Mamy kontra tatusiowie w pracy

Nie od dziś wiadomo, że młode kobiety na rynku pracy są dyskryminowane. Niby mamy równouprawnienie, ale i tak pracodawca woli zatrudnić mężczyznę, bo ten nie przyjdzie mu do pracy pewnego dnia oznajmić, że zostanie mamą. Ale czy przy tym wszystkim nie uważacie, że też mężczyźni są dyskryminowani?

Dawniej dziećmi zajmowały się przede wszystkim kobiety. Trudno mi powiedzieć, jaki był procent zainteresowania dziećmi przez ich tatusiów, ale na pewno był mniejszy niż teraz. Trudno się dziwić. Dzieci to domena kobiet. My chodzimy w ciąży, my rodzimy, my karmimy piersią. Mężczyzna co najwyżej dostawał potem dzieciaka na przeszkolenie wojskowe. Chyba, że urodziła się dziewczynka. Wtedy to już płacz i zgrzytanie zębów, a w niektórych kulturach wręcz rozwód.

Przy tym należy wspomnieć, że to nie było tak łatwo, jak nam się może wydawać, że kobieta nie pracowała i zajmowała się dziećmi. Pracowała i to znacznie więcej niż teraz. Miała gospodarstwo. Musiała zrobić tysiące rzeczy przy krowach, świnkach i kurach. Musiała zająć się marchewkami w ogródku i zmielić ziarno na chleb. Ten sam się także nie upiekł. Musiała też zatroszczyć się o ubranie dla całej rodziny. Nie poszła do sklepu go kupić, tylko sama je robiła.

Teraz żyjemy w miastach. Mamy równouprawnienie i zamiast zajmować się konstruktywnymi zajęciami, pracujemy na nikomu niepotrzebnych stanowiskach. Nie mamy także babć, które mogłyby się zająć naszymi dziećmi. Dawniej kobiety nie były osamotnione w wychowywaniu dzieci. Teraz mamy tylko mężów. I tym mężom (czy tam partnerom) zrzuciłyśmy na kark część odpowiedzialności za dzieci.

Wyobraźcie sobie, że okazało się, że mężczyźni wcale nie są takimi złymi “matkami”. Potrafią tak samo dobrze wymienić pieluchę, nakarmić, przytulić, ukoić smutki i rozbawić. Jedyne czego nie potrafią to być w ciąży i urodzić dziecko. Z resztą chyba dobrze, bo jakby jeden mężczyzna przeżył poród naturalny, to już by pewnie żaden nie chciał mieć nigdy dzieci.

Może i mężczyzna także nie potrafi karmić piersią, ale karmić potrafi i to też idzie mu całkiem nieźle. Mój tata przez pierwsze tygodnie po urodzeniu się dwóch córek sam je karmił, bo mama bardzo ciężko zniosła obydwa porody. Nic dziwnego. W komunie ciężko się rodziło. M także karmił niejednokrotnie Smoka. Moim mlekiem z butelki, ale karmił. Także w środku nocy. Nie raz także zastępował mnie podczas nocnych ekscesów naszego synka, albo gdy ja akurat byłam chora i niezdolna do jakichkolwiek czynności. Nigdy nie narzekał, że musi rano iść do pracy. Szedł potem do tej pracy niewyspany, ale jakoś nigdy szef w pracy nie narzekał, że ma obniżoną koncentracje z powodu zostania tatą.

Pracodawcy także nie narzekają, że taki młody mężczyzna może iść na urlop tacierzyński. Może przez to zniknąć z pracy na kilka miesięcy. Gdy dziecko idzie już do przedszkola czy żłobka, tata także może brać opiekę nad nim w przypadku choroby. Tatusiowie także częściej chorują, gdy w domu jest małe dziecko (dzieci uwielbiają znosić do domu różne wirusy i bakterie), czyli częściej mogą przebywać na zwolnieniu lekarskim. Mężczyźni także często wolą spędzać czas z własnym dzieckiem, niż pracować po godzinach. Tak samo oni spieszą się od razu z pracy do domu.

Mimo tego pracodawcy nie mają problemów z zatrudnianiem młodych mężczyzn. Wydaje im się, że w życiu mężczyzny nic się nie zmienia z powodu narodzin potomka. Czysta dyskryminacja! Mężczyźni potrafią być przecież świetnymi ojcami, a nie tylko pracownikami i dostarczycielami pieniędzy do budżetu domowego. Może czas zawalczyć o sprawiedliwe traktowanie?

 

Tedi

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

2 myśli na temat “Mamy kontra tatusiowie w pracy

    • Wrzesień 10, 2015 o 8:19 pm
      Permalink

      Przypomniał mi się teraz taki stary film zrobiony na faktach. Kobieta urodziła pięcioraczki (albo sześcioraczki, nie jestem pewna). Najpierw ona się nimi zajmowała i wszystko było w rozsypce. Bałagan, brak obiadu, nic nie zrobione. Po jakimś czasie zamieniła się z mężem i ona poszła do pracy, a ten został z dziećmi. Wróciła do domu po pierwszym dniu a tam czyściutko, dzieci nakarmione spały, obiad na stole już czekał 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *