Chłopiec, który nie chciał smoczka

Jakoś całkiem niedawno przeczytałam w internecie kolejny raz napisane “on sobie zrobił ze mnie smoczek”. Tak jakoś mnie wzięło na refleksję na ten temat. Uwaga! Będzie pewnie długo, nudno i jeśli nie macie dzisiaj humoru na matczyne wywody, przejdźcie do innego wpisu ;-). O! Na przykład tego o seksie :-D.

Smok ssał smoczka 2 lata i 3 miesiące. Odstawienie go miało być dramatem. Obyło się bez wywołania drugiej wojny światowej.

Młodszy miał za sobą wielokrotne próby wpakowania do buzi smoczka. Żaden się nigdy nie przyjął. Maluch był 20 miesięcy na mleku z piersi w dzień i w nocy.

Dwie totalnie różne historie. Dwoje totalnie różnych dzieci.

Po dość długim według mnie używaniu smoczka przez Smoka, wydawało mi się, że lepiej dziecku smoczka nie dawać. I taki był pierwotny zamiar przy Młodszym. Moje zamiary sobie, a prawdziwe życie sobie. Szybko okazało się, że Młodszy ma gigantyczną wręcz potrzebę ssania. Niestety mimo naszych usilnych prób wsadzenia mu do dzioba czegokolwiek innego niż moja pierś, nic się nie przyjęło.

W ten sposób Młodszy ssał nieustannie… moją pierś. i tu miałabym napisać sławne “zrobił sobie ze mnie smoczka”, ale od razu napiszę, że nigdy tak nie powiedziałam, więc pisać też nie zamierzam.

Przede wszystkim stwierdzenie “zrobił sobie ze mnie smoczka” jest bardzo negatywnie nacechowane. Odnoszę wrażenie, że dziecko z premedytacją i planami co najmniej na zawładnięcie świata, zdecydowało, że uprzykrzy życie swojej mamie. Myślicie, że taki noworodek chce nam uprzykrzyć życie?

No nie za bardzo…

Niemowlę ma pewne potrzeby, które my – rodzice powinniśmy mu zapewnić. Każdy noworodek jest inny i każdy ma inne potrzeby. Jeden lubi się przytulać, inny nie za bardzo. Jeden lubi muzykę, inny reaguje na nią nerwowo. I tak samo jeden noworodek ma silną potrzebę ssania (ssania, które oprócz zaspokajania głodu, uspokaja), inny mniejszą. Jeden noworodek zaakceptuje smoczka, inny nie.

Pozwólmy wreszcie dzieciom różnić się od siebie!

Stąd jeden maluch będzie sobie robił z mamy smoczka a inny nie. Nie nie znaczy to, że ten pierwszy jest źle wychowany lub z piekła rodem co najmniej. Po prostu taki ma charakter. Pogódź się z tym!

Czy częste ssanie piersi to coś złego?

Nie! Dziecko powinno ssać wtedy, kiedy chce i wtedy, kiedy tego potrzebuje. Częste ssanie nie spowoduje:

  • problemów z piersiami
  • złego zachowania dziecka
  • problemów z odstawieniem się dziecka od piersi
  • brzydkiego wyglądu piersi
  • problemów z dziecięcym zgryzem
  • problemów z rozwojem mowy u dziecka

Jedyne co częste ssanie może spowodować, to:

  • wykształcenie się głębokiej więzi między matką a dzieckiem
  • lepszy rozwój psychiczny dziecka
  • frustracja u mamy z powodu niemożności oddalenia się od dziecka

Pomijam wszelkie zalety długiego karmienia piersią, bo tu jeszcze dochodzą zdrowotne wpływy w postaci na przykład mniejszego ryzyka cukrzycy u dziecka i raka piersi u mamy.

Celowo jednak napisałam o frustracji, bo to jest główny powód tego, że kobiety często szybko kończą karmienie piersią dzieci, które potrzebują dużo ssać i właśnie z rozpaczą wypowiadają “on zrobił sobie ze mnie smoczek”. Nigdy nie zapominajmy, że mama po urodzeniu dziecka nadal jest kobietą i ma swoje potrzeby. Nie każda może i ma ochotę wszystkie te potrzeby odłożyć na potem, z powodu narodzin dziecka. Wszystkie wiemy, że macierzyństwo nie jest łatwe, ale jak do nieprzespanych nocy, brudnych włosów dochodzi jeszcze niemożliwość udania się w spokoju do ubikacji, zrobienia sobie jedzenia, czy wypicia kawy bez dziecka uwieszonego na piersi, to no cóż… Nie każda z nas musi sobie z tym radzić.

Wspierajmy, pomagajmy, ale nie nakazujmy i nie oceniajmy.

I tu właściwie mogłabym ten wpis zakończyć, ale napiszę jeszcze jedno.

Dziecko z nikogo sobie smoczka nie robi. Ono ma po prostu dużą potrzebę bliskości wyrażaną przez ssanie. To od nas zależy, co z tym zrobimy. Możemy z tym walczyć. Możemy przyjąć na siebie. Także możemy spróbować potrzebę bliskości zapewnić w inny sposób, jeśli nieustanne ssanie piersi nam nie odpowiada. 

A jak było u Was? Czy Wasze dzieci miały dużą potrzebę ssania?

Olga

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *