Ciąża i poród

Trzeci trymestr ciąży

Ciąża ma to do siebie, że kiedyś musi się skończyć. Skończyła się i u mnie szczęśliwym choć nie takim łatwym porodem (o tym będzie innym razem). Teraz jesteśmy już wszyscy w domu, a ja mogę wspominać tylko te ostatnie trzy miesiące mojej ciąży z Młodszym. No, prawie trzy miesiące, bo jednak urodziłam 2 tygodnie przed terminem.

Trzeci trymestr ciąży był dla nas wszystkich dość trudny. Dużo się dział,o a ja z każdym tygodniem miałam coraz mniej siły. Smok też wyczuwał lekko napiętą atmosferę i chociaż starałam mu się wszystko wytłumaczyć, nie obyło się bez problemów. W końcu ma tylko 3 lata.

Młodszy

Młodszy miał się dobrze. Wizyty u lekarza nie wykazały żadnych problemów, a moje obawy o za wczesne urodzenie go na szczęście się nie spełniły. Czy wspominałam Wam kiedyś, jak zaplanowałam sobie poród Smoka? Tak, pod koniec tamtej ciąży też już miałam wszystkiego dość, więc stwierdziłam, że nie czekam do terminu, tylko rodzę w weekend wcześniej. Tak też się stało. Siła sugestii jest wielka, bo nie stosowałam wtedy żadnych szczególnych sztuczek na przyśpieszenie porodu. Tak samo też było w tym przypadku. już miesiąc temu wybrałam sobie weekend, w który chce urodzić (nie wiem, czemu na te weekendy się uparłam), więc nie zdziwiło mnie, gdy akurat wtedy w sobotę dostałam regularnych skurczy.

W ogóle cała rodzina się śmieje, bo my tacy świąteczni jesteśmy. Dzieci z niedzieli a ja z mężem w Boże ciało byliśmy urodzeni. No cóż. Chyba nie będzie miał kto pracować ;-).

Samopoczucie równe zeru…

Sama z każdym tygodniem czułam się coraz gorzej. W nocy ciągle musiałam wstawać do toalety. Nie mogłam się wyspać, bo co chwilę coś mnie bolało. Skurcze miałam bardzo częste i dość bolesne. Ale nie zdziwiło mnie to w ogóle, bo w końcu w ciąży ze Smokiem też tak było.

Chciałam bardzo pod koniec ciąży jeszcze ze Smokiem zrobić sobie jakieś przyjemne wycieczki, ale nie dałam rady. Przejście do pobliskiego parku było dla mnie wyzwaniem, więc z wizyty w ostrawskim zoo musiałam zrezygnować. Ostatkiem sił udało nam się jeszcze we wrześniu pojechać do moich rodziców. Rzecz jasna ze spakowaną torbą do szpitala na wszelki wypadek. Na szczęście wtedy nie była potrzebna.

Mój humor też nie był najlepszy, ponieważ na prawdę powoli chciałam, aby ta ciąża dobiegła już końca. Jednak nie jestem z tych kobiet, co uwielbiają chodzić w ciąży. Co to, to nie. Chciałam także wziąć udział w II ZaMotanym Pikniku w Dąbrowie Górniczej, ale ze względu na ciąże musiałam odpuścić. I dobrze, bo gdy piknik już trwał, ja właśnie szłam do szpitala.

Zmiany, zmiany

Końcówka ciąży przypadła także na wielkie zmiany w życiu Smoka. 1 września pierwszy raz poszedł do przedszkola. Obaw było sporo. Był uśmiech, zadowolenie, ale niestety także płacz i infekcje wirusowe. Na szczęście obydwie skończyły się dla Smoka dość łagodnie i mam teraz cichą nadzieję, że chociaż na jakiś czas wirusy nam odpuszczą.

Sama bardzo cieszyłam się, że Smok idzie do przedszkola. Młody potrzebuje rówieśników. Potrzebuje także pobyć trochę beze mnie. Wiem, że teraz nie jest mu z tym łatwo, ale mam nadzieję, że za niedługo przyzwyczaimy się do nowej sytuacji.

Trzeci trymestr dobiegł już na szczęście końca. Nie planuję więcej dzieci, więc raczej już w ciąży nie będę. Dwójka przy naszych problemach to i tak jest dobrze. Teraz jest czas na ich wychowanie. Chcę aby Młodszy podrósł, abyśmy mogli wspólnie jeździć na wycieczki. Chcę, aby Smok odrobinę był bardziej samodzielny i przestał się buntować z byle powodu. Teraz z każdym tygodniem i miesiącem będzie już lepiej. Wierzę w to, więc tak musi być ;-).

Tedi