Jestem przeciwna aborcji, ale nie kobietom

Jestem kobietą, żoną, matką. Mam dzieci. Jedno ma już prawie trzy latka, drugie jest jeszcze w drodze. Pozostałym trzem się nie udało. Nie dla tego, że nie chciałam. Los, Bóg lub może geny zdecydowały, że te dzieci nie miały się urodzić. Gdy teraz o tym myślę, dziękuję, że miałam szczęście, bo nie musiałam decydować o przeżyciu, czy też nie przeżyciu tych dzieci. Umarły zanim na dobre zagościły w moim życiu. Piszę, że umarły, bo dla mnie od samego początku były to dzieci.

Teraz wszędzie głośno zrobiło się o całkowitym, lub prawie całkowitym zakazie aborcji. Przeczytałam projekt tej ustawy i nie jestem z niej zadowolona. Gorzej. Jestem przerażona tym, co się dzieje. Chcą nakazać kobiecie urodzenie dziecka, obarczonego złożonymi wadami rozwojowymi, albo genetycznymi. Chcą nakazać kobiecie urodzenie dziecka, które od razu po porodzie umrze. Chcą nakazać kobiecie urodzenie dziecka, które jest owocem gwałtu. Gorzej! Chcą nakazać dziecku urodzenie dziecka, które jest owocem gwałtu, nawet kazirodczego. Chcą również nakazać kobiecie urodzenie dziecka, co spowoduje duży uszczerbek na jej zdrowiu.

Czy to jest w porządku?

Czy nasi ustawodawcy znaleźli się kiedykolwiek w podobnej sytuacji?

Czy, gdyby to ich kilkunastoletnia córka została brutalnie zgwałcona, nie wywieźliby jej z kraju, gdyby zaszła w ciążę? W wiadomym celu oczywiście.

Nie zrozumcie mnie źle. Jestem przeciwna aborcji w wielu sytuacjach. Uważam, że jeżeli 15 letnia dziewczyna jest na tyle “dorosła” żeby uprawiać seks (za swoją zgodą oczywiście), to ma być także na tyle dorosła, aby ponieść konsekwencje w przypadku zajścia w ciążę. Ale gwałt jest czymś innym. Ona się na niego nie zgodziła, a nie każdy jest na tyle silny psychicznie, aby mimo wszystko dziecko urodzić. Powiecie, że czemu w takiej sytuacji winne jest dziecko? Niczemu, ale dziewczyna też nie jest winna. Że już nie wspomnę, o sytuacjach, gdy ofiarą gwałtu pada dziecko, na przykład jedenastoletnia dziewczynka, dla której ciąża oprócz traumy byłaby zagrożeniem dla jej zdrowia fizycznego.

Znam kobiety, które stanęły przed okrutną diagnozą. Będąc w ciąży dowiedziały się, że ich dzieci nigdy nie będą mogły żyć, że nigdy się nie uśmiechną, nie zrobią kroku, nie dorosną. To dzieci, które w przypadku donoszenia ciąży, umierałyby od razu. Jakim prawem odbiera się takim kobietom możliwość decyzji, czy są w stanie taką ciążę donosić? A wreszcie, uważam, że zamiast zakazywać aborcji w takich przypadkach, nasi ustawodawcy powinni zmienić prawo transplantacyjne. Na razie w Polsce nie można przekazać organów dziecka, które po urodzeniu żyło krócej niż 7 dni*. Dzieci, które nie mają mózgu (a te mogłyby być dawcami organów dla innych dzieci), nie mogą przeżyć dwóch tygodni, aby uratować życie komuś innemu. Ich śmierć jest bezsensowna. Do tego w polskim prawie, aby przekazać narządy do pobrania od zmarłej osoby, musi być stwierdzona śmierć mózgu**. Takowej nie można stwierdzić w przypadku dzieci bez mózgu. Myślę, że jeżeli to prawo byłoby zmienione, to większa ilość kobiet zgodziłaby się taką ciążę donosić. Chociaż każda powinna mieć możliwość decyzji w takim przypadku. To okrutne kazać kobiecie nosić w sobie przez kilka miesięcy umierające dziecko. Nie każda jest w stanie dać sobie z tym radę.

Wreszcie dlaczego kobiecie zabrania się ratować swoje zdrowie? Projekt ustawy zapowiada, że życie nienarodzonego jeszcze dziecka jest ważniejsze od zdrowia jego matki. A co z innymi dziećmi tej matki? Czy mamy prawo odbierać tym dzieciom matkę i ich dzieciństwo? Powicie, że przecież kobieta nie umrze! Ale może na przykład stracić wzrok, dłużej chorować na raka, lub nawet przegrać tę walkę z nim (to są przykłady, o których czytałam). Kobieta powinna mieć prawo wyboru, czy walczy o dziecko, czy o swoje zdrowie.

Nie wiem, co ja bym zrobiła w podobnych przypadkach. Nie wiem i mam nadzieję, że nigdy nie stanę przed taką decyzją.

Jestem kobietą, jestem matką. Jestem przeciwna aborcji. Jednak opowiadam się za prawem kobiety do decydowania o sobie i swoim dziecku w skrajnych przypadkach. Opowiadam się za tym, aby nikt nie zmieniał obecnej ustawy. Zmiana tej ustawy na to, co proponują, przyniesie tylko problemy, cierpienie i rozszerzenie podziemia aborcyjnego.

Tedi

*Informacje ze strony dawca.pl

**Art. 9, pkt 1 Ustawy o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów z dnia 1 lipca 2005 roku.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

 

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.