek innego.

3. Pozbycie się pieluch jest bardzo ważnym etapem w życiu każdych rodziców i każdego dziecka. Maluch przestaje już być dzidziusiem, a my nie musimy kupować już stosów pieluszek (i wycierać coraz bardziej dorosłej pupy). Kiedyś czytałam, że odpieluchowanie trwa zazwyczaj około 3 miesięcy. Potem nasłuchałam się od koleżanek, że u większości dziecko zwyczajnie samo zaczęło korzystać z nocnika. Bez namawiania. Widocznie mi trafił się oporny egzemplarz, ale jesteśmy na dobrej drodze. Ciekawa jestem tylko, ile jeszcze nam to zajmie?

4. Gdy Smok miał jakieś 10 – 12 miesięcy, miał duże problemy z jedzeniem. Dobra, to ja miałam problem z jego jedzeniem. Grymasił, nie chciał jeść i generalnie tragedia. Ja chciałam żeby coś zjadł, bo przecież dziecko nie może żyć na samych chrupkach. Smokowi nie podobały się moje nerwy. Po kilku tygodniach postanowiłam odpuścić i to był strzał w dziesiątkę. Smok oczywiście nie je teraz wszystkiego, ale je sporo. Czasem tylko nadal przyłapuję się na próbie wmuszenia w małego kawałka mięska, bo przecież nie może żyć samymi owocami.

5. Brak czasu jest dla mnie dość sporym problemem od kiedy urodził się Smok. Teraz nie potrafię zrozumieć, jak ja mogłam kiedyś tak marnotrawić cenny czas. Marzę, aby doba wydłużyła się o kilka godzin. Niestety to się chyba nie zdarzy.

6. Od kiedy poszłam do pracy czuję się wewnętrznie rozdarta. Z jednej strony podoba mi się w mojej nowej pracy. Przyjemnie jest wypić kawę i popracować bez młodego uwieszonego na mojej nodze. Ale jest mi smutno, że to już nie ja chodzę ze Smokiem na spacery, że już go nie zabieram na bułę do Krzeszowic, że już nie mogę z nim spędzać tyle czasu, ile wcześniej. Do tego dochodzą wszystkie domowe obowiązki, które wcześniej wykonywałam razem ze Smokiem. Teraz przychodzę po pracy do domu i nie wiem czy zacząć sprzątać, gotować obiad, zrobić zakupy przez internet czy iść na spacer z małym. Ostatecznie wybieram to ostatnie, więc moje mieszkanie jest trochę zaniedbane.

7. Czasem tracę cierpliwość. Tak, nie jestem idealną matką. Czasami Smok ma bardzo zły humor przez cały dzień i wtedy mam ochotę wyjść z siebie, stanąć obok i zacząć krzyczeć. O dziwo uspokajam się wtedy, gdy widzę, że M traci cierpliwość. Jedno z nas musi zachować zimną krew. Dlatego jak ja się złoszczę, M jest spokojny i jak on się złości, ja staram się załagodzić sytuację. Nie jestem z tego dumna.

Wiem, że to wszystko są błahe problemy, z których pewnie będę się śmiała za kilka lat, ale teraz są jak najbardziej realne. Moje najtrudniejsze chwile są czasem dość ciężkie.

Ale co ja tam wiem? Pogadamy, gdy Smok skończy 18 lat 😀

Tedi

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

16 myśli na temat “Najtrudniejsze chwile w macierzyństwie z punktu widzenia mamy dwulatka

  • Sierpień 24, 2015 o 5:38 pm
    Permalink

    Gdybym pisała wpis na ten temat, myślę, że wyciągnęłabym podobne wnioski, bo zgadzam się z wszystkimi Twoimi punktami.
    I chciałabym widzieć dzieci, u których odpieluchowanie przebiega bez żadnych oporów :). Ja łączę się z Tobą w bólu :).

    Odpowiedz
    • Sierpień 24, 2015 o 8:58 pm
      Permalink

      Mi co chwilę jedna lub druga koleżanka mówi, że u nich trwało to tydzień, albo jeden dzień. Albo naginają trochę prawdę, albo faktycznie z dziewczynkami jest łatwiej 🙂

      Odpowiedz
      • Sierpień 24, 2015 o 9:52 pm
        Permalink

        Ja mam dziewczynkę i jakoś łatwo nie jest. Szczerze przyznam, że trudno mi uwierzyć, że komuś mogło się udać odpieluchować dziecko w tydzień.

        Odpowiedz
        • Sierpień 27, 2015 o 9:59 pm
          Permalink

          Mi się udało. Córę tydzień przez 2 urodzinami. Załapała 3ciego dnia. Ganiała bez pieluchy cały dzień, na noc zakładałam pieluchomajtki (bo przecież pieluch już nie zakładamy). Pierwszy dzień siusiała na podłogę, drugi dzień próbowała dotrzeć do nocnika na czas, trzeciego dnia się udało. Potem jeszcze było kilka wypadków.

          Odpowiedz
          • Sierpień 27, 2015 o 10:32 pm
            Permalink

            Wyjątek potwierdzający regułę? 🙂

  • Sierpień 24, 2015 o 9:13 pm
    Permalink

    Z tym spaniem mam to samo! Pierwsze dziecko jeszcze dawało pospać, za to synek oddał za dwoje ? Teraz ma 1,5 roku i woła: ta- ta o 4 rano. Mądry chłopczyk, prawda? Też cholerny śpioch ze mnie. Łączę się w bólu, reszta jakoś przejdzie ??

    Odpowiedz
    • Sierpień 24, 2015 o 9:31 pm
      Permalink

      Ja marzę o usłyszeniu w nocy “tata” zamiast “mama” 😀

      Odpowiedz
  • Sierpień 28, 2015 o 10:08 am
    Permalink

    Mnie najbardziej przeszkadza to, że musiałam wrócić do pracy i teraz każdego popołudnia dokonuję wyboru – pobyć z dzieckiem czy zająć się domem. Masakra.

    Odpowiedz
    • Sierpień 31, 2015 o 8:52 pm
      Permalink

      Muszę przyznać, że w sumie ten fakt przeszkadza mi teraz najbardziej. Ale co innego zrobić? Bez pracy źle, z pracą też…

      Odpowiedz
  • Sierpień 30, 2015 o 10:34 pm
    Permalink

    Większość z tego co napisałaś i mnie dotknęło. Z czasem wszystko zaczyna ulegać poprawie. Teraz mam trzylatka i jest zdecydowanie lepiej niż kiedy Janek miał zaledwie dwa lata. Trzymam kciuki, by pozytywne zmiany zachodziły jak najszybciej 🙂

    Odpowiedz
    • Sierpień 31, 2015 o 8:55 pm
      Permalink

      Nawet teraz widzę o ile jest lepiej niż było pół roku temu. Z małym znacznie prościej jest się dogadać. Da się nawet wynegocjować coś podobnego do kompromisu. Da się mu teraz dużo wytłumaczyć. Gdy mu coś dolega, umie mniej więcej określić, w czym problem. Teraz jest na prawdę fajnie, a te wszystkie małe “niedogodności” to, no cóż. Da się je wytrzymać 😀

      Odpowiedz
    • Wrzesień 5, 2015 o 10:50 am
      Permalink

      Oj tak, czasem tej cierpliwości brak, zwłaszcza jak po raz tysięczny się tłumaczy, że nie można zjadać włosów, dotykać kuchenki itd… 😀

      Odpowiedz
  • Wrzesień 29, 2015 o 4:36 pm
    Permalink

    a ja jakoś ostatnio wrzuciłam na luz i jakoś te rozterki nie spędzają mi snu z powiek. Mnie najbardziej boli poranne wstawanie, mimo prób zapuszczanie ignora jak za ściany słyszę MAMAMAMAMAMAMAMAMAAMAM to muszę wstać, choć zegar mi pokazuje 6 rano 🙁 , jestem sama w nocy i jak niechcący zdarzy się jakaś pobudka między 21-6 to do pracy chodzę padnięta. Nawet bunt 2 latka jakoś mnie nie rusza. 🙂 na razie 🙂

    Odpowiedz
    • Wrzesień 29, 2015 o 9:20 pm
      Permalink

      Właśnie dzisiaj dowiedziałam się, co mnie faktycznie w tym wszystkim rusza: moje płaczące dziecko, dla którego tragedią stało się coś kompletnie nieistotnego. Nieistotnego oczywiście dla mnie, a dla niego to prawdziwa tragedia. W tym wszystkim nie wiem, jak mu pomóc, bo wszelkie tłumaczenia nic nie dają. Co tam bunt dwulatka, czy niewyspanie!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *