#GadkiMatek

Spokojnie, to tylko połóg? #GadkiMatek

Każda kobieta boi się porodu. W sumie to każda, która jeszcze nie rodziła. Po pierwszym porodzie bywa różnie. Ja po porodzie dowiedziałam się, że od samego porodu gorsza jest cała ciąża (jednak to 9 miesięcy nieustannych i denerwujących dolegliwości), a od ciąży gorszy jest… POŁÓG! 

Dlaczego połóg to mimo wszystko bardzo trudne doświadczenie? Tego dowiecie się z mojej rozmowy z Olą (Mama Lubi Eko).

Zapraszam!

Ja: Gdy byłam w ciąży z pierwszym synem byłam pewna, że najtrudniejsza cześć posiadania dzieci to poród. Tak w kwestii fizycznych problemów kobiety. Myślałam, że po porodzie to już będzie ok. Okazało się, że od porodu znacznie gorszy jest połóg, który do tego trwa 6 tygodni a niektóre problemy mogą przedłużyć się nawet przez następne miesiące. Co o tym myślisz? Połóg był dla ciebie trudny?

Ola: Dokładnie! Połóg był dla mnie (za każdym razem) najtrudniejszym etapem towarzyszącym pojawieniu się dziecka. Mimo, ze z każdym połogiem nabywałam doświadczenie, to i tak – nawet teraz po urodzeniu się trzeciego dziecka coś mnie – w negatywny sposób zaskoczyło. Choroby, baby blues, problemy z karmieniem… Co to było u Ciebie?

Ja: U starszaka były ogromne problemy z karmieniem. 10 dnia po porodzie wylądowałam znowu w szpitalu z ogromną gorączką. Prawie mi się ropień zrobił na piersi. Znowu przy Młodszym to były nieustanne choroby, które trwają do dzisiaj a przecież maluch ma już 1,5 roku. Jeszcze nigdy tak nie chorowałam. Od października 2016 brałam już 5 antybiotyków. Masakra.

Ola: Współczuję! I mnie nie ominęły problemy z karmieniem, aczkolwiek nigdy nie wylądowałam w szpitalu. Ja kilkukrotnie dostałam zapalenia piersi przy pierwszym dziecku: pojawiała się wysoka gorączka, piersi robiły się twarde jak kamień. W czasie trzeciego połogu miałam znowuż nawał mleczny. Piersi były ogromne i bolały. Na szczęście obyło się bez zapalenia piersi. Z tego co mi mówiłaś, nie udało Ci się długo karmić pierwszego dziecka, prawda?

Ja: Karmiłam tylko 4 miesiące i to odciąganym pokarmem. Mały nigdy nie zaakceptował piersi. Dlatego też tak bardzo bałam się karmienia przy Młodszym, ale tym razem poszło gładko z tym zakresie. Powiedz szczerze, czy połóg kojarzy Ci się jako wspaniały czas pełny wpatrzenia w nieustająco śpiącego maluszka? Mam wrażenie, że tak wygląda ten czas w filmach ?

Ola: Dla mnie to zupełny mit. Za każdym razem połóg, te 6 tygodnie, były dla mnie najzwyczajniej trudne. Przede wszystkim byłam bardzo zmęczona, i z tego zmęczenia – tak myślę – wynikały kolejne problemy. W I połogu miałam baby blues, zapalenie piersi i powiedzmy sobie szczerze bardzo pokiereszowane krocze po porodzie. Czułam się fatalnie. Dodatkowo nie umiałam opiekować się dzieckiem i dopiero tego się uczyłam. W drugim połogu – dostałam zapalenia wewnątrz macicy. Musiałam dłużej siedzieć w szpitalu i finalnie skończyło się na łyżeczkowaniu. W III połogu byłam strasznie chora – miałam anginę, zapalenie jamy ustnej, po tygodniu od anginy znowu się rozchorowałam. Koszmar. I trochę żal, ze nie można tak wpatrywać się w oczka dziecka i żyć w sielance. Ale dla mnie to nigdy nie była sielanka. Może dopiero pod koniec połogu wychodziłam na prostą. A Tobie – jak Ci się kojarzy połóg?

Ja: Ze starszym synem połóg był dla mnie nieustannym walczeniem o karmienie piersią. Jak się okazało bez zadowalającego skutku. Do tego pierwsze dwa tygodnie nie mogłam za bardzo chodzić i siedzieć przez szwy. Przy Młodszym było gorzej. Niby karmienie nam szlo bez problemu, ale zaraz po porodzie dostałam okropnej infekcji pęcherza, nie obyło się bez antybiotyku. Ale moje problemy z pęcherzem i tak jeszcze 9 miesięcy trwały. Dodatkowo znowu byłam bardzo poszyta po porodzie i zrobił mi się ogromny krwiak. Nikomu nie życzę mieć krwiaka w takim miejscu. Jak już udało mi się z tego pozbierać złapałam infekcję gardła. .. i tak w kółko. Jedno wyleczyłam, drugie mnie łapało.

Ola: „Rozjechane podwozie” jak to kiedyś określiła moja znajoma, miałam w czasie pierwszego połogu. Byłam opuchnięta, z krwiakiem, i nie rozpuszczającymi się szwami. Nie mogłam chodzić, nie mogłam siedzieć. Pierwsze dwa tygodnie to był koszmar. Najbardziej źle było mi, gdy przychodzono do nas, aby zobaczyć małe dziecko. Ja czułam się fatalnie. Wyglądałam fatalnie i byłam mało sprawna, a tu odwiedziny. I co by nie było, człowiek czuje się w obowiązku kogoś ugościć. I wtedy pomyślałam, że w czasie połogu naprawdę kobiecie trzeba dać spokój. Dziecku nie robi różnicy, czy ktoś je odwiedza czy nie, a kobiecie – i owszem. Potem po kolejnych porodach – wyraźnie to zaznaczałam. I myślę, że to było dobre. A jak Ty się zapatrujesz na odwiedziny w czasie połogu?

Ja: Ja z góry mówiłam wszystkim, że nie chcę nikogo widzieć przez te pierwsze dwa tygodnie. To znaczy tak mówiłam przy drugim porodzie, bo już wiedziałam, co mnie czeka. Pierwszy poród miałam w Budapeszcie i akurat gdzieś na 7 albo 8 dobę przyjechała do nas teściowa. I muszę powiedzieć, że gdyby nie ona mielibyśmy przechlapane. Już wspominałam, że w 10 dniu po porodzie trafiłam do szpitala. Synek nie mógł iść ze mną. Mąż nie mógł zostać w domu, bo miesiąc wcześniej zaczął nową pracę i nie mógł iść na zwolnienie. Teściowa zajęła się dzieckiem a mąż rano i wieczorem kursował do szpitala po mleko dla małego. Po drugim porodzie też nam teściowa dużo pomogła, bo tym razem rozchorował nam się starszy syn i to właśnie babcia wzięła go do siebie. Ja nie byłam w stanie sama się nim zająć a mąż znowu miał od miesiąca nową pracę i nie mógł wziąć wolnego ?. Ale wszyscy inni: znajomi, przyjaciele, dalsza rodzina byli zapraszani dopiero wtedy, gdy ja się ogarnęłam z sobą. Przynajmniej częściowo ?

Ola: Oczywiście – co innego pomoc w takich trudnych momentach. Ja miałam podobnie przy drugim połogu. Musiałam iść na wyłyżeczkowanie, ale zanim do tego doszło – najeździłam się do lekarzy na konsultacje. I też wtedy prosiłam o pomoc przy opiece nad synkiem. No, a te choroby? I Ty i j je przeszłyśmy. Ja teraz, tydzień po narodzinach małej złapałam naraz anginę i zapalenie jamy ustnej. Nie byłam w stanie jeść: z jednej strony potworny ból gardła, z drugiej – tak opuchnięte dziąsła, ze nawet rozgryzanie rozgotowanej marchewki sprawiało mi potworny ból. Czy to jest tak, że po porodzie tak dramatycznie spada odporność?

Ja: Nie znam żadnych badań w tym zakresie, ale dużo kobiet mi potwierdziło, że po porodzie znacznie częściej i gorzej chorowały. Mnie najbardziej przerażał ten antybiotyk. Bo jednak dziecko go też dostawało przez mleko a przecież to nie jest obojętne dla organizmu.

Ola: Niestety – czasem nie ma wyboru, albo antybiotyk, albo naprawdę poważne konsekwencje zdrowotne. Ja też jestem z tych, co na samym końcu sięgają po leki, ale jednak antybiotyków nie uniknęłam. I przy tym zakażeniu macicy, i teraz przy anginie. A jak sądzisz – te 6 tygodni po porodzie to wystarczający czas, aby wrócić do formy? Takiej jak sprzed ciąży?

Ja: Zazdroszczę tym kobietom które w tak krótkim czasie potrafią się pozbierać. Mnie zajęło to trochę dłużej. Tak naprawdę dobre 1,5 roku. Niestety w obu ciążach rozeszły mi się mięśnie brzucha i dopiero teraz po dwóch miesiącach regularnych ćwiczeń wraca to do normy. Ale w sumie mogłam zacząć ćwiczyć wcześniej ?. Dodatkowo na przykład z problemem pęcherza borykałam się 9 miesięcy. Przeszło, gdy mi cykl wrócił. Nie wiem jaką to miało zależność. ..

Ola: Oj, rozejście mięśni brzucha… Współczuję. Ja sama staram się zawsze podkreślać, np. dziewczynom które uczę jogi w czasie ciąży, aby potem skonsultowały się z fizjoterapeutą. Właśnie po to, aby sprawdzić, czy mięśnie się nie rozeszły. Ja teraz właśnie dochodzę do siebie po porodzie i ciąży i też nie uważam, aby w te 6 tygodni człowiek się zebrał. Co prawda – teraz w tym połogu pod względem np. stanu krocza było u mnie super. Co trzeci poród to trzeci poród i np. nic mi się nie stało, nie miałam nawet otarcia. No, ale np. fizycznie – wciąż czuję w ciele słabość i oj daleko mi do tego, co było przed ciążą… Słuchaj – a psychicznie? Jak oceniasz połóg? Dla mnie samej te 6 tygodni zawsze było trudne ze względu na psychikę. No bo tak – z jednej strony radość i euforia. Z drugiej jakiś taki smutek. Z trzeciej strach o dziecko. Z czwartej niezadowolenie z własnego wyglądu (no jak tak miałam)… Jak to było z Tobą?

Ja: Temat rzeka! Przy starszym synu psychicznie było u mnie bardzo słabo. Miałam bardzo silny baby blues, ale nie wykluczam, że nawet jakąś lżejszą depresję. Pół roku po porodzie potrafiłam siedzieć i płakać pół dnia. Nawet nie wiadomo o co. Jak sobie to przypomnę, to aż mam ciarki. O myślach, jakie wtedy miałam nie wspomnę. A przy tym mój starszy syn był niemowlęciem idealnym. Spał dużo i sam. Jadł co 3 godziny. Zero problemów. Po urodzeniu Młodszego sytuacja była inna. Było zmęczenie fizyczne, ale tych problemów psychicznych nie miałam prawie w ogóle. Ale uważam, że baby blues i depresja poporodowa to temat bardzo niedoceniany. Nie mówi się o tym a tymczasem wiele kobiet ma z tym problemy.

Ola: Dokładnie! Wg mnie w ogóle niewiele mówi się o połogu, o tym jak się kobieta wtedy czuje, czego potrzebuje, jak warto o siebie dbać. Wiesz, ja nawet spotkałam się – w rozmowie z dwudziestokilkulatką – która zupełnie nie wiedziała, czym jest połóg, a nawet, że coś takiego po porodzie występuje. Ja w czasie pierwszego połogu też miałam baby blues. Naprawdę – nie było mi łatwo. Pojawiała się płaczliwość, wątpienie w swoje kompetencje, niezrozumiały strach o dziecko i o jego zdrowie. Połóg jest naprawdę niełatwym doświadczeniem. Wiesz ja się zastanawiam, czy u mnie nie brało się to również stąd, ze wszystkie moje dzieci rodziły się w okresie jesienno-zimowym, pod koniec roku. To czas szary, bury. Ciężko wyjść z domu – bo albo zimno, albo pada, albo smog (jak to w Krakowie). Jest mało słońca i mało optymistycznej energii dookoła. A Twoje dzieci są z jakich miesięcy? Nastrój u Ciebie też zgrywał się z pogodą?

Ja: Właśnie starszy urodził się w czerwcu. Mieliśmy piękną pogodę do jesieni. Dodatkowo mieszkaliśmy wtedy w Budapeszcie a tam prawie nie było smogu (z tym krakowskim w ogóle bez porównania) i generalnie zima była bardzo łagodna. Mimo to ze mną psychicznie była tragedia. Młodszy urodził się pod koniec wrześnie i to już tutaj – na Śląsku, więc z nim na początku przeszłam całą tę pluchę, ciemności, smog i tak dalej. Mimo to, byłam w znacznie lepszym stanie. Ale faktycznie, pogoda na pewno ma sporo do powiedzenia jeśli chodzi o nasz nastrój.

Ola: No to widzisz – piękna pogoda a i tak psychika może siąść. A jak uważasz: co można, warto zrobić dla kobiety w czasie połogu? Może o tym powinnyśmy mówić – tak aby naprowadzać i podpowiadać.

Ja: Zdecydowanie o tym powinnyśmy powiedzieć. Kobieta w połogu potrzebuje przede wszystkim wsparcia. Mnie bardzo brakowało, że przez te pierwsze tygodnie nie było z nami mojego męża. Tak jak pisałam, akurat nie miał możliwości wziąć wolnego w pracy. Brakowało mi także bardzo prozaicznej rzeczy, czyli jedzenia. Przez pierwsze dwa tygodnie po porodzie nie byłam w stanie stać przy garach i sobie coś ugotować a potem nie miałam na to czasu. A przydałby się jakiś ciepły rosołek i może pierogi? Musiałam sobie jakoś radzić i żyłam w tym czasie na bananach i kanapkach. Dałam radę, ale na pewno nie było to łatwe. Zawsze powtarzam wszystkim kobietom, które mają niedługo rodzić, że najbardziej potrzebne po porodzie jest także wsparcie laktacyjne. I tu potrzebne są kobiety, które mają wiedzę, które potrafią pomóc. Na pewno zawsze się znajdzie chociażby jedna koleżanka. A jak nie, zawsze warto poprosić doradcę laktacyjnego. Gdybym miała takie wsparcie, możliwe że udałoby mi się karmić piersią Smoka. A jak ty uważasz? Było coś, czego tobie brakowało po porodzie?

Ola: Szczególnie w pierwszym połogu brakowało mi zrozumienia. Wiesz – czułam się źle i potrzebowałam spokoju i w tamtym momencie wystarczyłoby najzwyczajniejsza, normalna i spokojna akceptacja tego, że ja nie chcę, żeby do nas przychodzić. Z tym jedzeniem to miałam podobne odczucia – ale tu bardzo wspierała mnie moja mama, która przywoziła mi gotowe obiady. I zrobiłam sobie przed porodem zapasy w zamrażarce. Mam też podobne odczucia co do obecności męża. Tzn. mój mąż na czas porodu brał 2 tygodnie wolnego i to było super. Tylko potem był już w pracy i też było mi z tego powodu smutno. A doradca laktacyjny to faktycznie bardzo potrzebna osoba. I tutaj mi pomogła położna środowiskowa, która za każdym razem, gdy miałam nawał albo zapalenie piersi – bardzo mi pomagała. O właśnie – położna środowiskowa i połóg. Czy do Ciebie – w innych krajach – przychodziła? Jak to było?

Ja: W Budapeszcie miałam tak zwaną védőnő. to taka specyficzna funkcja, bo ona jest położną i pielęgniarką pediatryczną w jednym. Zajmuje się kobietą w ciąży i połogu oraz dzieckiem do dorosłości. Moja védőnő z karmieniem zupełnie mi nie pomogła i jedyne co pamiętam to to, że mi zakazała jeść brzoskwiń ?. Teraz miałam położną z Polski i też niestety wiedzą się nie popisała, bo uznawała wszelkie zabobony dotyczące karmienia piersią, ale za to pomogła mi przy moich problemach z gojeniem się krocza. A jak u ciebie pielęgniarka środowiskowa? Poleciłabyś ją?

Ola: Tzn. położna środowiskowa, bo to ona przychodzi po porodzie. Tak – moja była super. Nie wybieraliśmy położnej w żaden szczególny sposób – po prostu zgłosiłam się do najbliższej przychodni. I ta położna okazała się wspaniała. Przede wszystkim z ogromnym doświadczeniem. Pomagała mi za każdym razem: czy to w problemie z piersiami, czy to przy szwach, czy gojeniu się rany po porodzie. I też zawsze pomagała nam w opiece nad noworodkiem. Naprawdę – złota kobieta. A wiesz – ja bym jeszcze na koniec dodała, ze w czasie połogu dobrze, aby ktoś nauczył masować noworodka. Wybacz za tą kryptoreklamę, ale moim zdaniem to naprawdę cenna umiejętność, a masowanie to coś pięknego, intymnego i pełnego czułości. Coś, co możemy ofiarować dziecku i życzyłabym wszystkim rodzicom i dzieciom, aby mogli i to robili.

Ja: Ja myślę, że każda położna środowiskowa miałaby mieć takie umiejętności ?

Ola: Dokładne. Ale wierzę, ze idea masażu będzie coraz bardziej popularna i coraz więcej mam i ojców będzie masować swoje dzieci. Podsumowując naszą rozmowę: dla nas obu połóg to było trudne doświadczenie. I wiele zależy od otoczenia kobiety: tego czy i jakie wsparcie dostaje. A jakaś porada, złota rada dla przyszłych mam na czas połogu?

Ja: Najważniejsze to dać sobie czas i nie myśleć, że po porodzie się błędzie od razu góry przenosić.

Ola: ? wiesz, ja się cieszę, że połóg za mną. I wszystkim b dziewczynom życzę by mimo wszystko był b to dla nich przyjemny czas wypełniony tylko pozytywnymi wspomnieniami.

Ja: Dokładnie. Ja też się cieszę, że mam już to za sobą. Dzięki za bardzo pouczającą i miłą rozmowę ?

Ola: Również Ci dziękuję ?

A o połogu rozmawiałam z:

Ola Uruszczak – Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, doradca wielorazowego pieluchowania. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012 r.) i Michała (ur. 2014 r.), oraz córeczki, która lada moment przyjdzie na świat. Autorka bloga o macierzyństwie: Mama Lubi EKO (www.ml-eko.pl) i bloga o jodze: www.ola-uruszczak.pl. Jej życiowe motto to przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.”, które stara się każdego dnia wcielać w życie.

 

 

Więcej tekstów #GadkiMatek znajdziecie u mnie TUTAJ.

Olga

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon