Kaszki i moje wybyki

Z kaszkami kupnymi jest taki problem, że nie idzie kupić w sklepie czegoś zwykłego. Wszystko smakowe z cukrem czy z innymi dziwnymi ulepszaczami. Jeszcze będąc w Polsce stałam przed gigantyczną półką z kaszkami dla maluchów i nie mogłam wybrać nic co mi odpowiadało. Bo po pierwsze miała być bez cukru. Bo po drugie najlepiej bez udziwniaczy (np maltodekstryna, która poniekąd też jest cukrem). A po trzecie bez dodanego już do środka mleka modyfikowanego (Smok jada hypoalergiczne a kaszki na mleku hypoalergicznym to chyba nikt nie wymyślił w Polsce). 



No i tak stałam przed tą półką a czas mijał. W końcu eureka! Jest, jedna jedyna kaszka a dokładnie kleik ryżowy Bobovita. Nie zawiera nic innego ponad ryż. Robisz potem to na wodzie (bleee), mleku, czy czym tam sobie wymyślisz (a dziecko zaakceptuje). I Smok oczywiście po wielu próbach polubił ten kleik robiony na mleku z dodatkiem normalnych owocków (króluje u nas banan).
I teraz jestem na Węgrzech a moje zapasy kleiku się skończyły. Lecę więc do Rossmanna (bo najbliżej), aby kupić jakąś kaszkę (o Bobovicie nawet nie marzę). I co widzę: same smakowe kaszki i do tego już z dodanym mlekiem! Lecę do drugiego Rossmanna, Tesco, Interspar… i nic. Schemat kaszkowy się powtarza. No to włażę do apteki. Tam na pewno musi coś być dla dzieciaczków, które nie jedzą normalnego mleka! A i owszem, było. Tylko już nie jest to taka rewelacja jak zwykły kleik bo i cukier zawiera i parę innych dziwności. O cenie to ja już nie wspominam. Mleko oczywiście też w sobie ma, ale już to hypoalergiczne.

Bobovito opanuj węgierski rynek kaszek dla niemowlaków!

Zdjęcie pochodzi stąd: KLIK

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

Jedna myśl na temat “Kaszki i moje wybyki

  • Grudzień 15, 2013 o 12:11 pm
    Permalink

    No i łza mi się w oku zakręciła bo drzewiej nie było możliwości szukać odpowiedniego dla dziecka jedzenia po półkach sklepowych tylko trzeba było stanąć przy kuchni i pogotować. Przyjemności to były szczerze mówiąc średnie, nie mniej jednak zaletą takiego pichcenia była absolutna pewność co do tego co dziecko zjada. Wadą natomiast był czas jaki trzeba było temu poświęcić. Przy dzisiejszym tempie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *