Dieta naszych dzieci to nasza sprawa, czyli jesteś tym, co jesz!

Odpowiednia dieta naszych dzieci jest bardzo ważna. Jak ciężko jest zmienić dziecięce nawyki żywieniowe, wie tylko ten, kto kiedykolwiek próbował. Najczęściej kończy się to awanturami, histerią, głodzeniem się, siłowaniem się i w ogóle katastrofą na miarę światowej. Ale chwilę… Przecież to my kształtujemy w dzieciach nawyki żywieniowe. Może więc od razu uczmy je jeść to co dobre?

Od pewnego czasu, gdy jestem w supermarkecie, obserwuję ludzi. Są różni. Są bardzo denerwujący ludzie, którzy kupują 10 rodzajów szynki, każda po 10 dag. Zawsze stoją w kolejce przede mną. Są starsze panie, które nieustannie stoją z wózkiem w poprzek alejki, tak aby się nie dało przejść. Są też ludzie z dziećmi (małymi lub troszkę starszymi), którzy przyprawiają mnie o dosłowny opad szczeny. Wprost nie mogę się nadziwić, co ci ludzie ładują do koszyków. Przypomina mi się wtedy taki brytyjski serial (a może amerykański?) “Jesteś tym, co jesz”. Jakiś odcinek kiedyś mi się przewinął przez telewizor (w czasach mojej młodości jeszcze go oglądałam) i zawsze na początku dietetyczka wykładała na ogromny stół wszystko, co była przez rodzinę zjadane w ciągu tygodnia. Nie mieściło mi się w głowie, że można zjadać takie ilości jedzenia o wątpliwej jakości. Nic dziwnego, że ci ludzie wyglądali tak, jak wyglądali i czuli się fatalnie.

A co w Polsce ładują do wózków rodzice z małymi dziećmi? (osoby o słabych nerwach niech lepiej tego nie czytają).

Często widzę płatki śniadaniowe. Takie reklamowane w telewizji. Słodkie do nieprzytomności, ale słodzone syropem glukozowo-fruktozowym. Koło kukurydzy pewnie nawet to nie leżało, chociaż kukurydzę ma w nazwie, a z czekolady to ma może kolor. Porcja takich płatków na śniadanie na pewno doda energii. Tyle cukrów musi pobudzić.

Oprócz płatków są jeszcze jogurciki, deserki, serki i inne paskudne rzeczy, które obok nabiału nawet nie leżały. No dobra, coś tam w składzie z nabiału mają (oprócz mleka w proszku), ale mają dodatkowo syrop glukozowo-fruktozowy, lecytynę sojową (zwłaszcza te z czymś czekoladowym), tłuszcz palmowy (tak, widziałam taki deser!), karagen (na samą myśl robi mi się niedobrze), skrobię modyfikowaną i wiele, wiele innych rzeczy. Jogurt powinien mieć w swoim składzie tylko mleko, kultury bakterii, ewentualnie owoce i w ostateczności cukier (nie wymagajmy cudów w postaci ksylitolu, miodu, czy choćby cukru trzcinowego). Nie jestem aż takim radykałem żeby cukier całkowicie wyłączyć z diety, ale syropowi glukozowo-fruktozowemu mówię stanowcze NIE.

Także w zwykłych produktach czają się składnikowe potworki. Sery żółte są najczęściej produkowane z dodatkiem chlorku wapnia lub/i barwniku annato. Ze świecą szukać takiego, który zawiera tylko mleko, podpuszczkę, kultury bakterii i ewentualnie sól. Z resztą ta ostatnia też nie jest bezproblemowa. Pomyśleć można, że w soli nie da się nic zepsuć. Błąd! Do zwykłej sklepowej soli dodawana jest substancja antyzbrylająca (żelazocyjanek potasu, który bywa zakazany w niektórych krajach) i taka sól najczęściej trafia do koszyków sklepowych. Kiedyś chciałam kupić śmietankę 30%. Tylko jedna na półce w wielkim supermarkecie nie zawierała karagenu.

Skoro omówiliśmy już te “zdrowsze” artykuły spożywcze, to przejdźmy to tych bardziej niezdrowych. Moimi faworytami byli rodzice około dziesięcioletniego chłopca, któremu kupili napój energetyczny. Napój był dla chłopca, bo on sobie go zażyczył. Ja już chyba bym wolała colę kupić niż napój energetyczny. Z resztą cola jest bardzo popularnym wyposażeniem wózków sklepowych. Na prawdę znam ludzi, którzy dają ją dwulatkowi! Oprócz energetyków i coli są jeszcze inne słodkie napoje i soki, które sokami nie są. Hitem są dla mnie wody smakowe. Jeśli jeszcze ich nie znacie, to tylko podpowiem, że jest to woda, która dodatkowo zawiera cukier (w gorszej wersji nawet syrop glukozowo-fruktozowy), barwniki, lepiej nie wiedzieć, co jeszcze i może śladowe ilości soku owocowego i witamin. Nie polecam. Woda ma być wodą. Kropka.

Słodycze to kolejna grupa produktów, wkładana hurtowo do wózków sklepowych. Jakby mało komuś było cukru z danonków, napoju energetyzującego i coli, może zawsze sięgnąć po batonik. Syrop glukozowo-fruktozowy, lecytyna sojowa i tłuszcze roślinne utwardzone to podstawowy skład wielu z nich. Z resztą batoniki nie są aż takie złe, bo w końcu zawierają też kakao i często orzechy, ale prawdziwymi koszmarkami są cukierki, lizaki, żelki i inne dziwne wynalazki. Dużo syropu glukozowo-fruktozowego razem z cukrem z barwnikami. Sama radość. I do tego dziecko może się kawałkiem lizaka zakrztusić. Sama w wieku kilku lat mało nie zeszłam z tego świata przez landrynkę. Swojemu dziecku nie daję takich słodyczy i dawać nie będę. Już lepiej kupić dobrą czekoladę (takie też istnieją).

Jeszcze zostają nam czipsy i chrupki. Uwielbiam patrzeć na dzieci zajadające się smakowymi chrupkami. Sama w dzieciństwie takie lubiłam i do dzisiaj lubię i od razu się przyznaję, że czasem kupię i zjem paczkę. Ale robię to rzadko. Pewnie nie częściej niż raz w miesiącu. Podejrzewam, że są dzieciaki, które zjadają paczkę czipsów każdego dnia. Nie, te czipsy nie mają dobrego składu (chociaż są czipsy, które przynajmniej nie zawierają szkodliwych substancji). Nie, nie wnoszą nic konstruktywnego do organizmu.

Nasze dzieci jedzą to wszystko, a potem my się dziwimy, że są nadpobudliwe, mają problemy z brzuchami i z alergiami, chorują i w ogóle różne dziwne rzeczy im się dzieją. A o długotrwałych skutkach złej diety wolę nawet nie myśleć.

Przykładowe produkty o złym składzie:

Chrupki Monster Munch: olej roślinny, puree ziemniaczane w proszku (21%), skrobia kukurydziana, skrobia ziemniaczana (13%), mąka pszenna, panierka pszenna, cukier, sól (2,9%), serwatka z mleka w proszku, ser, papryka, wzmacniacz smaku: E 621, barwnik: E 160c

Danio truskawkowe: twaróg odtłuszczony (z mleka), wsad owocowy (truskawki 6,3% w tym przecier truskawkowy, woda, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, barwnik: koszenila, aromat), śmietanka, cukier, skrobia modyfikowana, żelatyna

Baton Mars: cukier, syrop glukozowy, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz palmowy, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, laktoza, serwatka w proszku (z mleka), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, jęczmienny ekstrakt słodowy, sól, emulgator (lecytynasojowa), białko jaja w proszku, zhydrolizowane białko mleka, naturalny ekstrakt z wanilii Zawiera: jęczmień, jaja, mleko, soja . Może Zawierać: orzechy laskowe, orzeszki ziemne

Parówki Berlinki z indyka: mięso z indyka (38%), woda, tłuszcz wieprzowy, mięso wieprzowe (8%), tkanka łączna wieprzowa, skrobia ziemniaczana, sól, białko sojowe, błonnik ziemniaczany, glukoza, stabilizatory (difosforany, trifosforany, polifosforany), ekstrakty przypraw (w tym seler), przeciwutleniacz (askorbinian sodu), aromaty (w tym soja), wzmacniacz smaku (glutaminian monosodowy), substancja konserwująca (azotyn sodu) Zawiera: seler, soja . Może Zawierać: zboża Zawierające gluten, mleko, gorczyca

Ser żółty Hochland Edamski: mleko pasteryzowane, kultury bakterii, sól, stabilizator: chlorek wapnia, podpuszczka mikrobiologiczna, barwnik: annato

Śmietanka 30% Mlekovita: śmietanka , białka mleka, stabilizator: karagen

Przykładowe produkty o dobrym lub znośnym składzie:

Jogurt typu greckiego Piątuś (firmy Piątnica): Mleko pasteryzowane, wsad truskawkowy 20% (przecier z truskawek 12%, cukier, błonnik cytrusowy, koncentrat soku z cytryny), żywe kultury bakterii jogurtowych: Streptococcus thermophilus, Lactobacillus bulgaricus

Ser Maasdam Frico: mleko krowie, sól, kultury bakterii mlekowych, podpuszczka.

Kefir Robico: mleko pasteryzowane, żywe kultury bakterii i drożdży kefirowych

Sól morska Gemma Di Mare: sól spożywcza – morska.

Czekolada Gaj z Truskawkami (Manufaktura Czekolady): cukier, prażone ziarno kakao, masło kakaowe, mleko w proszku, liofilizowana truskawka, laska wanilii, masa kakaowa minimum 44%

 A co Ty wkładasz do wózka sklepowego?

Tedi

*Zdjęcie pobrałam z Pixabay

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij 🙂

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.