Nie zawsze ma się to, czego się chce…

Posted on Posted in Blogowe, Budapeszt i Węgry

W życiu niewiele miałam rzeczy, chwil czy ludzi za którymi tęskniłam. Jako nastolatka przeprowadziłam się z dużego miasta na wieś. Nie tęskniłam za tym miastem zbytnio. Trochę wkurzały mnie dojazdy i to, że wszędzie miałam daleko, ale miało to także swoje plusy (np. wychowawczyni sama usprawiedliwiała mi nieobecności, czy spóźnienia). Miałam też kilka przyjaciółek, które także okazały się być marnymi przyjaciółkami i kontakt nam się urwał (w bardziej lub mniej przyjemny sposób). Nie tęsknię i nie tęskniłam za nimi. Kiedyś zniknęła moja ulubiona spódnica. Nie dość, że ulubiona, to jeszcze bardzo modna wtedy, a trzeba pamiętać, że na przełomie lat 90. i 2000 modne ubrania nie były czymś powszechnym. Do dzisiaj nie wiem, co się z nią stało. Było mi żal, ale nie tęskniłam długo. Jednak jest jedno miejsce za którym tęsknie już od ponad 2 lat.

Budapeszt

Uwielbiałam żyć w tym mieście mimo że bywały chwile dość trudne. Czasem nienawidziłam Węgrów. Czasem do szału doprowadzały mnie tamtejsze urzędy. Czasem tęskniłam wtedy za kawą z moją mamą czy za plotkami z przyjaciółką (skype to jednak nie to samo co plotki na żywo).

Jednak to miasto idealnie mi pasowało. Duże, piękne, rozległe i ze wspaniałą duszą! Miasto, które nigdy nie spało, ale jednak nie było głośne. Miałam tam swoje miejsce. Ulubione restauracje, ulubione cukiernie i ciastkarnie. Miałam ulubioną dzielnicę z ulubionym parkiem. Piłam ulubioną kawę ze Starbucksa (teraz nie mam nigdzie w pobliżu Starbucksa). Miałam swój ulubiony McDonald, do którego chodziłam na równie dobrą kawę. Miałam ulubione sklepy, ulubione ciucharnie. Wspaniałą panią pediatrę, która przyjmowała mnie zawsze, gdy była taka potrzeba.

Były wyjścia ze znajomymi do ulubionej knajpki. Była ulubiona budka z Kürtőskalács.

Były też ulubione place zabaw, ulubiony targ i ulubiona budka na tym targu, w której zawsze kupowałam najlepsze warzywa i owoce. Sprzedawczyni już mnie znała i zawsze zachwycała się małym Smokiem. Pochodziła z Chorwacji. Zawsze wybierała mi ładniejsze pomarańcze i dorzucała coś dla synka.

Miałam już tam poukładane życie. Marzyłam o własnym mieszkaniu, albo domu na obrzeżach. Miałam znajomych. Budapeszt też uwielbiałam za idealny klimat. Nie było tam zbyt zimno. Ostra zima? Tam jej praktycznie nigdy nie było. No dobra, znajomy mi opowiadał o mroźnej zimie kilka lat wcześniej, ale ja takie tam nie zaznałam. W lecie było upalnie, ale sucho. Pogoda prawie zawsze była ładna. Deszcz jakoś rzadziej padał.

Wszędzie otaczały mnie piękne budynki, piękne ulice i drzewa.

I tylko czasem się zastanawiam, czy nie idealizuję tego Budapesztu za bardzo. W końcu sama chciałam wrócić do Polski. W końcu jedną zimę przepłakałam w poduszkę, że nie chcę tam żyć. Cóż, chyba doceniamy coś, co mamy dopiero, gdy to stracimy…

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło 🙂

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

  • W Budapeszcie jest cudownie. Byłam kiedyś, ale zakochałam się tak samo jak Ty. Chętnie zamieszkałabym tam

    • Ja bym najchętniej tam wróciła, ale już na stałe 🙂

  • Książka Do Plecaka

    Jadę tam w czerwcu 🙂

    • Zazdroszczę :-). Ja planuję na wiosnę, ale nie wiem jak to będzie z dwoma maluchami.

  • Piękny Budapeszt 🙂

  • Ja o mały włos nie dostałabym pracy w Budapeszcie..Niestety nie udało się, a już oczami wyobraźni widziałam, jak idę w jakieś wspaniałe miejsce na poranną kawę…

    • Kawa w Budapeszcie jednak smakowała najlepiej 😉

  • piękne miejsce i faktycznie tak jest, że zaczynamy coś doceniam dopiero wtedy gdy to stracimy, niestety…

  • marlenaphoto.wordpress.com

    Marzy mi się kiedyś odwiedzić Budapeszt 🙂
    Pozdrawiam