Dwoje dzieci, szkarlatyna i zęby, czyli szkoła przetrwania

Czasem lubię sobie ponarzekać. Zwłaszcza gdy jestem w ciąży. Oj, wtedy to narzekam za dwoje. W końcu kobieta ciężarna może narzekać bezkarnie. Co ja tu tak o ciąży? Żeby było jasne: nie jestem i nie zamierzam ;-). A szkarlatyna to zdecydowanie powód do narzekania.

Ponarzekać, więc sobie mogę.

Wiecie pewnie, że na początku lata przeszliśmy szkarlatynę. To znaczy, Smok miał szkarlatynę. Owa choroba spowodowała tydzień na antybiotyku i dwa tygodnie wolne od przedszkola. Na szczęście świństwem zaraziła się tylko jedna dziewczynka i na tym “epidemia” się skończyła.

A szkarlatyna nie była zbyt ciężka. Ot jeden dzień gorączki i trochę wysypki. Smok miał całkiem dobre samopoczucie, co przy zakazie wychodzenia z domu równało się armagedonowi. Trzeba było to przetrwać. Jednak ja nie jestem miękka. Stwierdziłam, że dam radę. Były zabawy, gry, trochę bajek. Młodszy funkcjonował normalnie. Szkarlatyna zdawała się przechodzić do historii i wszystko miało się unormować. Jednak wyszło, jak zwykle.

Młodszy od jakiegoś czasu jest w bardzo niepewnym wieku. Niepewność polega na to, że w każdej chwili może mu się humor wyraźnie popsuć. To tak, jak jakiś czynny wulkan. Wszystko jest w porządku, dopóki nie wybuchnie. Wszystko to za sprawą zębów, które chcąc nie chcąc wyrosnąć muszą. I rosną właśnie teraz. Akurat wtedy, gdy Smok miał szkarlatynę i trzeba było go zabawiać w domu, Młodszemu postanowiły wyjść górne jedynki…

Pomyślicie pewnie, że wariatka ze mnie, bo dziecko pomarudzi, pomarudzi i będzie dobrze. Niestety z Młodszym rosnące zęby to nie są żarty (wybuch superwulkanu to przy tym pestka!). W piątek zaczął się wrzask (nie, nie płacz!) i ten wrzask trwał praktycznie bez przerwy aż do poniedziałku (wyobrażacie sobie cztery dni wrzasku?). Młodszy był noszony, tulony, znieczulany na wszelkie możliwe sposoby. Nic nie pomagało. Wrzask trwał nadal (również w nocy). W międzyczasie wylądowałam z nim na pogotowiu, bo gorączka nadal się utrzymywała (wrzask też), a ponieważ maluch skutecznie odmawiał jakiegokolwiek jedzenia, wolałam się upewnić, że moje dziecko jednak przeżyje.

Pani doktor jednak potwierdziła, że to pewnie zęby, a że nie był odwodniony, nie zostawiła nas w szpitalu. Na szczęście kilka godzin później wrzask ustał. Do następnego zęba oczywiście ;-).

Jak przetrwać kilka dni z jednym dzieckiem ze szkarlatyną i drugim, które ciągle wrzeszczy?

Chyba najbardziej stosownym rozwiązaniem byłoby zakupienie korków do uszu. Ostatnio coraz częściej o tym myślę. Może się skuszę ;-).Ewentualnie mogłabym także wyciszyć jedno pomieszczenie (na przykład łazienkę) i tam się zamykać przed dziećmi (ewentualnie zamykać tam dzieci). Jeszcze się nad tym muszę dobrze zastanowić. Tymczasem Młodszy spędzał czas na moich plecach, a ja w tym czasie ogłuszana wrzaskiem starałam się podać obiad Smokowi, pobawić się z nim lub powiesić pranie (bo te rosnące zęby sprawiały, że codziennie kilka razy musiałam Młodszemu zmieniać ubranie). Popołudniu wrzeszczącego Młodszego przejmował M, który także z doskoku pomagał w nocy.

Daliśmy radę. Chwilowa zmiana w zombi na szczęście się cofnęła, a Młodszemu w końcu wyszły te jedynki (jednocześnie z dwójkami). Teraz czekamy na kolejny wybuch wulkanu… to znaczy na kolejne ząbki ;-).

Ciekawa jestem tylko, kiedy odwiedzi nas ospa czy inna różyczka?

A jak u Was z zębami było? Masakra, czy nawet nie zwróciliście uwagi, kiedy wyszły? Czy szkarlatyna też do Was zawitała?

Olga

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.