7 powodów do płaczu matki

Nigdy nie byłam osobą płaczliwą. Nie byłam z tych, co to się rozklejają przy każdej okazji i nie byłam z tych, co płaczą na pogrzebach. Chociaż muszę przyznać, że łzy potrafię wywołać w sekundę. Prawie jak krokodyl. Jednak macierzyństwo zmienia w człowieku wiele. Nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że wszystko. Takie łzy przestają już być krokodyle, a zaczynają być prawdziwe. A powodów do płaczu jest wiele!

1.Początki macierzyństwa łączą się już z okresem przedporodowym. Jeszcze dziecko nie jest na świecie, a już jesteś matką z prawdziwego zdarzenia. Nie wysypiasz się, bo maluszek uciska ci na pęcherz/żołądek/wątrobę/wszystko na raz. Twoim głównym strojem stał się dres, bo w nic innego i tak się nie mieścisz. Ryczysz na każdym kroku. Bo druga połówka nie przyniosła ci świeżych truskawek (co z tego, że jest styczeń). Bo zobaczyłaś malutkiego psa (te oczka i ten mały nosek!). Bo nie możesz sama zawiązać sobie butów. Płaczesz, bo jesteś w ciąży i do końca nie jesteś wstanie stwierdzić, czy to ze szczęścia, czy z przygnębienia. Z jednej strony wiesz, że niedługo urodzi się idealny mały człowiek. Z drugiej strony widzisz w lustrze, że wyglądasz jak jakiś wieloryb.

2.Pierwsze tygodnie po porodzie są trudne. Z jednej strony burza hormonów. Z drugiej małe, ciągle głodne i ciągle płaczące niemowlę, którego obsługi dopiero się uczysz. Nic dziwnego, że czasami płaczesz razem z nim. Ponoć w kupie raźniej. Jaki jest powód tego płaczu? Hormony? Nowa sytuacja? Rozstępy? Kto potrafi zrozumieć kobietę w połogu?!

3.Najpierw masz dość. Potem masz dość jeszcze bardziej. Czasem zastanawiasz się, jak się nazywasz. I nagle twoje dziecko staje się tak duże, że zaczynasz płakać ze wzruszenia, gdy widzisz noworodka, albo małe niemowlę. Już wiesz o co chodzi. To dokładnie to samo uczucie, które opanowało cię zanim postanowiłaś mieć pierwsze dziecko. Tak, chcesz mieć drugie maleństwo. Płaczesz, chociaż nie wiesz czy się cieszyć, czy się bać. Niech szlag trafi wszystkie reklamy pampersów, lekarstw, czy jedzenia dla najmłodszych.

4.Nie oglądam reklam. W ogóle nie oglądam telewizji. Nie mam na to czasu. Ale zdarza się, że jestem gdzieś, gdzie akurat telewizor jest włączony. Kątem oka widzę reklamę i… ryczę potem dobre pół godziny. Do płaczu ostatnio doprowadzają mnie zwłaszcza reklamy Allegro. Sadysta chyba je wymyślał.

5. Do łez doprowadza mnie także bezsilność. Już dwa lata próbuję upiec idealne ciasto dyniowe i za nic mi wyjść nie chce. Sprawdzałam już ogromną ilość różnych przepisów. Nic z tego. Jak wychodził zakalec, tak wychodzi zakalec. Nie wiem, co robię źle. I tak raz na jakiś czas postanawiam wykonać kolejną próbę i potem łzy mi lecą nad tym zakalcem. Chociaż pocieszam się, że przynajmniej biszkopt wychodzi mi idealny.

6. Podstawowym atrybutem mamy małego dziecka jest kubek z kawą. Tu też niestety znajdzie się powód do płaczu, ponieważ czasem ta kawa się wyleje. Co tam, że wylała się właśnie na jakieś ważne dokumenty! Zmarnowała się kawa! Napój niemalże ratujący życie. Beczysz też, bo gdy całkowicie opadasz już z sił, znajdujesz kilka łyków kawy w kubku z rana. Tym razem płaczesz ze szczęście.

7. A najbardziej i najczęściej płaczesz, gdy po ciężkim dniu widzisz swoje dziecko śpiące w łóżeczku. Taki mały cud, który bywa trochę męczący i wyczerpuje resztki pokładów twojej cierpliwości, ale jest najbardziej idealnym dziełem, które stworzyłaś. Tym razem to są łzy szczęścia.

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij 🙂

facebook-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icontwitter-icon

Olga Vitoš

Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Ciągle muszę coś roboć. Jestem mamą, doulą i kobietą, która uwielbia działać. Wspieram kobiety w okresie okołoporodowym a także po stracie dziecka. Prowadzę warsztaty dla kobiet w ciąży i dla rodziców. Jestem prezesem Fundacji Kocham Zapinam, dzięki której promuję bezpieczne przewożenie dzieci w samochodach. Maluję, tłumaczę z języka czeskiego oraz tworzę książki dla dzieci. Jestem także jednym z twórców akcji #MaluchyNaBrzuchy.