Czy lekarze i położne mają serce. O poronieniu w szpitalu.

Posted on Posted in Poronienia nawracające

Lubię rozmawiać z ludźmi nawet na trudne tematy. Nie mogę powiedzieć, że lubię rozmawiać akurat o poronieniu, bo to jeden z tych tematów, których nie znoszę i wolałabym, aby nie istniał. Ale ten problem istnieje i dotyka wielu kobiet i mężczyzn (tak, oni też tracą dzieci!). Wychodzę z założenia, że o poronieniu trzeba rozmawiać, ponieważ taka rozmowa wielu kobietom pomaga przejść przez te trudne chwile. Z tego powodu kilku dziewczynom, które przeszły przez koszmar poronienia, zadałam ostatnio pytanie”

Czy będąc w szpitalu z powodu poronienia spotkały się z empatią ze strony lekarzy i położnych?

Może najpierw napiszę Wam, jak było w moim przypadku. Za pierwszym razem trafiłam do szpitala, gdy już było po wszystkim, ale ze względu na bardzo wczesną ciążę lekarze nie byli pewni, czy już poroniłam, czy jeszcze nic nie widać. Nie spotkałam się wtedy ze złym traktowanie lub z traktowaniem niedelikatnym, ale także nikt się mną specjalnie nie przejmował. Wtedy nie zostałam na oddziale, ale w nocy mąż przywiózł mnie tam znowu z powodu bardzo silnych bóli brzucha. Wtedy mnie już zostawili w szpitalu i na drugi dzień pewna salowa usiadła przy mnie, złapała moją rękę i powiedziała „wszystko będzie dobrze”. Nie było psychologa. Nikt się mi nawet nie zapytał, czy dobrze się czuję. Spełnili swoje zadanie od czysto medycznej strony. Tyle. Nic więcej.

Do tego samego szpitala trafiłam przy trzecim poronieniu. Niestety musiałam mieć zabieg i w związku z tym miałam przyjemność z kilkoma różnymi lekarzami. Tylko jedna lekarka wyrażała się o moim (jeszcze wtedy żyjącym dziecku), jak o człowieku. Od innych słyszałam tylko suche słowo „płód”. Nic więcej. Znowu nie było psychologa. Nikt się mnie nie zapytał, czy dobrze się czuję. Nikt nie zapytał, czy chcę zrobić badania lub pochować dziecko.

Do drugiego poronienia doszło w Budapeszcie i także musiałam trafić do szpitala. Zajmował się mną tam jedyny lekarz, który mówił po angielsku. Oczywiście nie był Węgrem. Nie wspominam tego dobrze. Potraktowali mnie taśmowo. Przyjęli, zrobili zabieg, posłali do domu. Tyle. Zero wsparcia od strony psychicznej.

Na szczęście mimo wielu złych historii można usłyszeć także te, które dają nadzieję, że w naszej służbie zdrowia pracują ludzie z sercem.

Przeczytajcie, co na ten temat piszą dziewczyny, które w tych ciężkich chwilach dostały od szpitalnego personelu potrzebne wsparcie.

Paulina:

Za pierwszym razem gdy poroniłam w szpitalu traktowali mnie jak wyrzutka. Z jakiej okazji płacze? Po co? Lekarze nic nie mówili tylko mnie opieprzali bo byłam młoda… Strasznie to wspominam. Teraz w szpitalu pełna klasa. Lekarze siadali przy łóżku i opowiadali co mogło być przyczyną, co będą robić, mały szpital a bardzo przyjazny. Każda położna przytulała i radziła dobrym słowem. Bardzo dobry szpital 🙂

Kasia

Byłam bardzo miło zaskoczona jeśli w tej sytuacji mogę to tak nazwać. Położne do rany przyłóż,
przychodziły do mnie często, nawet w nocy pytały się czy wszystko ok. Lekarze, bez wyjątku też podeszli empatycznie do sprawy, miałam wszystko wytłumaczone.

Kasia

Ja dwa razy miałam „okazje” być z powodu poronienia w Poznaniu na Polnej. Spotkałam bardzo wiele życzliwości i pomocy ze strony pielęgniarek, lekarzy itd. Nie chciałam psychologa ale i tak Pani zaglądała czy wszystko ok. Dzięki takiemu traktowaniu było lżej przejść przez te trudne chwile.

Ania:

Nie mogę narzekać. Położyli mnie w sali dwuosobowej gdzie byłam sama pierwszej nocy na noc była ze mną moja mama i mąż i nikt ich nie wygonił drugiego dnia mąż był do bardzo późna ze mną (musiał już wrócić do domu do synka) na cały personel nie mogę narzekać miłe były pielęgniarki lekarki itp 🙂

Magda:

Wybrałam szpital poza miejscem zamieszkania bo ten u mnie też jest mało ciekawy. A ja zabieg miałam w pro familii w Rzeszowie i nie narzekam-położne i lekarze byli bardzo
mili i pytali czy dajemy radę. Miałam też konsultacje z psychologiem. Pani była u mnie kilka razy. Z jej pomocy mogłam skorzystać sama z mężem lub mąż sam. Także mieliśmy wsparcie.

Karolina:

Powiem szczerze przechodziłam pierwsze poronienie niedawno, na IP super podejście, lekarka robiąca mi usg była stanowcza ale widać że współczuła, sama zaproponowała leki na uspokojenie i żeby noc przeczekać może samo się zacznie będzie lepiej dla mnie.

Uważam, że często lekarze w szpitalach zapominają, że po drugiej stronie jest człowiek, że leczą człowieka, który też czuje i cierpi.

Wszystkim dziewczynom serdecznie dziękuję za podzielenie się swoimi historiami.

Jeśli szukacie więcej informacji na temat poronień lub poronień nawracających sprawdźcie TUTAJ.

Tedi

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon

  • Miniowe Szczescie

    Wydaje mi się,że lekarze nie zapominają o ludziach – oni są po prostu bez empatii. Czasami po wielu latach pracy , mając wielu pacjentów z tym samym ‚ problemem’ nabierają twardej skóry i nic ich już nie rusza.
    Sama pamiętam jak pracowałam w szptalu jako sekretarka. Na prześwietlenie przyszedł jakiś mężczyzna z podejrzeniem raka prostaty,a z nim siedziała córka. Lamentowała i płakała,że tata umiera i ,że chce mieć szybciej raport z opisem. I pomimo tego,że jestem bardzo wrażliwa to takich pacjentów dziennie przyjmowaliśmy 20,więc człowiek chcąc nie chciał uodporniał się na ludzkie choroby i nie traktował każdego indywidualnie.
    Rozumiem jednak,że poronienie to delikatna sprawa.
    U Nas w Irlandii lekarze nie ingerują w ciążę do 12 tygodnia zostawiając wszystko w rękach Boga.
    Jeśli się poroni to niestety,ale trzeba poradzić sobie w domu samemu. Przykre….

  • Mam łzy w oczach czytając takie historie. To straszne że w dzisiejszych cywilizowanych czasach tak wiele jeszcze jest przypadków złego traktowania i braku współczucia. Smutne to…

    • To bardzo smutne. Zwłaszcza, że w tym samym momencie tak dużo mówi się o opiece nad nienarodzonymi dziećmi.

  • Strasznie smutne jest to, co musiały przeżyć niektóre dziewczyny 🙁

    • Niestety życie nie jest wcale proste.

  • Współczuję wszystkim kobietom, które musiały przez to przechodzić… smutne, że są lekarze i położne które nawet w takich chwilach nie wykazują chociażby odrobinę empatii i wiem, że jest wiele takich miejsc w Polsce – niestety!

  • Strasznie to smutne 🙁

  • Tak to jest chyba ogólnie z lekarzami i dotyczy nie tylko tego przykrego tematu. Ja się już z dzieckiem po wielu szpitalach ujeździłam i spotkałam się z najróżniejszym podejściem – od totalnego braku profesjonalizmu i życzliwości, do takiej serdeczności i wsparcia, że byłam aż w szoku. Zauważyłam, że wiele zależy od ordynatora danego oddziału, jeśli jest miły, dobry i profesjonalny, to i taki ma przeważnie personel.

    • Dobrze wiedzieć. U nas niestety szpital się już szykuje, chociaż mam cichą nadzieję, że obejdzie się jakoś bez tej wątpliwej przyjemności…

      • Ojej :/ Zdrówka i trzymam kciuki, żeby jednak Was to ominęło!

  • Sama poroniłam. Dla lekarza, czy położnej to jest chleb powszedni. Jak rozmawiałam z pielęgniarką oni mają takich przypadków nawet 30 dziennie – w ramach wszystkich innych obowiązków – nie mają czasu na „empatię” niestety. Wszystko oczywiście zależy od człowieka, jednak gdy mi na pocieszenie położna powiedziała, że ma pacjentkę która poroniła 14 raz – uważam że lepiej było mi bez tej wiedzy…
    Mnie bardziej boli brak poinformowania pacjentki o jej prawach. Pisałam o tym u siebie. Kobiecie która poroniła, należy się skrócony macierzyński, odszkodowanie jeśli była ubezpieczona, powinna mieć możliwość pochówku. Kobiety nie wiedzą o tym. Nikt ich o niczym nie informuje – i to faktycznie jest straszne 🙁

    • Niestety taka jest prawda. To straszne, że się właśnie o tym nie informuje. Przy pierwszych dwóch razach nie miałam pojęcia, że kogę pochować. Przy ostatnim już wiedziałam, ale tylko dlatego, że sama sobie o tym przeczytałam w internecie.