DoulaKarmienie piersią

Karmienie piersią wcale nie jest proste

Pamiętam, jak będąc w ciąży ze Smokiem wyobrażałam sobie słodkiego niemowlaka, którego tulę do swoich piersi i oczywiście karmię swoim mlekiem. Czysta sielanka. Inny sposób karmienia nie wchodził w grę. Miało być naturalnie. Cóż innego miałabym dać własnemu dziecku?

Życie potoczyło się jednak zupełnie inaczej i zadrwiło okropnie z moich planów.

Nie udało mi się Smoka karmić piersią. Brakło wiedzy, wsparcia, odpowiedniej pomocy. Chyba wszystkie możliwe problemy z karmieniem wtedy na mnie spadły: ospałe dziecko, które nie chce ssać, popękane brodawki, ból, krew, nawał, zastój, zapalenie, gorączka, kilka dni spędzonych w szpitalu… Nie wiem, czy mogłoby pójść gorzej. W efekcie Smoka bezpośrednio piersią nie karmiłam. Przez pierwsze 4 miesiące swojego życia jadł moje mleko z butelki. Chociaż tyle.

Ciąża z Młodszym przypomniała mi to wszystko. Właśnie karmienie piersią było moją największą bolączką podczas tej ostatniej ciąży. Bardzo się tego obawiałam. Nawet płakałam M w ramię, że ja nie chcę, znowu nie dam rady, znowu wyląduję w szpitalu itd. M pukał się w czoło…

Młodszy

W końcu narodziła się ta mała istota i ku mojemu zdziwieniu zaczęła ssać. Młodszy nie był w ogóle ospały. Początkowo najchętniej ciągle wisiałby na piersi. Mi to nie przeszkadzało. A niech ma, jak chce. Oczywiście był też nawał, była też nauka przystawiania, był ból i nawet niewielki zastój. Wszystko to udało się jednak przezwyciężyć dzięki wspaniałej pielęgniarce noworodkowej ze szpitala. Pomogła mi. Nauczyła mnie tego, czego nie mogłam wyczytać w internecie. Wszystko szło w jak najlepszym porządku.

A potem Młodszy okazał się dzieckiem jedzącym raz dziennie, ale za to przez cały czas… Tak. Pierwsze dwa miesiące to dziecko wiszące na mnie od rana do nocy (na szczęście w nocy dobrze spał). Były chwile zwątpienia (może się nie najada?). Były chwile bezsilności (nie mam już siły!). Była w końcu akceptacja. I nagle się okazało, że Młodszy już nie wisi na mnie cały czas. Nawet mogę na chwilę wyjść bez niego z domu. I chociaż czteromiesięczne niemowlę jedzące co 2 godziny dla jednych to zdecydowanie nieprawidłowe, ja cieszyłam się ogromnie. Wreszcie miałam chwilę wytchnienia.

W efekcie udało mi się karmić Młodszego prawie 20 miesięcy. Uwierzycie? Aż 20 miesięcy! Dla mnie to niesamowity sukces, chociaż muszę przyznać, że w pewnym momencie zaczęłam się bać, że Młody będzie ssał moje mleko aż do osiemnastki. Nie stało się tak. Zakończyliśmy drogę mleczną praktycznie w jednej chwili. Tak po prostu.

Co było najważniejsze w udanym karmieniu piersią w moim przypadku?

  • moja determinacja
  • ogrom wiedzy, jaki zdobyłam przed narodzinami Młodszego
  • wspaniałe wsparcie, jakie dostałam od pielęgniarki noworodkowej

Jak widzicie dużo zależy od nas samych, ale czasami nawet nasze ogromne chęci i wiedza zawiodą, jeśli nie otrzymamy potrzebnego wsparcia. Po to są położne, pielęgniarki, doradcy laktacyjni i doule.

Kto powiedział, że karmienie piersią jest łatwe? Nie jest! Ale za to ma wiele zalet. I do tego jest zawsze pod ręką ;-).

Jeśli jesteście zainteresowane wsparciem douli (przygotowanie do porodu, rebozo, pomoc w czasie połogu), ćwiczeniami jogi i inną tematyką okołoporodową, zapraszam do śledzenia mojego doulowego Fanpage’a oraz Fanpage’a moich warsztatów Spokojnie, to tylko poród!

Olga

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zostaw po sobie komentarz, polub lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło :-).

facebook-icontwitter-iconinstagram-icongoogle-plus-2-icon