Jedyny wywiad z wykwalifikowaną opiekunką do dzieci

Gdy postanawia się wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim/wychowawczym, zaczyna się kombinowanie, co zrobić z dzieckiem. Opcje są generalnie 3: żłobek, ktoś z rodziny (babcia, dziadek, ktokolwiek) i niania.

Nie każdy chce posyłać malucha do żłobka. Coraz mniej młodych ludzi ma możliwość zostawienia dziecka z babcią, która w dzisiejszych czasach też pracuje. Część ludzi decyduje się na nianię, tak jak my. Dlaczego? To może temat na inny post. Dzisiaj mam dla Was jedyny taki wywiad z opiekunką do dzieci, która zajmuje się tym fachem już przeszło 14 lat.

Basia jest bardzo sympatyczną osobą. Ma świetny kontakt z dziećmi i przede wszystkim lubi się nimi zajmować.

Dlaczego zostałaś opiekunką do dzieci? Co Cię do tego skłoniło?

Odkąd pamiętam bardzo lubiłam zajmować się dziećmi. Najpierw były to dzieci rodzinne potem znajomych aż któregoś dnia pojawiła się propozycja opieki nad wtedy trzyletnią dziewczynką i pomyślałam, że to ciekawa propozycja. Chętnie spróbuję. I od tamtej pory było już dzieciaków ponad 10.

Co mnie do tego skłoniło? Chęć nauczania i pomocy maluchowi w poznawaniu świata.

Lubisz pracę z dziećmi? Co Ci się w niej najbardziej podoba, a co najmniej?

Bardzo lubię pracę z dziećmi. Dla mnie jest to przede wszystkim ogromna radość i satysfakcja, gdy widzę postępy w rozwoju podopiecznego.

Czy jest coś, co szczególnie przeszkadza w takiej pracy? Charakter dziecka zachowanie rodzica?

Charakter dziecka zawsze da się jakimś sposobem poznać i potem z łatwością znaleźć wspólny język z takim maluchem. Czasami rodzice zachowuję się jakby zjedli wszelkie rozumy ale na szczęście taki przypadek miałam raz w ponad czternastoletniej pracy jako opiekunka.

Czy faktycznie istnieją trudne dzieci? Miałaś z jakimiś do czynienia?

Według mnie nie istnieją tzw. trudne dzieci. Nie ma dzieci, które miałyby takie same charaktery. Na początku wspólnej przygody trzeba się nawzajem poznać. To jest bardzo ważny etap. Poznaję jakie dziecko jest, co lubi, czego nie lubi, a może czegoś się boi. Dziecko poznaje mnie, na co mu pozwolę, a na co się nie zgodzę. Dlatego uważam, że bardzo ważnym etapem w opiece nad dzieckiem jest tzw. okres adaptacyjny. Jest to czas gdzie zajmuję się maluchem ale jest również z nami ktoś z rodziny malucha. Dzięki temu że ktoś z rodziny malucha jest obecny, mogę poznać malucha zadając różne pytania dotyczące dziecka: co lubi, czego nie lubi, czy są jakieś problemy zdrowotne np. alergie. Dziecko w tym czasie ma możliwość poznać mnie ale przede wszystkim czuje się bezpieczne przy swoim rodzicu, co uważam za bardzo ważne.

Postępujesz według swojego wzorca wychowania czy wg ścisłych wytycznych rodziców?

Przede wszystkim opiekując się maluchem postępuję według polityki wychowawczej rodziców. Ale również czasami staram się zasugerować inne sposób postępowania w różnych kwestiach. Mimo to mam kilka swoich zasad, których się pilnuję. Jedną z nich jest to, że nie podaje dzieciom twardych słodyczy (cukierki, dropsy, lizaki). Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby któryś z rodziców miał o to do mnie jakieś pretensje.

Dlaczego nie dajesz dzieciom twardych słodyczy?

Uważam, że są dla malucha niebezpieczne. Mało który maluch jest wstanie wysiedzieć na pupie spokojnie póki nie zje  cukierka. A poza tym są niezdrowe. W rodzinie miałam przypadek, że dziewczynka zakrztusiła się cukierkiem i gdyby nie szybka reakcja mamy tej dziewczynki, mogłoby się to skończyć skończyć.

Czy w ogóle rodzice dają Ci wyraźne wytyczne, jak się masz zajmować dzieckiem, kiedy karmić, czym karmić, czym i jak powinno się bawić?

Wytyczne, które zazwyczaj dostaję są takimi raczej ogólnymi wskazówkami, że na przykład około godziny 8:30 jest śniadanie (co jest na śniadanie ustalamy wspólnie na bieżąco), potem około 10:00 spacer (gdzie pójdziemy na spacer, to już zazwyczaj moja inicjatywa dostosowana do aktualnej pogody. Mam taką zasadę, że jak gdzieś dalej się z maluchem wybieram, to zawsze dzień wcześniej pytam się rodziców). Następnie około 12:30 dziecko je obiad (to, co maluch je na obiad, to chyba jedyny z góry wyraźnie określony punkt dnia), potem drzemka albo spacer a około 15 maluch je podwieczorek, który też bywa z góry przewidziany (na przykład banan deserek albo słoiczek, a co podam, to już zależy od tego, czy ten deser nie będzie w trakcie spaceru). I też poza jednym przypadkiem rodzice nie mieli pretensji, że na spacer wyszliśmy o 10:15, a nie o równej 10:00.

Jeśli chodzi o to,jak zajmować się dzieckiem, to na początku zadaję pytania w tej kwestii, bo jak wiadomo są różni rodzice. Jedni mogą uważać, że pupę maluchowi smarujemy przy każdej zmianie pieluchy, a drudzy, jak się coś dzieje. Również są rodzice, którzy karmią dzieci wyłączenie słoiczkami. Inni traktują słoiczki awaryjnie lub okazjonalnie. Wszystkie te informacje trzeba na początku pozbierać.

A jeśli chodzi o rozrywkową część opieki, czyli w co i jak się bawić, to już moja inwencja w 100%. Choć czasami rodzice mówią na przykład, że od dziś skupiamy się przede wszystkim na tym, żeby maluch zaczął samodzielnie chodzić, czy chociażby na nauce kolorów.

Niestety też zdarzają się od tego odstępstwa, które polegają na tym, że plan dnia jest co do minuty ustalony przez rodziców i trzeba się go ściśle trzymać. Na szczęście taki przypadek miałam tylko raz.

Czy zdarzają Ci się problemy wychowawcze z którymi rodzice sobie nie radzą i proszą Cię w tej sprawie o pomoc?

Tak. Raz pomogłam odpieluchować dziewczynkę. Jak zaczęłam się nią opiekować to miała 10 miesięcy i szło średnio około 6 pampersów dziennie. Gdy kończyłyśmy naszą przygodę, to mała )wtedy już dwulatka) używała 1 pampersa na noc. A ostatnio zasugerowałam rodzicom chłopczyka, co zrobić, gdy mały przy każdej okazji ich gryzł. Moje rady poskutkowały i chłopczyk już nie gryzie ;-).

Czy opiekowałaś się kiedyś dziećmi, które były szczególnie smutne z powodu wyjścia rodzica do pracy? Udało ci się je jakoś przyzwyczaić do nowej sytuacji?

Każdy maluch na swój sposób przeżywa wyjście rodziców z domu. Dlatego tak ważnym okresem jest tzw. okres adaptacyjny. Opiekowałam się kiedyś dziewczynką, która na początku naszej wspólnej przygody miała 5 miesięcy. Przez pierwszy miesiąc była z nami jej mama, która na początku była z nami cały czas, a potem na coraz dłużej wychodziła. Takim sposobem mała powoli przyzwyczaiła się do nowej sytuacji i potem nie było większych kłopotów z wyjściem rodziców z domu. Zawsze też dzieciom tłumaczę, że nie ważne gdzie i na ile mama czy tata wychodzą. Ważne, że zawsze wrócą do domu. Czasami też pomaga, gdy mówię, że teraz idziemy na spacer, potem zjemy obiadek i pójdziesz spać, a jak wstaniesz to mama lub tata już będą w domu. Ale taką metodę stosuję tylko wtedy, gdy faktycznie mama czy tata malucha już będą, gdy maluch wstanie.

Czy zdarzyły ci się kiedyś sytuacje niebezpieczne? Na przykład, że dziecko dość mocno się uderzyło, zadławiło się, czy jakakolwiek sytuacja, w której musiałaś wezwać lekarza lub chociaż rodziców dziecka?

Sytuacji spowodowanej wypadkiem, w wyniku którego trzeba było wezwać lekarza nie miałam. Raz jak się okazało, że moja podopieczna musiała zostać w szpitalu w związku z chorobą, zostałam z nią na czas, gdy jej tata pojechał do domu po rzeczy.

Raz też ponad dwuletni maluch spadł ze swojej wersalki (niższa wersja dorosłej wersalki) i uderzył się w wargę. Troszkę się krew polała ale daliśmy sobie radę. Nic więcej się nigdy nie stało.

Do rodziców w sytuacjach wypadkowych czasami dzwoniłam ale to były raczej telefony konsultacyjne. Raz miałam sytuacje, gdy po zjedzonym posiłku chłopczyk mi zwymiotował. Oprócz tego, że zwymiotował nic więcej się nie działo. Nie było gorączki ani biegunki ale profilaktycznie zadzwoniłam do mamy malucha po to, żeby mama wiedziała co się dzieje. Poza tym zawsze na początku nowej współpracy ustalam z rodzicami dziecka sposób postępowania w awaryjnych sytuacjach i proszę rodziców o zostawienie gdzieś w widocznym miejscu kartki z telefonami.

Czytasz jakieś poradniki o wychowywaniu dzieci? Przydaje ci się wiedza z nich wyciągnięta?

W czasie gdy mój podopieczny śpi, czytam poradniki, które kupują rodzice albo jakieś ciekawe książki o postępowaniu z maluchami. Pewne rozwiązania się przydają, inne nie. Metody postępowania uzależnione są przede wszystkim od tego, jakie jest dziecko.

Widać, że maluchy cię lubią. Jak to robisz?

Sama się kiedyś nad tym zastanawiałam. Kiedyś, gdy kończyłam współprace z pewnym rodzeństwem, ich rodzice wystawili mi referencje. Mama tych dzieci zadała im pytanie, dlaczego lubią ciocię, a dzieciaki odpowiedziały, że się fajnie bawi. A jak to robię? Chyba uśmiech i morze cierpliwości to najlepsza recepta. Maluchy potrafią wynagrodzić całą pracą, jaką się w nie włoży. Przyjdzie taki szkrab i tak sam z siebie się przytuli i powie “ciocia moja”. Bezcenne!

Dzięki. Bardzo miło mi się z Tobą rozmawiało :-).

Mi także :-).

 

Znalezienie idealnej niani, to nie lada wyczyn. My chyba znaleźliśmy.

Tedi

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *