Matka Polka kontra Matka Węgierka

 

Muszę przyznać, że bardzo lubię Węgry ze względu na tutejszą politykę prorodzinną. Myślę, że to dzięki temu węgierskie matki są takie, jakie są.

Ile tu by dzieci mieć?

Matka Węgierka ma najczęściej trójkę dzieci. Mniejsza ich ilość jest zazwyczaj stanem przejściowym, lub spowodowana jest problemami zdrowotnymi. Normalne zdrowe Węgierki mają trójkę dzieci a często nawet więcej. Nie raz widziałam na ulicy rodziny z czwórką, czy piątką maluchów (w zasadzie takich rok po roku). Nie mam pojęcia, jak te kobiety dają sobie radę, ale dzieciaki wyglądają zawsze na zadowolone i zadbane. Ich mama już trochę mniej. Fakt ten (ilość dzieci, nie zadbanie matek) wynika z bardzo korzystnej dla rodziców polityki prorodzinnej (pisałam już o tym częściowo w moim bardzo pierwszym poście o macierzyństwie na Węgrzech). Upraszczając sprawę można tutaj być na urlopie macierzyńskim przez pierwsze 2 lata (dostaje się odpowiednio 100% i 70% swoich zarobków)  oraz także przez trzeci rok (płatne około 26 000 forintów na miesiąc). Takie udogodnienia sprawiają, że matki często zostają z dzieckiem dopóki nie pójdzie ono do przedszkola. Świetna sprawa! Nie trzeba angażować babć, cioć, czy też szukać profesjonalnej opiekunki. Dodatkowo na każde dziecko dostaje się ulgę podatkową. Przy trójce dzieci praktycznie nie płaci się podatku i dzięki temu druga wypłata ląduje do kieszeni (średnio ta kasa w kieszeni zostaje, bo te dzieci trzeba w końcu ubrać, nakarmić i do przedszkola/szkoły posłać).

A w Polsce jak jest każdy widzi. Dwójka dzieci to już tłum a trójka to rodzina wielodzietna (moja prababcia miała dzieci 11, więc według dzisiejszych standardów to już chyba patologia była?). Urlop macierzyński jest roczny (od niedawna). Babć do opieki nie ma, bo pracujemy teraz przecież do śmierci. Dziecko za ciężkie pieniądze musi iść do żłobka, lub za jeszcze cięższe pieniądze zostaje oddane pod opiekę profesjonalnej (lub mniej profesjonalnej) niani, albo rezygnujemy z pracy i gryziemy tynk.

Na pocieszenie dodam, że węgierska polityka prorodzinna jest w sumie ewenementem w Europie. W większości państw nie ma aż tak długiego urlopu macierzyńskiego.

Matka a praca

Węgierskie mamy też się pracą przejmują. Niestety też jest tutaj dość nieciekawie, bo kryzys nie ominął nawet madziarskiego kraju. Mimo to wszystkie kobiety będące na mizernych stanowiskach (kasjerki, sprzątaczki, robotnice itd) zachodząc w ciąże opuszczają pracę na kilka lat. Rodzą wtedy kilka dzieci pod rząd i już mają z głowy. Mamy na wyższych stanowiskach często rezygnują wcześniej z macierzyńskiego. Jest to dobrze widziane w pracy (a o pracę w kryzysie trzeba dbać). Dodatkowo po pierwszych 6 miesiącach urlopu macierzyńskiego dostaje się tylko 70% wypłaty, ale kwota ta nie może przekraczać ok 105 000 forintów. Mamy, które zarabiają znacznie więcej nie chcą rezygnować z tych pieniędzy.

Węgierski pracodawca nie patrzy się krzywo na młodą kobietę. Słyszałam nawet opowieści o kobietach zatrudnianych już w czasie ciąży (i pracodawca o tym wiedział). Ochronny okres dla kobiety w ciąży zaczyna się po ukończeniu 3 miesiąca ciąży. Mój pracodawca dowiedział się o moim stanie błogosławionym wcześniej, ale i tak mnie nie zwolnił.

Kolejną ważną rzeczą jest to, że mamy na Węgrzech nie chodzą na zwolnienie lekarskie w ciąży, gdy nie muszą. Tutaj kobiety ciężarne dostają chorobowego tyle samo, co inni ludzie, czyli upraszczając 60% wypłaty. W takiej sytuacji zwolnienie mocno nadszarpuje budżet. Jeżeli nie ma potrzeby leżenia w domu/szpitalu, kobiety pracują póki mogą.

W Polsce na wstępie potencjalny pracodawca krzywo patrzy na młodą kobietę. Zwolnienia chorobowe bierze się często od pierwszych tygodni ciąży. Nie dziwię się, bo jakbym miała niesatysfakcjonującą mnie pracę i płaciliby mi na chorobowym 100%, to też bym zwolnienie sobie załatwiła.

Matka w dresach

Węgierskie matki często są zaniedbane. Trochę się nie dziwię, bo jak przy trójce maluchów znaleźć czas na codzienny makijaż? Mam jednak wrażenie, że sprawę wyglądu bardziej odstawiają na boczny tor niż matki Polki. Z resztą podobną tendencję można zauważyć w całym społeczeństwie. Mam wrażenie, że w Polsce ludzie lepiej się ubierają i częściej dbają o siebie niż na Węgrzech. Kwestia pieniędzy? Południowego klimatu? Wyższych cen ciuchów?

Matka karmiąca

Na Węgrzech duży nacisk kładzie się na karmienie piersią. Moje węgierskie koleżanki często karmiły piersią przez przynajmniej rok. W szpitalach częściej można się spotkać z “terrorem laktacyjnym” niż z “terrorem butelkowym”. Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że w szpitalu, w którym ja rodziłam nie mieli nawet mleka modyfikowanego.

Nie robiłam żadnych statystyk, ani specjalnie się w temat nie zagłębiałam. Karmi się tutaj piersią dużo i tyle.

Matka wychowująca

Według mnie matki Węgierki są spokojniejsze, bo mniej zabiegane, mniej pracujące i przez to mają więcej czasu i spokoju dla dzieci. Na placach zabaw raczej pozwalają dzieciom na trochę luzu. Nawet te malutkie raczkują sobie po piasku a mama koło nich tylko uważa, aby nic nie zjadło. Fajna sprawa. Też tak robię ze Smokiem. Niech poczuje odrobinę wolności. Po powrocie z placu zabaw całego malucha wrzucam do wanny i wyczesuje piasek z włosów.

Węgry to przyjemne miejsce na wychowywanie dzieci. Myślę, że nie zaszkodzi nam brać przykład z naszych południowych braci.

Tedi

 

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *