Po godzinach

Czy aborcja jest ok?

W ostatnich dniach rzuciło mi się w oczy hasło „Aborcja jest ok”. Nie wchodźmy w szczegóły kto, co i dlaczego napisał. Nie o tym będzie ten wpis. Będzie za to o aborcji. Co ja sądzę o aborcji? Napiszę Wam to od razu. Jestem jej całkowicie przeciwna.

Tak, dobrze przeczytałaś.

Jestem przeciwna aborcji, mimo że brałam udział w czarnym proteście. Nie brałam udział w proteście, aby zalegalizować aborcję. Chciałam, aby kobiety miały prawdo decydować. Ale decydować trzeba umieć.

Na razie Wam nic więcej nie napiszę. Przytoczę tylko opowieści dwóch kobiet. Dwie zupełnie różne historie, ale temat kręci się wokół słowa „aborcja”.

Niewypowiedziana tragedia

Paulina (imię zmienione) ma 34 lata. Jest wysoką i piękną brunetką. Ma męża i trójkę dzieci: 6, 4 i 2 latka. Jest szczęśliwa. Dużo się uśmiecha. Gdy siadamy przy kawie, uśmiech schodzi z jej ust.

Wiesz, tamte czasy pamiętam jakby to był tylko jakiś horror, który oglądam w telewizorze. Tak, chodzę do Kasi na grób, ale staram się nie robić tego za często. Nie chcę zwariować. Mam przecież dla kogo być normalną. Kasia, tak daliśmy jej na imię. Na cześć mojej prababki, która była wspaniałą i silną kobietą. Wychowała aż 15 dzieci! Ale nie o mojej prababci chciałaś rozmawiać. Pierwszą ciążę poroniłam w piątym tygodniu. Klasyczny przypadek. Na teście pojawiły się dwie kreski, ale po kilku dniach zaczęłam krwawić. Kilkanaście godzin później było już po wszystkim. Na szczęście szybko potem zaszłam w kolejną ciążę. Bałam się bardzo, ale dzidziuś rósł dobrze, serduszko biło a krwawień nie było.

No i nadszedł dzień genetycznego USG. Byliśmy bardzo podekscytowaniu. Na drugi dzień chcieliśmy wszystkim ogłosić, że będziemy mieli dziecko. Tymczasem mimo naszego entuzjazmu, lekarka, która robiła usg od samego początku miała poważną minę. Marszczyła czoło i wpatrywała się uważnie w monitor. Przestraszyłam się i zapytałam tylko, czy dziecko żyje. Usłyszałam, że tak, serce bije. Potem lekarka zadzwoniła po innego lekarza. Teraz już we dwoje wpatrywali się w monitor, a ja z mężem byliśmy co raz bardziej przerażeni. Diagnoza była jedna – bezmózgowie. To zawaliło nasz idealny wtedy świat. Dobrze, że mąż był ze mną, bo nie wiem, jak inaczej wróciłabym do domu. Nazajutrz pojechaliśmy do innego gabinetu, aby sprawdzić, czy tamci się nie mylili. Potem odwiedziliśmy jeszcze dwóch innych lekarzy. Wszyscy byli jednomyślni. Dostaliśmy wybór: albo urodzę teraz, albo poczekamy do końca ciąży. Ale dziecko nie ma szansy przeżyć bez względu na to, jaką opcję wybierzemy. Wybraliśmy pierwszą możliwość. Nie mogłam wyobrazić sobie, że będę chodziła z rosnącym brzuchem, a wszyscy będą radośnie pytać „chłopiec, czy dziewczynka?”. I co ja miałam im mówić? Że to bez znaczenia, bo i tak nie przeżyje porodu?

Paulina zwiesza głowę. Pije łyk kawy. Na chwilę przybiegają dzieci i pokazują swoje rysunki.

Nie wiem, jakim cudem zdecydowaliśmy się na następną ciążę. W tamtym momencie byliśmy zdruzgotani. Teraz jest lepiej. Czy jakbym teraz stała jeszcze raz przed tym wyborem, wybrałabym inaczej? Nie wiem. Nikomu nie życzę być w takiej sytuacji.

Wbrew wszystkim

Magda (imię zmienione) na 26 lat i ośmioletniego, bardzo mądrego synka. Jest pierwszym uczniem w swojej klasie, uwielbia czytać książki i grać w piłkę. Ojciec chłopca nie mieszka z nimi. Przysyła pieniądze, ale rzadko widuje się z synem.

To było tak dawno temu, że już prawie nie pamiętam. Byłam taka młoda. Pół roku przed własną osiemnastką dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Wpadłam w panikę. Co rodzice powiedzą? Co ze szkołą? Jak ja potem schudnę? Aż mnie śmieszy, że w tamtym czasie moim problemem było to, że ciąża zniszczy mi figurę (śmieje się). Chłopak, z którym zaszłam w ciążę, był ode mnie 5 lat starszy, obiecywał złote góry, ale jak dowiedział się o ciąży z wszystkiego się wycofał. Stwierdził, że muszę iść na zabieg. To był dla mnie szok. Jaki zabieg? Przecież to jest nielegalne! Legalne, czy nie legalne, on chciał mi wszystko załatwić i wspaniałomyślnie zapłacić wszystkie koszty. Nie zgodziłam się.

Poszłam do rodziców. W końcu i tak się dowiedzą. Niestety z ich strony usłyszałam to samo. Nie możesz mieć teraz dziecka. Co z Twoim życiem? Co ze szkołą? Znowu zaczęli mówić o zabiegu. Nikt nie używał prawdziwej nazwy, jakby ona zupełnie nie istniała, a przecież właśnie wszyscy planowali poddać mnie aborcji. Chcieli zabić nienarodzone dziecko. W imię czego? Skończonych studiów? Nieskazitelnej figury? Przepłakałam wtedy dwie noce i gdy już wydawało mi się, że nikt mi nie pomoże, pomocną dłoń wyciągnęła moja babcia. Co jak co, ale ja zamordować żadnego dziecka nie pozwolę – twierdziła babcia. Wzięła mnie do siebie, pomogła ze wszystkim. Mateusz urodził się perfekcyjny. Ja skończyłam szkołę, zdałam maturę. Gdy Mateusz miał 3 lata, poszłam do pracy i zaczęłam studia zaoczne. Teraz mam dyplom magistra. Wszystko to osiągnęłam dzięki sobie i dzięki pomocy babci. Teraz patrze na mojego synka i nie mogę uwierzyć, że moi najbliżsi chcieli się go pozbyć.

Dwie zupełnie różne historie, a dają do myślenia. Nie napiszę Wam w tym wpisie, dlaczego jestem przeciwna aborcji. To nie ma znaczenia. Aborcja jest trudnym tematem, o którym należy rozmawiać. I ja nie zamierzam milczeć.

Olga

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon