7 rzeczy, które denerwują mnie w ludziach od kiedy mam dziecko

Kiedyś nie zwracałam uwagi na wiele zachowań przechodniów, podróżujących i wszystkich innych ludzi, których spotykam w swoim życiu. Pewnie wielu z nich nie zdaje sobie nawet sprawy, że coś mnie denerwuje i że czasami powinni się zastanowić nad sobą. Jednak są zachowania, które doprowadzają mnie do szału lub do łez wywołanych bezradnością i zmęczeniem.

Ale do rzeczy!

1. Denerwują mnie ludzie, który widząc mnie z dzieckiem, wózkiem i siatami, próbującą jakimś cudem wejść do wysokopodłogowego tramwaju, odwracają wzrok. Nikt się nie ruszy. Ludzie patrzą tylko w swoje telefony (ach te nowoczesne technologie!) i ani im się śni pomóc. Tak jest w Polsce. Tak jest w Czeskiej Republice. Zupełnie odwrotnie niż na Węgrzech. U naszych bratnich dusz zawsze (ZAWSZE!) przynajmniej dwie osoby rzucą ci się do pomocy. Ale co się dziwić? Na Węgrzech jest dużo dzieci. Węgrzy kochają dzieci i nie boją się młodym mamom pomagać.

2. Denerwują mnie ludzie w sklepach, którzy za nic nie przepuszczą cię w kolejce. Choćby twoje dziecko wyło głośniej niż startujący samolot. Choćby twoje dziecko przechodziło klasyczny bunt dwulatka. Oni byli tu pierwsi, więc stój babo w kolejce i się męcz! Ostatnio stałam w takiej kolejce w piekarni. Smok był już głodny i zmęczony i zaczął awanturować się o bułkę. Histeria sięgała zenitu, ale nikt mnie nie przepuścił. Gdy poprosiłam, abym mogła chociaż tę jedną bułkę od razu wziąć, zostałam porażona karcącym spojrzeniem. Sprzedawczyni też miała sytuację całkowicie w nosie. Czy na prawdę ludzie lubią stać w sklepie, w którym wrzeszczy dziecko?

3. Wkurzają mnie palacze na przystankach. Czekam z dzieckiem na przystanku, a tu metr od nas staje taki jeden, wyciąga papierosa i zapala. Abstrahując od tego, że na przystankach ponoć jest zakaz palenia, to czy faktycznie tak ciężko odejść trochę dalej od dziecka na ulicy?

4. Denerwują mnie lekarze, do których nie można się dostać. Ostatnio Smokowi znowu wyskoczył na buzi czerwony placek. Lekarka rodzinna zdecydowała się dać skierowanie do dermatologa, żeby sprawdził, o co chodzi. Terminy na 3-6 miesięcy. Po 3 tygodniach zaczerwienienie zniknęło. Mam iść pokazać czystą buzię i powiedzieć, że 3 miesiące temu był w tym miejscu czerwony placek???

5. Denerwują mnie ludzie w pociągach. Najczęściej jadąc pociągiem, wchodzę ze Smokiem do przedziału dla rodzin z dziećmi do lat 3. Dosiadają się do nas różni ludzie i niektórzy zaczynają wyciągać swoje jedzenie. Jakby dzieci nigdy nie widzieli! Smok oczywiście wpada w histerię, bo jest od razu głodny, ale tego, co my mamy zjeść nie chce, tylko chce to, co je tamten pan…

6. Jak już przy jedzeniu jesteśmy, to denerwują mnie ludzie, co częstują moje dziecko czymkolwiek, bez pytania mnie o zgodę. Ostatnio jakaś baba dało Smokowi lizaka. Niespełna dwuletnie dziecko z lizakiem! Już nie wspomnę, że przecież dziecko może mieć na przykład cukrzycę.

7. Denerwują mnie zorganizowane grupy starszych dzieciaków. Takich w wieku kilkunastu lat, które masowo wpadają na plac zabaw i nie zważając na maluchy, biegają i skaczą, gdzie popadnie. Dzisiaj taki chłopak mało nie wskoczył na Smoka, bo postanowił skakać z drabinek, gdy Smok akurat przechodził. Musiałam uciekać z małym z placu zabaw, bo takich dzieciaków biegało tam ponad trzydzieści. Już nie wspominając o tym, że takie dzieciaki uwielbiają używać małe bujaczki dla maluchów. Ciekawe, jak długo te bujaczki jeszcze przeżyją?

Wiem, że społeczeństwo nie prosiło się o przyjście na świat mojego dziecka. Wiem, że ludzie najchętniej by chcieli, żebym się z tym dzieckiem zamknęła w domu i nie przeszkadzała im na ulicy. Ale to dziecko to też człowiek i pewnie gdy dorośnie będzie płacił podatki na nas wszystkich. Więc trochę szacunku też mu się należy.

A co was denerwuje w innych?

Tedi

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.

12 myśli na temat “7 rzeczy, które denerwują mnie w ludziach od kiedy mam dziecko

  • Kwiecień 14, 2015 o 3:29 pm
    Permalink

    🙂 no to po kolei 🙂
    1. nie wypowiem się bo jeżdżę autem
    2. puszczam, czasami. Bo czasami sama spieszę się do dziecka i wtedy nie ma we mnie litości. A odkąd mam dziecko jakoś nie zwracam już uwagi na płacze i krzyczące dzieci, są jak ptaki na dworze i dźwięk aut, normalne 😉
    3.popieram nie znoszę palenia w mojej obecności, zawsze zwracam uwagę jak to jest w takich miejscach
    4. dlatego korzystam z prywatnej służby zdrowia
    5. no comment – bo nie jeżdżę 😉
    6. grzecznie dziękuje i mówię, że dziecko nie je słodyczy i mówię córce, że nie można brać od obcych rzeczy
    7. Zawsze zwracam im uwagę. A jak to dzieci z rodzicami to rodzicom 😉 akurat z tym problemu nie mam 🙂

    Mnie o ironio najbardziej denerwują odkąd sama jestem matka, – inne matki święte krowy 🙂

    Odpowiedz
    • Kwiecień 14, 2015 o 9:50 pm
      Permalink

      O! Takie co idą z wózkiem wolniej niż ustawa przewiduje i to środkiem chodnika, żeby ich nie było jak wyminąć. I potem nagle się zatrzymują i oglądają wystawę sklepową… I takie co to ich dziecku, inne nie może zabrać zabawki, bo od razu przechodzą niemalże do rękoczynów.

      Odpowiedz
      • Kwiecień 15, 2015 o 4:58 pm
        Permalink

        I takie co jak powiesz coś o ich dziecku, co nie jest oddą czy pieśnią do ich zajebistości, to głowę mają ochotę ci urwać 😉

        Odpowiedz
  • Kwiecień 14, 2015 o 10:27 pm
    Permalink

    1. Denerwuje mnie to niemiłosiernie. Choć raz zdarzyło się, że starszy pan ustąpił miejsca mojemu sześcioletniemu dziecku. Byłam w szoku i wybełkotałam, że my tylko dwa przystanki jedziemy na co pan z uśmiechem powiedział: To później sobie usiądę 🙂

    2. Ponieważ w 99% zakupy robię z dziećmi to przepuszczam rzadko chyba, że widzę, że czyjeś dziecko dostaje szału, albo ktoś ma zamiar kupić zaledwie 1-2 rzeczy.
    3. Popieram. A odkąd mój mąż nie pali wkurza mnie to jeszcze bardziej.

    4. Pozostawiam bez komentarza, po co się denerwować 🙂

    5. Nie jeżdżę to nie wiem 🙂
    6. Nie razi mnie to, ale to może dlatego, że moje dzieci od zawsze jakimś cudem wszystkie słodycze jakie dostają albo natychmiast dają mi do wglądu, albo ładują do barku i wtedy robię selekcję 🙂
    7. Doprowadzają mnie do szału 🙂

    Dodałabym do tego zestawienia, że do szewskiej pasji doprowadzały mnie zaparkowane masowo na chodnikach samochody tak, że wózkiem nie dało się przejechać. Ponieważ już nie korzystamy z wózka, denerwują mnie mniej 🙂

    Odpowiedz
    • Kwiecień 16, 2015 o 8:31 am
      Permalink

      Ja też kiedyś przepuściłam w kolejce mamę z malutkim, płaczącym wtedy berbeciem. Sama byłam w tym sklepie ze Smokiem, który akurat nie narzekał ;-).
      Jeszcze przypomniało mi się, że denerwują mnie ludzie, co pod supermarketami stają na miejscach dla rodzin z dziećmi… a nie mają w samochodzie dzieci.

      Odpowiedz
  • Kwiecień 22, 2015 o 6:43 pm
    Permalink

    Dzieci nie mam, a że mieć nie zamierzam, więc wątpię, by mi się zmieniło, ale tak patrząc na Twoje punkty…
    1. Polacy pomagają, uważam, że jesteśmy otwartym i pomocnym narodem ;). Wiele razy taszcząc torby, walizki itp., nie dawałam sama rady i prosiłam o pomoc – nigdy mi się nie zdarzyło, by ktoś odmówił. W Szwecji, gdzie teraz mieszkam, nie odważyłabym się prosić o pomoc, bo kobiety takie równouprawnienie wywalczyły, że pewnie każdy facet by mi powiedział, że powinnam sobie radzić sama. Ale w Polsce jest dużo lepiej – wystarczy prosić, a nie oczekiwać ludzi (a już zwłaszcza facetów 😉 ), by się domyślili…
    2. Ja tam zawsze ustępuję dla świętego spokoju, bo na wrzeszczące dzieci mam alergię. Ewentualnie, gdy widzę, że matce z dzieckiem długo zejdzie, to odkładam swoje zakupy i idę gdzie indziej. Ale o ile nie ma kasy z pierwszeństwem (gdzie bezdyskusyjnie kasjerka powinna taką matkę z dzieckiem poprosić), jestem w stanie też zrozumieć, że komuś sie np. spieszy i woli przez chwilę znosić wrzask, ale jak najszybciej się ulotnić.
    3, Wkurza mnie też, choć dzieci nie mam. Myślę, że szlag trafia wszystkich niepalących 😉
    4. Tylko prywatna opieka zdrowotna. Państwowa służba zdrowia jest jaka jest, a dzieci i tak czekają dużo krócej niż dorośli.
    5. To w życiu by mi nie przyszło do głowy, ale też nie wyobrażam sobie podczas kilkugodzinnej podróży nic nie jeść, bo dziecko współpasażera może chcieć zjeść to, co ja. Wychodzę z założenia, że dopóki moje jedzenie nie wydziela zapachów irytujących współpasażerów, do jedzenia mam najzwyczajniej w świecie prawo.
    6. Tego sobie nie wyobrażam. Za dziecko odpowiadają rodzice i tylko oni lub za ich zgodą można coś dziecku dać.
    7. Cóż, nastoletni chuligani są wszędzie i w takiej sytuacji pozostaje chyba tylko dzwonić na straż miejską lub policję, bo to przecież niszczenie mienia.

    I nie, nie uważam, że powinnaś się zamykać z dzieckiem w domu – wręcz przeciwnie, dziecko trzeba nauczyć funkcjonowania w społeczeństwie. Ale wychodząc gdzieś z nim staraj się też przypomnieć sobie tak jak myślałaś wcześniej i zaakceptuj fakt, że spora część społeczeństwa myśli właśnie tak 😉
    Pozdrawiam z zimnej Szwecji, gdzie dzieci się bardzo kocha, a wcale nie traktuje się ich ani ich matek wyjątkowo 😉

    Odpowiedz
    • Kwiecień 22, 2015 o 8:39 pm
      Permalink

      Zupełnie nie chodziło mi o “wyjątkowe” traktowanie. Tak samo ustąpiłabym w kolejce, gdyby ktoś się źle czuł. Zdarzyło mi się nawet przepuścić faceta, bo miał jedną rzecz, a ja cały koszyk. Większość z tych rzeczy można podciągnąć do wielu sytuacji: do osób starszych, do kobiet w ciąży, do kogoś, kto się źle czuje. No może poza tym jedzeniem ;-).

      Odpowiedz
  • Listopad 3, 2015 o 2:28 am
    Permalink

    Nie mam dzieci i tez nie zamierzam mieć ale
    1.To już pretensje do panów, chociaż osoby z wózkami powinny korzystać tylko z niskopodłogowych pojazdów bo one są do tego przeznaczone, mnie znowu denerwuje jak do przepełnionego tramwaju/autobusu gdzie jest naprawdę ścisk baba z wózkiem i dzieciakiem próbuje się wcisnąć mimo że widzi że nie ma miejsca.
    2.Są kasy pierwszeństwa, w zasadzie jak miałabym dużo zakupów a kobita z dzieckiem mało i szybko by się wyrobiła to puściłabym, ale jak mam jedną lub kilka rzeczy bo w zasadzie nie robię dużych zakupów to wtedy sory ale nie.
    3.Mnie też denerwują, może nie dym ale jak kawałek z tego papierosa wiatr zdmuchnie na mnie.
    4.To akurat wszystkich denerwuje bez względu na to czy mają dzieci czy nie.
    5.Tu się nie zgodzę bo sama często jem w komunikacji miejskiej, zwłaszcza jak rano idę na uczelnię i nie zdążę w domu zjeść śniadania to jem w autobusie i mam gdzieś czy komuś to przeszkadza czy nie, ale nie spotkałam się z przypadkiem żeby jakieś dziecko w autobusie powiedziało że chce zjeść to co ja, więc niezły aparat z Twojego synka 🙂
    6.To ja akurat dzieciom nic nie daję, jak byłam mała to mama powtarzała mi bez przerwy żebym nie brała niczego od nieznajomych jak będą mnie chcieli poczęstować.
    7.Jak miałam 13 lat to chodziłam ze znajomymi na plac zabaw na osiedlu, myślę że każdy ma prawo z niego korzystać, ale jak będzie ktoś niszczył coś lub zagrażał bezpieczeństwu innym to wystarczy zwrócić mu uwagę. Najgorszy plac zabaw z dzieciństwa dzisiaj już nie istniejący był taki że kręcili się po nim alkoholicy itp. Mama nie pozwalała mi tam chodzić.

    Odpowiedz
    • Listopad 3, 2015 o 7:52 pm
      Permalink

      Niestety nie na każdej linii można skorzystać z tramwaju niskopodłogowego. W takim Budapeszcie niskopodłogowe tramwaje są od niedawna i to tylko na bardziej “turystycznych” trasach. Tak samo nie każdy sklep ma kasę dla uprzywilejowanych. Podałam tutaj akurat przykład z piekarnią (przy dobrych potrafią być długie kolejki), a nigdy nie widziałam jakiejkolwiek kasy dla uprzywilejowanych w piekarniach. Co do jedzenia w pociągu, to widocznie nie miałaś do czynienia z takim 1,5 rocznym dzieckiem. Dwulatkowi już sporo wytłumaczysz, ale 1,5 roczne dzieci jeszcze nie ogarniają wszystkiego. Prościej jest nie prowokować nieprzyjemnych sytuacji i zwyczajnie się zapytać, albo wyjść na chwilę z przedziału. ja tak zawsze robiłam, gdy w przedziale było małe dziecko.

      Odpowiedz
  • Sierpień 21, 2016 o 11:04 am
    Permalink

    1. Matka nie jest pępkiem świata, jak ja wchodzę z siatkami, zakupami do tramwaju autobusu to czy ktoś mi pomaga? NIE! Więc dlaczego matki mają mieć inne przywileje? Z jakiej to racji? Kobieta z siatką, to kobieta z siatką, nie ważne czy ma dzieci czy nie. Nie najbardziej irytuje jak widzę kobietę wchodzącą z wózkiem do autobusu z zieckiem na ręku, a w wózku zamiast dziecko siatki. I taka czeka żeby ustąpić jej miejsce! Kupiłam bilet i zamierzam jechać siedząć! Więc nie! Co innego kobieta w zaawansowanej ciąży, któ®a stoi z ciężarem w brzuchu.. Wtedy owszem – zawsze puszczam!

    2. Tak zdecydowanie wolę słuchać wrzeszczących dzieci niż przepuszczać kogoś w kolejce.. no chyba, że to kobieta w zaawansowanej ciąży! Ktorej jest rzeczywiście cieżko stać na nogach, a nie ktoś kto nie potrafi dzieckiaka wychować odpowiedni i które wrzeszczy. Zawsze można zrobić zakupy online!

    3. Tak też mnie to wkurza… i zawsze takim zwracam uwagę!
    4. Z lekarzami jest tak, że każdy ma swoją kolej. Jak nie można się dostać to proponuje wykupić prywatną opiekę.. Dzwonisz i jedziesz do lekarza.. problem z głowy!
    5. No przepraszam, każdy ma prawo jeść co mu się podoba w pociągu. Jak nie pasuje to proponuje jeździć samochodem! Albo przyzwyczaić się do tego! Każdy ma prawo do tego. Jak w ogóle może komuś to przeszkadzać?

    6. Jasno można powiedzieć – proszę nie dawać dziecku jedzenia – problem z głowy! Nie chodzi o grzeczność, a o wyrażenie swojej opinii. Nikt nie ma prawa dawać dziecku czekogolwiek bez zgody rodzica!

    7. Tak jak z pociągami. Każdy ma prawo tam przebywać. To że się posiada dziecko nie oznacza, że odrazu cały świat ma być na własność matki i cały świat musi się do niej dostosować, lub ma wyłączność na place zabaw, pociągi itd.. Być może tak samo myślą te starsze dzieci o twoim dziecku nie pomyślałaś? Kazdy chce się pobawić.. Oczekujesz empatii, a sama jej nie dajesz!

    Jeżeli to wszystko przeszkadza, można wybudować sobie dom, kupić auto i problem będzie z głowy… a jak nie stać.. to cóż trzeba się do tego przyzwyczaić, bo użalanie się nic nie da!

    Świat nie ma nic do tego,że posiadasz dziecko.. Cudowne jest mieć dziecko, ale skoro oczekujesz szacunku dla niego to sama dawaj szacunek innym dzieciom i ludziom obok ciebie. Czytając to jestem oburzona, że można być taki człowiekiem i najlepiej oczekiwać, że wszyscy będą robili wszystko – bo ktoś ma dziecko…

    Odpowiedz
  • Październik 9, 2016 o 9:44 pm
    Permalink

    W Polsce nie ma nagminnej nieuprzejmości. Jesteśmy bogatym, rozwiniętym krajem Zachodu, a co za tym idzie, społeczeństwo jest uprzejme i fajne.

    Odpowiedz
  • Styczeń 25, 2017 o 5:56 pm
    Permalink

    2. a pomyślałaś czasem, że może oni się gdzieś spieszą, może też do swoich dzieci a może są po 12 godzinnej zmianie w pracy i mają głęboko .. że Twój dzieciak akurat w tym momencie chce bułkę? i może nie przepuszczają Cię również dlatego, że są zmęczeni a czekając muszą słuchać wrzasków Twojego dziecka?
    4. rozumiem, że inni pacjenci, w tym również dzieci, mają czekać bo Twoje jest ważniejsze? jeżeli już to pretensje do nfz’tu , nie do lekarzy.
    5. co z tego że jedzą? ponownie, jeśli ktoś wraca z pracy, uczelni czy czegokolwiek i jest śmiertelnie głodny ma nie jeść bo Twój dzieciak wpada w histerię? to nie tych ludzi wina, że Twoje dziecko się drze.
    6. ktoś chciał być po prostu miły, szczególnie skoro piszesz, że Twoje dziecko domaga się czyjegoś jedzenia. wystarczy kulturalnie podziękować, a małemu starać się tłumaczyć. tak, może wpadnie 100 razy w histerię, ale w końcu się nauczy.
    7. niestety nie tylko najmłodsze dzieci używają placu zabaw i właśnie po to takie maluchy chodzą tam z rodzicami

    zanim napiszesz post wyjeżdżając na innych ze swoimi roszczeniami, może warto się najpierw zastanowić nad sobą? bo dla innych Twoje dziecko nie jest pępkiem świata, warto to czasem zauważyć i pomyśleć o szacunku dla nich, szczególnie w miejscach publicznych.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *