Ciąża i poródStrefa kobiety

Kolejkowa rewolucja Twoją rewolucją!

Pewnie już co nieco słyszałaś/eś o Kolejkowej Rewolucji. Jeżeli nie, musisz szybko nadrobić zaległości. Kolejkowa Rewolucja to akcja mająca na celu chociaż trochę ułatwić kobietom w ciąży trudy noszenia nowego życia w swoim ciele. Tak, moi drodzy. Ciąża to nie tylko kwitnąco wyglądająca kobieta, jak z amerykańskich filmów. Ciąża to także mdłości, zawroty głowy, zmęczenie, skurcze. Prawie każda z nas doświadczyła mniej lub bardziej jakiegoś dyskomfortu, będąc w stanie błogosławionym. Może ciąża to nie choroba, ale jest to stan delikatny, w którym trzeba o siebie szczególnie dbać.

Pomysłodawczynią i organizatorką akcji jest Marta z bloga www.piwonooka.pl i jak widać coraz więcej blogerek popiera akcję. Nic dziwnego, bo pewnie wszystkie pamiętają dobrze, gdy będąc w ciąży stały w tramwaju, bo nikt im nie ustąpił miejsca, lub gdy stały w ogromnej kolejce w sklepie.

Sama też mam kilka historyjek. Oczywiście tyczą się one Węgier, bo tam żyłam, gdy Smok leniwie przewracał się w moim brzuchu.

Pamiętam jak dziś, jak trudno mi było jechać do pracy na początku ciąży. Pierwszy przystanek autobusem musiałam przejechać stojąc w tłumie. Nie było nawet szansy, aby ktoś mi ustąpił miejsca, bo po pierwsze ciąży nie było widać a po drugie nie było dojścia do miejsc siedzących. Na szczęście to był tylko jeden przystanek. Chociaż raz niestety udało mi się zemdleć… Mdłości wyjątkowo mnie nie oszczędziły na początku ciąży, dlatego na jakiś czas zrezygnowałam z pracy.

Na Węgrzech ludzie często ustępują kobietom w ciąży. Tam trudno znaleźć w sklepie kasę dla kobiet ciężarnych, ale ludzie i tak ustępują. Tyczy się to zwłaszcza mężczyzn i ludzi starszych. To samo jest w komunikacji miejskiej. Będąc już w widocznej ciąży miałam problem z kręgosłupem. Praktycznie nie mogłam siedzieć, bo nie dałabym radę wstać. Wolałam więc jeździć na stojąco. Niby to mniej bezpieczne, ale jakbym usiadła, to musiałabym pojechać pewnie na przystanek końcowy… Z tego powodu zawsze musiałam się tłumaczyć, czemu nie chcę skorzystać z wolnego miejsca. Nie raz ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. Pusty tramwaj a kobieta w ciąży stoi.

Niestety były też niemiłe sytuacje pod gabinetem lekarskim. Na Węgrzech zwolnienie z pracy wypisuje lekarz rodzinny i niestety trzeba do niego co 2 tygodnie po to zwolnienie iść. Takie są przepisy. Mając problem z wysiedzeniem w przychodni (że o zarazkach tam występujących już nie wspomnę), poprosiłam raz kobietę w średnim wieku, abym mogła wejść przed nią. Oczywiście popatrzyła się na mnie jak na głupią i powiedziała, że ona w sumie tylko na chwilkę tam wchodzi. Siedziała tam 45 minut… Potem już wcześniej dzwoniłam do lekarki, aby wystawiła papierek i nie czekałam w kolejce. Pielęgniarka podawał mi zwolnienie poza gabinetem.

A na koniec już nie ciążowo, ale też kolejkowo. Jakiś miesiąc po urodzeniu Smoka jechałam tramwajem sama na zakupy. Pewna przemiła pani ustąpiła mi miejsca. Płakałam potem przez tydzień… 😀

Pamiętam doskonale, jak poruszałam się po Budapeszcie, gdy byłam w ciąży. Miałam taki wyrobiony schemat, że do południa musiałam gdzieś iść lub pojechać, aby w domu nie siedzieć. Robiłam wtedy zakupy (te lekkie), chodziłam na pocztę (nigdy mi się nie zdarzyło, aby ktoś mnie w kolejce na poczcie przepuścił), załatwiałam sprawy urzędowe (tutaj już częściej załatwiałam sprawy poza kolejką). Wszystko po to, aby całkowicie nie sflaczeć. Wszystko po to, aby utrzymać jako taką kondycję. Bo przecież ciąża to nie jest czas, kiedy kobieta powinna być zamknięta w domu. Ciąża tym bardziej wymaga ruchu. Ale same wiecie, że ruch a stanie w kolejce to nie to samo. Pomóżmy mamom ruszyć się z domu, bez narażania je na stanie w kolejkach.

Sama oczywiście czynnie przystąpię do Kolejkowej Rewolucji, jak tylko uporamy się z infekcjami w domu. Póki co już trzeci tydzień chorujemy i końca nie widać. O Kolejkowej Rewolucji będę jeszcze przypominać a tym czasem miłego poniedziałku!

 

Tedi