Młode małżeństwo, małe dziecko i wigilia

Trzeba przyznać, że od kiedy pojawia się małe dziecko, wigilia nie jest już taka sama, jak wcześniej. Po pierwsze jest odrobinę bardziej męcząca. Trzeba dostosować się do dziecka. Maluch przecież nie wszystko jada a z wigilijnego stołu nawet nie wszystko zjeść może. Mimo to a w zasadzie razem z tym, Święta stają się jakieś takie piękniejsze. Nigdy dotąd nie sprawiało mi takiej radości kupowanie prezentów. Nigdy dotąd nie wywoływała u mnie uśmiechu, myśl o ubieranej jutro choince. Wreszcie możemy ten czas spędzić razem. Ja, M i Smok.

W rozjazdach

Zanim pobraliśmy się z M mieliśmy ustalony system świąteczny. Polegało to na tym, że jednego roku jesteśmy na wigilii u moich rodziców, a następnego u rodziny M. To samo tyczyło się świąt Wielkanocnych. System sprawdza się zwłaszcza teraz, gdy jest już nas troje. Nie wyobrażam sobie, żebym miała uczestniczyć w dwóch wigiliach tego samego dnia. W święta trzeba też odpocząć, a nie patrzeć co chwilę na zegarek, czy już nie jest czas do wyjścia. Wśród naszych znajomych panuje najczęściej odwrotna tendencja. Za wszelką cenę starają się być na dwóch wigiliach na raz i jedyni, którzy tego nie robią, są ci, których rodziny mieszkają bardzo daleko od siebie. Lub oni generalnie mieszkają daleko od swoich rodzin. Moi rodzice jeszcze za czasów głębokiego komunizmu jeździli na dwie wigilie. Do dzisiaj wspominają, jak ciężko było w mroźną pogodę (pamięta tu ktoś jeszcze mrozy w grudniu???) z małym dzieckiem tarabanić się przez cały Kraków. Bez samochodu. W głębokiej komunie. Dzisiaj mamy trochę lepiej. Mamy samochody a i klimat jakiś taki łagodniejszy się zrobił (tfu, tfu, odpukać!). Mimo to nie bardzo na rękę by mi było męczyć dziecko takim jeżdżeniem. Wygodnie jest zasiąść do stołu i wiedzieć, że potem można spokojnie odpoczywać. Fajna sprawa. Polecam!

Oczekiwania

Dzieci na wigilii, zwłaszcza te małe, to także kilka problemów technicznych. Wyobraźcie sobie pięknie zastawiony wigilijny stół. Biały obrus a na nim dwanaście potraw i porcelanowa zastawa, pamiętająca czasy rewolucji przemysłowej. Karp już pachnie. Barszcz czeka już rozlany na talerzach. Na wysokim stołeczku siedzi słodki maluch i z uśmiechem pałaszuje uszka. Ale zaraz, zaraz… w uszkach przecież są grzyby! O tym pomyślałam dokładnie 2 dni temu. Miała być wigilia a u nas wszystko albo ma grzyby (Smok jest za mały na jedzenie grzybów), albo jest bardzo tłuste (kamienie żółciowe), albo jest sałatką lub rybą (Smok tym pluje). Gorączkowo zaczęłam myśleć co by tutaj maluchowi na wigilię upichcić. Stanęło na krokietach z kapustą i warzywami. Smażone na oleju kokosowym. Może tym razem Smokuś zje też trochę sałatki. Jak nie, dostanie suchy chleb i chrupki kukurydziane. I mandarynkę na deser. I tak pewnie będzie zbyt zaaferowany ilością osób, przebywających w jednym pomieszczeniu. Z rozrzewnieniem wspominam zeszłą wigilię, na której Smok ze smakiem wypijał mleko. Ale co tam. Ja też wielu rzeczy nie jadam, więc nie wymagajmy, aby moje dziecko jadło wszystko.

Tymczasem idę robić grzańca, ponieważ mam obiecaną randkę z M. Węgierskie wino, goździki i dobry film, aby trochę zregenerować siły. uwielbiam zimową atmosferę właśnie z a grzańce i leniwe wieczory 🙂

Tedi

 

Zdjęcie pochodzi z pixabay.com

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

2 myśli na temat “Młode małżeństwo, małe dziecko i wigilia

  • Grudzień 23, 2014 o 9:49 pm
    Permalink

    Rodzina mojego A. raczej nie obchodzi świąt, więc ciągam mojego Franzuza do Polski 😉 Jest bardzo zadowolony 😉 (bo to potwór co to je wszystko i dużo)

    Odpowiedz
    • Grudzień 24, 2014 o 8:05 am
      Permalink

      No to macie problem z głowy 😀 Ale nie zazdroszczę nieekonomiczności A. Pewnie musisz codziennie trzydaniowy obiad gotować? 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *