Gdy kota nie ma, myszy harcują!

Znane wszystkim powiedzenie mówi, że gdy kota nie ma, to myszy harcują. Coś w tym jest, bo od kiedy w domu nie ma kota (kilka miesięcy temu musieliśmy uśpić naszą kotkę), to myszy pchają nam się z pola. Chociaż gdy koty w były (a były czasy, gdy było ich więcej) to i tak nie były zbyt ochotne, aby łapać myszy, które w tym domu pomieszkiwały. Wolały łapać te, które były na polu i jeszcze je do domu przynosiły. W ten sposób myszy były łapane przez głowę rodziny (ludzkiej, a nie kociej). Ale mniejsza o prawdziwe koty. Tym razem w roli kota występuje dziecko, a w roli mysz rodzice, którzy postanowili urwać się z domu na dwa dni.

Co robią rodzice, gdy ich pociecha (lub pociechy) znajdują się akurat pod opieką cioci/babci/sąsiadki?

  1. Rodzice też czasami lubią wyjechać gdzieś sami. Tak tylko na dwa dni (albo trochę dłużej) chcą pobyć tylko ze sobą. W końcu rodzice nie są tylko rodzicami, a są też małżeństwem i o to małżeństwo warto czasem zadbać. Dobrze jest, gdy mamy z kim czasami zostawić swoje dzieci (gdy nie mamy takiej możliwości można znaleźć inne sposoby na zadbanie o małżeństwo). My tak mamy i z tego bardzo się cieszymy. Wtedy wybieramy sobie cel podróży i jedziemy. I właśnie ta jazda jest największą przyjemnością, bo wreszcie możemy w pociągu poczytać książkę, zjeść niezdrowe chipsy, wypić colę. Tak, podróż bez dzieci bywa czasem fascynująca!
  2. Jak już jesteśmy przy jedzeniu to, gdy dzieci nie ma w pobliżu możemy wreszcie zjeść coś niezdrowego, albo coś, czego z dziećmi jeść nie możemy. Dla mnie najlepszą taką potrawą jest smażony ser. Przy Smoku jeść go nie mogę, bo z jednej strony jest niezdrowy, a z drugiej Smok jest uczulony na białko mleka. Smażonego sera przy naszym dziecku jeść się nie da, więc jem go bardzo rzadko podczas naszych małżeńskich wypadów.
  3. Gdy nie mamy akurat dziecka w pobliżu, możemy udać się do miejsc, gdzie z maluchem iść byśmy nie mogli. U nas najczęściej jest to kino (z filmem, który nie jest dla dzieci), archiwum, czy intensywne odwiedzanie znajomych (z dzieckiem zawsze trzeba zmniejszyć intensywność i czas takich odwiedzin).
  4. Czasami wracamy do podstaw naszego związku i… jedząc posiłek oglądamy film. Tak, teraz przy posiłku siedzimy wszyscy razem i rozmawiamy. Nie ma żadnych filmów ani bajek. Ale kiedyś lubiliśmy sobie włączyć ulubiony serial do śniadania, czy obiadu. I tak właśnie robimy, gdy jesteśmy na małżeńskim wyjeździe.
  5. Podstawą takich wyjazdów jest też chodzenie późno spać i wysypianie się do późnej godziny. To ostatnie akurat nie zawsze nam wychodzi, bo nie lubimy tracić czasu na spanie, ale czasem przyjemnie jest obudzić się samemu bez budzika i bez “mamo, wstawaj!”. Nawet jeżeli budzimy się o 7:30 😉
  6. Nawet gdy naszego Smoka nie ma z nami, ciągle o nim myślimy. Wczoraj stojąc na dworcu, stwierdziliśmy, że Smokowi bardzo by się podobał pociąg, który akurat stał przy peronie. Potem przypominaliśmy sobie, jak Smok ciągle ostatnio śpiewa “Jedzie pociąg z daleka” i “Wsiąść do pociągu”. Tak, gdy synka nie ma z nami, tęsknimy za nim i dlatego nasze małżeńskie wycieczki są zazwyczaj bardzo krótkie.

A po takim wyjeździe na skrzydłach wracam do domu, wyobrażając sobie po drodze tego wielkiego całusa od Smoka i ten uśmiech, gdy pokażę m książkę, którą mu przywożę. Czasem warto od siebie na chwilkę odpocząć, by bardziej móc cieszyć się sobą nawzajem.

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij 🙂

facebook-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icontwitter-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

4 myśli na temat “Gdy kota nie ma, myszy harcują!

  • Styczeń 16, 2016 o 8:36 am
    Permalink

    Juz nie mogę się doczekać takich wypadów. Ostatnio,kiedy udalo nam się wyjść do kina, wysiedlismy z samochodu,poparrzylismy na siebie i stwierdziliśmy,ze chyba o czymś zapomnieliśmy. Nie było tego całego wypakowywania wózka, toreb, kocyki, ubierania,rozbierania… no cudownie 😀

    Odpowiedz
  • Styczeń 16, 2016 o 11:56 am
    Permalink

    U nas na razie wszystkie punkty odpadają, bo jesteśmy w Genui sami i nie możemy skorzystać z niczyjej pomocy. Gaja co prawda chodzi do przedszkola, ale to akurat się nie liczy, gdyż ja wtedy ogarniam dom, a mąż pracuje :). Nie załamuję się jednak, w końcu wszystko przed nami!

    Odpowiedz
    • Styczeń 16, 2016 o 1:52 pm
      Permalink

      My przez pierwszy rok mieszkaliśmy w Budapeszcie i ze dwa razy udało nam się sprowadzić moją teściową i wtedy wychodziłam sobie gdzieś wieczór, ale też prawda, że Budapeszt jest bliżej.

      Odpowiedz
  • Styczeń 21, 2016 o 10:33 pm
    Permalink

    Uwielbiam poranki kiedy nie muszę wstawać punkt 7 na obowiązkową kaszkę!;) Ale z drugiej strony zawsze kiedy się obudzę, a Oliśka nie ma obok tęsknię cholernie!!!! Zastanawiam się co właśnie robi…;) Taki los matki!:)) Ostatnie najwięcej chwil tylko dla siebie wykorzystuję na czytanie…

    pozdrawiamy!:))

    ladymamma.pl

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *