Strefa mamy

Brak lęku separacyjnego. Wygoda czy przekleństwo?

Zanim urodziłam Smoka (tak, ja go urodziłam, a nie on sam się urodził), wszyscy życzliwie mnie zapewniali jak to skończy się moje życie. Że od teraz bez dziecka to ani rusz i nawet jak znajdziemy jelenia, co z dzieckiem chciałby zostać, dziecko odmówi współpracy. Lęk separacyjny, dziecko uwieszone u nogawki i te sprawy.

Z wielką trwogą i gorączką przewyższającą moje pojęcie gorączki, udałam się 10 dnia po porodzie do szpitala. Diagnozą było zapalenie piersi. Podejrzewali też ropień, ale na szczęście na pogróżkach się skończyło. Duszę miałam na ramieniu, bo mnie straszyli skalpelem, długą rekonwalescencją, a mój biedny maluszek został w domu beze mnie. Sam nie został. Na szczęście odwiedziła nas wtedy moja teściowa i mogła z maluszkiem zostać. M niestety musiał chodzić do pracy. Okazało się, że mój pierworodny nawet nie zauważył braku mojej szanownej osoby. Jadł, spał, wyglądał słodko i robił wszystko to, co noworodki robią. Ponoć dawał się nawet wyspać domownikom.

Od tamtej pory słyszałam, tylko że niedługo zacznie się uwiązanie. Lęk separacyjny, dziecko uwiązane przy nodze i te sprawy. Czekałam, czekałam i nadal czekam. Nic.

Gdy Smok był niemowlęciem kilka razy zostawiliśmy go z babcią czy ciocią. Tak na chwilę. Parę godzin tylko. Nie było problemów. Pierwszy raz zdecydowaliśmy się na wyjazd bez niego, gdy miał 15 miesięcy. Pojechaliśmy tylko na 2 noce. Ja z duszą na ramieniu i wrażeniem, że jestem wyrodną matką. M z uśmiechem na twarzy i wrażeniem powrotu do czasów nastoletnich. Smok praktycznie nie zauważył naszej nieobecności. Od tego czasu już kilka razy zostawał na noc (lub kilka nocy) bez nas. Za każdym razem nie sprawiał problemów. Nie było płaczów. Nie było smutku. Ot, mama i tata pojechali i tyle. Pewnie wrócą.

Początkowo myślałam, że to przyjemna sprawa. Nie jestem do dziecka uwiązana. Nie muszę się bać, że jakbym musiała wyjechać, maluch będzie się zanosił płaczem, bo mnie nie ma. Mogę go zostawić praktycznie z każdym. Pewnie gdyby była potrzeba zatrudnienia opiekunki/posłanie do żłobka nie byłoby żadnych problemów. Ale, czy to na pewno taka dobra sprawa?

Załóżmy, że jesteśmy gdzieś, gdzie jest dużo ludzi. Smok się gubi w tłumie. Równie dobrze ktoś mógłby go wtedy porwać i ten nawet by nie zapłakał. Nikt nie zwróciłby uwagi, gdy moje dziecko odchodziłoby z kimś zupełnie mu obcym. Gdy był niemowlakiem, nie myślałam o tym w ten sposób, bo Smok spędzał wtedy spacery w wózku, na rękach czy w nosidle. Teraz biega wszędzie i jest bardzo ciekawski. Nawet specjalnie nas nie pilnuje na spacerach. Ot leci i nie patrzy się za siebie.

Staram się tłumaczyć, że w tłumie musi się trzymać blisko nas. Że nie wolno podchodzić do obcych psów. Że nie może rozmawiać z obcymi ludźmi, gdy nas nie ma obok. Ale Smok jest jeszcze mały. Nie wszystko rozumie i nie wszystko jest dla niego wystarczająco jasne. Już wydaje mi się, że załapał, o co chodzi, a ten podchodzi do obcej kobiety i woła na nią „mama”. Strach pomyśleć, co może się wydarzyć. A może przesadzam? A może niedługo da o sobie znać słynny lęk separacyjny?

Tedi