Inscenizacja walk Grupy Kampinos AK – rekonstrukcja koło Warszawy

Wspominałam już wcześniej na facebooku, że w weekend odwiedziliśmy Warszawę. Muszę przyznać, że do stolicy niespecjalnie mnie ciągnie. Jak każdy prawdziwy mieszkaniec Krakowa, Warszawę lekceważę. Zwyczajnie wolę południowe części Polski. Ale tekst nie miał być o Warszawie.

Nie wiem, czy już Wam o tym wspominałam, ale M jest członkiem stowarzyszenia rekonstrukcyjnego węgierskiej armii z II wojny światowej. Z tego względu jeździ czasem na różne rekonstrukcje. Ostatnio dostał bardzo spontaniczną propozycję wzięcia udziału w rekonstrukcji bitwy stoczonej przez Grupę Kampinos AK podczas II wojny światowej. Nie wiem jak nam się udało wszystko zorganizować w 2 dni, ale udało się. Smok został z moją siostrą a my w dwójkę pojechaliśmy do Warszawy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O co w ogóle chodziło?

Grupa Kampinos AK była jedną z największych grup partyzanckich w walczącej Polsce. Dawali się oni dość długo we znaki Niemcom. Sami zaś także odnosili duże straty. Grupa Kampinos wzięła także czynny udział w Powstaniu Warszawskim. Partyzanci w sercu Puszczy Kampinowskiej utworzyli dość spory obóz warowny obejmujący kilka miejscowości. Nazwali go “Niepodległa Rzeczypospolita Kampinoska”. Od tego czasu coraz więcej ludzi napływało do obozu. Ludność cywilna cieszyła się z widoku polskich mundurów. Żywność i broń pozyskiwano likwidując niemieckie placówki. Mieszkańcy pomagali, jak mogli. To tutaj Stefan Wyszyński odprawiał msze polowe. Sami partyzanci chronili miejscową ludność jak tylko mogli.

Niestety Grupa Kampinos została w efekcie rozbita przez Niemców. Ci co przetrwali rozpierzchli się w różne strony Polski. Zbliżał się koniec wojny. Nastać miały nowe czasy.

Co w tym wszystkim robili Węgrzy? Nasi południowi bracia zwyczajnie pomagali partyzantom. Z resztą to nie jedyny przykład, kiedy Węgrzy przechodzili na stronę polską, lub brali do niewoli polskich żołnierzy, aby ci nie dostali się w niemieckie ręce.

Więcej o historii Grupy Kampinos AK możecie poczytać tutaj.

Czy rekonstrukcje wojenne to dobra zabawa?

Niejeden się pewnie zacznie zastanawiać, po co ludzie idą oglądać tego typu widowiska. Żeby się czegoś nauczyć? Żeby zająć czymś czas? Według mnie większość ludzi lubi oglądać widowiskowe wybuchy, maszyny wojskowe, nisko latające samoloty. Do tego mają okazję zająć tym widowiskiem dzieci. Hałas, ogień i niemieckie rozkazy mogą brzmieć zabawnie w dzisiejszym świecie.

Dlaczego sama to oglądam? Po części przez M. On to lubi a ja czasem chcę mu w tym towarzyszyć. Nie lubię tłumów, ani hałasu. Ale czego się nie robi dla dobra związku? Spotkałam się już nie raz z opinią, że dzisiejsze rekonstrukcje II wojny światowej są przesadzone. Że robi się z tego widowisko i dobrą zabawę a przecież był to czas bardzo trudny dla naszego narodu. Wielu ludzi zginęło a ci co przeżyli dobrze to pamiętają. No cóż. Nie jestem zwolennikiem postawy “usiądźmy i płaczmy nad naszym losem”, albo “ze złym Niemcem nie będę rozmawiał”. Uważam, że te rekonstrukcje nie są złe. W sumie lepiej żeby rekonstruktorzy biegali po polu i “bawili się w wojnę” niż żeby siedzieli w knajpie, lub uczestniczyli w wojnie na prawdę. Mężczyźni już tak mają, że bez wojny im ciężko. Nie wiem czemu, ale testosteron lubi wojnę i strzelanie. Niech już ma tę wojnę na niby.

Tedi

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

Jedna myśl na temat “Inscenizacja walk Grupy Kampinos AK – rekonstrukcja koło Warszawy

  • Wrzesień 27, 2014 o 4:02 pm
    Permalink

    Poruszyłaś tutaj bardzo
    intrygującą mnie ostatnio sprawę. Oficjalne narracje (od których coraz bardziej
    stronię z uwagi na ich wiarygodność oględnie mówiąc średnią) sprzyjają
    raczej poglądom, że grzebanie w historii jest niemodne i wynika raczej z narodowej
    wady Polaków jaką jest przeżywanie narodowych tragedii na zasadzie sypania
    grubą warstwą soli po doznanych w przeszłości ranach. Osobiście się z tym
    absolutnie nie zgadzam, Zadziwia mnie także “historyczność” całkiem
    młodych pokoleń. Wzruszająca była obecność na śpiewaniu powstańczych piosenek
    w Warszawie 1 sierpnia kilkuletnich chłopców z biało czerwonymi opaskami,
    bardzo podobają mi się wszelkie grupy rekonstrukcyjne które po pierwsze uczą
    historii, wskazując sposób jej odmiennego przeżywania (co innego uczyć się z
    książek, co innego zobaczyć a po drugie dają zajęcie chłopakom. Nie ma nic
    gorszego niż nudzący się chłopak a mówię to z perspektywy ponad
    trzydziestoletniego małżeństwa z człowiekiem cudownym ale także facetem. w
    każdym razie mój szacun dla rekonstruktorów. Informuj nas o ich wyczynach. To
    naprawdę jest bardzo interesujące. Proszę o więcej zdjęć i więcej szczegółów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *